-
Katarina
Zatrzymała nagle konia. Panie Spytko przepraszam, że wypięłam się I kuszenia dałam, ale nie moge inaczej śladów sprawdzać jak nie przychylę trochę ciała ku ziemi.
Jeśli krępuje Cię to panie to zsiądę z konia ino dłużej to gonienie Konstabla trwać bedzie.
-
Surija
Ehh ta Katarina to naprawdę taka głupia czy udaje tylko?
-
Spytko po polsku
Nie przepraszaj Katarino. Toć ja przepraszać winien, żem skusić się dał. Wstrzymam Trzaskawicę i ostanę w ariergardzie, to i kusić mnie już nie będzie bym wzrok kierował na Waćpanny wdzięki.
-
Katarina
A dyć Panie przestań się przejmować.... Przecie do spowiedzi z grzechem trza iść, bo jak to mówią u nas w rodzinnych stronach Do księdza inaczej nie wypada iść.
Roześmiała się.
-
Spytko po polsku
Zawtórował śmiechem Katarinie. Jego czerwona twarz zaczęła odzyskiwać normalny kolor. Gdy opanował wesołość zagaił do Katariny, niezbyt głośno, tak by tylko Ona słyszała. Dyć to żaden grzech podziwiać dzieło Pana, tym bardziej jak Waćpanna nic przeciwko temu nie ma.
-
Katarina
Ejże Panie hola.... Oburzyła się. Niechcący się wypięłam zadem na oczy Twe, Ale to nie przyzwolenie moje dałam byś się gapił na mnie jak wół na malowane wrota.
Ja nie z takich. Za kogo mnie macie?
-
Spytko po polsku
Widać źle zrozumiałem Twe słowa o grzechu. Prowadź dalej Katarino, czas ponoć goni. Zostanę w ariergardzie, jak żem planował, skorom przyzwolenia nie dostał. Baby, konia z rzędem temu kto je zrozumie.
-
Charles de Tournemire
Kapłan przysłuchiwał się rozmowie, lecz nie przyglądał się trójcę towarzyszy rozmawiających ze sobą, a piaskom pustyni jednocześnie myśląc sobie - Nie pozabijajcie się czasami tylko potem, a ty dziecko nie bądź taka zawsze "uległa" i miła... Bo coś czuje, że to w końcu za daleko pójdzie i tragedią się to skończy dla was obojga.
-
Katarina
Nie zwracała uwagi na to co robi Spytko...
Dupczyć zakonnikowi się zachciało. Co ja głupia sobie wyobrażałam, że zakocha się?. Jedno im w głowach ino.....
Rozzłoszczona ruszyła znowu za śladami Jednak nie wypinała już tak swoich czterech liter.
-
Spytko
Zaczekał aż się wszyscy od Niego oddalą na zasięg wzroku i dopiero ruszył dalej.
-
Charles de Tournemire
Gdy Katarina ruszyła odwrócił wzrok w jej kierunku poklepał swego wierzchowca po głowie i ruszył za Katariną.
-
Techniczny:
Ja mogę grać tylko w niedziele. Jak przeszkadza to niech Lew ubije mojego bohatyra.
-
Spytko
Za kogo mnie macie? Za kogo Ty mnie masz Katarino, by tak przy wszystkich łajać. Oj zaczekaj panno, jeszcze swych słów będziesz żałować i ślozy ronić żeś odrzuciła me względy.
-
Techniczny
Z kolei mnie w niedziele pół dnia nie ma i tak cały czas
-
W czasie gdy tak rozprawialiście jadąc po śladach, znów spadać pierwsze kropelki deszczu poczęły, a niebo stało się przepięknym kontrastem błękitu, szarości i jasnych promieni słońca...
Po niedługim czasie, który zresztą bardzo szybko wam minął za sprawą burzliwej dyskusji, dostrzegliście leżącego w kałuży krwi zbrojnego. Widać, że żyje, dyszy ciężko usiłując się podnieść. Nie możecie z dala rozpoznać herbu na jego tunice ani tarczy, bowiem te są obficie zakrwawione. Koń wojownika stoi tuż obok niego.
