-
Arto
Ma na imię Elza.... Ale obawiam się, że ona nie zareaguje na wołania obcych ludzi. Panowie proszę... Potrafię się odwdzięczyć.... Przepuście mnie i dajcie się upewnić, że się myliłem i nie pobiegła do portu. Ona nie umie pływać... Przecie macie dzieci.... Jeśli jej nie znajdę w kwadrans to wrócę tu, ale będę pewny że jej nic się nie stało i pobiegła w innym kierunku.. proszę..... Spojrzał na nich błagalnie...
Jego zdenerwowanie i frustracja, powinny działać na jego korzyść. Który z rodziców nie okazywał by zdenerwowania gdyby jego dziecko nie zawieruszyło się w takim miejscu i w taką noc?
Jako złodziej nie raz pewnie musiał kłamać i to bez mrugnięcia oka. Od małego dziecka szkolony przez złodziei i szulerów.
-
Falmir:
Rozejrzał się uważnie, po czym powiedział do Nicolaia
Coś mi tu nie pasuje... jakim cudem mógł zostawić tę jaskinię pustą?
-
Rhen i Vito:
Dobrze... Skoro tak to tyle. Możecie wracać do domu - powiedział i wrócił do swojej pracy z papierami.
Arto:
Nie ma mowy. Dowódca nam skopie tyłki i wrzuci nas do basenu portowego jak nie wykonamy jego rozkazu. Jak mówił mój kolega, on może poszukać - odparł Ci stanowczo jeden z nich.
Falmir:
Raczej tu nie mieszka sądząc po tym wszystkim co tu stoi, a noc się zbliża. Widziałeś na co tu się można natknąć chodząc po nocy w lesie - odpowiedział ci zatykając butelkę i otwierając jeszcze parę następnych - Sprawdźmy wszystko do końca i wracajmy do naszych.
-
Arto
Dobrze. W takim razie, mała szczupła dziewczynka. ma 10 lat.. Blondynka, krótkie włosy. Ciemna kurta do kolan... Jeśli panie tak dobry jesteś to sprawdz. Ja tymczasem zobaczę czy w jakiś uliczkach się nie kręci. Jeśli ja znajdę to nie będę już tu wracał i zawracał wam głowy...
Arto oddala się w kierunku budynków. Ma zamiar wykorzystać luki miedzy nimi by niepostrzeżenie dostać się do portu.
-
Rhen
To ja wracam do domu. Do jutra Vito.
-
Vito
Trzymaj się, na razie. rzekł, po czym także udał się do domu swych rodziców.
-
Arto:
Chyba coś nie wyszło. Dochodząc do ujścia z wąskiej uliczki między budynkami zobaczyłeś zbieraninę żołnierzy. Sporo knechtów, ale i paru ciężej uzbrojonych osobników. Jeden z nich w płytowej zbroi wydaje jakieś rozkazy żołnierzom. Na razie chyba Cię nie widzą.
Vito i Rhen:
Idziecie w stronę swoich domów. Za kilka minut powinniście już stać pod ich drzwiami... Vito widzi, że sytuacja nadal się nie zmieniła, a żołnierze dalej stoją na swoich stanowiskach.
-
Falmir:
Zniechęconym głosem zgadza się z Nicolaiem, przy czym wyciąga jedną z butelek i chowa przed Nicolaiem.
-
Arto
Kuźwa... tedy nie przejdę... Co za chędożone żołdaki, wszędzie ich pełno...
Arto wraca w kierunku wartowników, z którymi wcześniej rozmawiał ale nie zatrzymuje się koło nich tylko chce znaleźć inne uliczki którymi by do portu mógł się dostać...
-
Arto:
Poszedłeś tym razem w prawo. Nikt nie blokował ci teraz wyjścia z uliczki, dzięki czemu wszedłeś do portu. Widzisz z daleka żołnierzy zajmujących się jakimiś przybyłymi handlarzami, bądź zmierzających dalej ku przystani, gdzie trzymają jeden ze swoich statków. Kilkanaście metrów do Ciebie widzisz zaś armatę, przy których stoi paru żołnierzy.
Falmir:
Nicolai nie zobaczył tego, gdy przeszukiwał dalej jaskinie. Po paru minutach skończyliście szukać. Było tu nieco surowców warzelniczych jak cukier, winogrona czy pszenica oraz nieco butelek wina, ginu czy bimbru. Nic szczególnego tak poza tym - No to chyba czas wracać... - bez oczekiwania na odpowiedź zaczął podążać w kierunku wyjścia.
Vito i Rhen:
Dotarliście do swoich domów.