-
Catherine:
Adela po chwili milczenia, odezwała się drżącym głosem - Catherine... Naszą wioskę spalili za to, że wspieraliśmy i utrzymywaliśmy kontakt z... Rycerzami Gryfa i królewną Beatrice, która jest prawowitą następczynią pendorskiego tronu. Jej stronnicy mają duży, ukryty w lesie obóz... Wiem gdzie, może tam się udamy?
Malcolm:
Nie, mam tylko tą pelerynkę... A już jestem trochę podziębiona i gardło mnie boli przy mówieniu jakbym za głę... Jakbym była chora.
-
Malcolm
Jakbym za głę- co, hę? Żarciki... Ciekawe co dalej z tego wyniknie... Sheila! Klacz podeszła do rycerza a ten wyjął z tobołków swój niebieski płaszcz. Ubierz go, pani. Jest za duży ale przynajmniej nie będzie Ci zimno i nie przemokniesz aż tak bardzo.
-
Malcolm:
Rita odwróciła się plecami i spytała - założysz mi go, panie?
-
Malcolm
Oczywiście. Rzekł uśmiechając się nieznacznie. Rozłożył płaszcz i narzucił go jej na ramiona.
-
Malcolm:
Zapomniałeś o broszy, panie - powiedziała łagodnie, nie odwracając się, tylko spoglądając kątem oka na Ciebie.
-
Catherine
Ale po co?Chcesz się mieszać w jakąś kolejną wojenkę bogaczy i szlachciców co za nic mają takich jak my? Gdzie byli Ci rycerze kiedy....,ehh....,chodzi mi o to że powinnyśmy się trzymać od tego z daleka....- powiedziała kładąc jej dłoń na ramieniu i spoglądając ze współczuciem w jej oczy
-
Malcolm
Widząc, że kobieta nie ma zamiaru się odwracać, spojrzał na broszę zza jej ramienia, sięgnął do niej rękami i zapiął ją.
-
Catherine:
Ale nie rozumiesz... Ona jest inna. Jest dobra, szlachetna, okazuje serce tym, którym w żyłach nie płynie błękitna krew... Ona dała nam nadzieję... Nadzieję na lepszy Pendor Catherine. To ta nadzieja sprawiła, że wszystko straciłam a... Ale wciąż wierzę... Rzekła Ci Adela a w jej oczach pojawiły się łzy.
Malcolm:
Dziękuję - mruknęła Rita i oparła się wygodnie o Ciebie.
-
Malcolm
To nic takiego... Pozwolił kobiecie się na nim jeszcze chwilę opierać. W końcu jednak rzekł. Chodźmy, pani, zaraz się rozpada na dobre.
-
Catherine
Westchnęła ciężko,przytulając ją do siebie i myśląc gorzko - Wszyscy oni są tacy sami,jaka nadzieja?Dla mnie nigdy jej nie było....,młoda jest i głupia to i dała się nabrać i uwierzyła w jakieś bajeczki.Ciekawe gdzie była ta dobrotliwa królowa kiedy mordowano jej rodzinę,pewnie ucztowała albo przymierzała nowe sukieneczki przy oklaskach swoich głupich jak kłoda dworek....I co ja mam teraz niby zrobić?Nie chcę tam jechać,nie chcę i tyle....- nie chciała jednak męczyć Adele swoim podejściem dlatego powiedziała cicho - A skąd Ty niby wiesz gdzie jest ten obóz,hmm? - ledwo zdążyła ugryźć się w język i nie zaczęła na głos monologu który przed chwilą prowadziła ze sobą w myślach....