Nie będę Ci ubijał BG Pampa tylko zostanie wyłączony z akcji po prostu, wybacz ale z tego co wiem ten stan ma potrwać kilka miesięcy i nie bardzo chcę wstrzymywać na tak długo pbfa. W każdej chwili możesz jednak wrócić do gry.
-
Charles de Tournemire
A to kto? - spytał zauważając jakiegoś zbrojnego w kałuży krwii, lecz nie zbliża się do niego.
-
Surija
Na widok zbrojnego serce zabiło Jej mocniej
Techniczny
To koń konstabla?
-
Techniczny
Nie, to zwykły podjezdek a nie destrier.
-
Tomasz do Charlesa po łacinie
Ratuj go pater kimkolwiek jest, nie lza mu pozwolić tak tu sczeznąć. Najbardziej biegły jesteś w pomocy rannym.
Sam oceniam kim on może być z wyglądu i uzbrojenia.
-
Charles de Tournemire
Dobra, ale chodź ze mną na wszelki wypadek, panie - po czym podjeżdża ostrożnie do rannego i przygląda mu się oraz ocenia jego stan.
-
Ranny jest konnym sierżantem księcia de Chatillon, co dostrzegacie po zakrwawionej tunice, gdy już się zbliżyliście i dało się rozpoznać herb. Ma straszliwą ranę na twarzy, zadaną zapewne mieczem. Druga, jeszcze większa wygląda na zadaną sztychem, wciąż leje się z obydwu krew. Wątpliwe, by udało się ocalić wojownika, cierpi wielce... Mruczy coś pod nosem, spojrzał na was gdy tylko podeszliście.
-
Charles de Tournemire
Ktoś go nieźle grzmotnął mieczem i chyba sztychem... Może konstabl albo saraceni? W każdym razie to sierżant de Chatillona... Mogę spróbować go uratować, ale wątpię, by przeżył... Panie, zabierz mu broń i patrz mu na ręce, gdyby spróbował mnie zaatakować to zareaguj - odwrócił się do niego i powiedział, po czym zsiadł z konia i zaczął szukać w ekwipunku swoich szmat, które zdarł z martwych saracenów w poprzedniej bitwie - Mamy tutaj jakieś bandaże? Jeśli nie to użyje części materiałów jakie nosze przy sobie.
-
Tomasz po łacinie ew. po francusku jak sierżant nie rozumie
Widzę, że twoi na śmierć Cię zostawili, byś umarł na pustyni. My zaś życie ci ratujemy, mów kto cię ranił i kiedy.
-
Katarina
Może szorstko go potraktowałam, ale przecie nie mogłam przy innych inaczej postąpić. Czym prędzej muszę z nim porozmawiać, bo gębę zbitego psa miał a nie chcę by smutny był. Rozmyślania Katariny na temat Spytka przerwał widok rannego, na środku pustyni. Widząc Kapłana i Tomasz, którzy jechali w jego kierunku starała się dotrzeć jeszcze ewentualne ślady.
Deszcz... zaraz zatrze wszystki trop. Powiedziała.
Techniczny
Czy trop, za którym tu przyszli urywa się przy rannym czy idzie dalej. Wiem że pada, ale czy dalej choć są jeszcze jakieś niewyraźne?
-
Krztusząc się i charcząc krwią, sierżant odparł po łacinie - książę wysłał mnie w pogoń za de Moulinsem, gdy ten pozbył się kilku naszych. Napadli nas saraceni w trakcie, gdy jeszcze całą trzydziestką go ubić żeśmy próbowali. Wtem zajęliśmy się odpieraniem niewiernych, a konstabl odłączył się, pognało za nim kilku naszych, w tym i ja... Ehhh, widzisz panie, jak to się dla mnie skończyło, szans żadnych nie miałem na parowanie jego cięć. Reszta co się ostała, pędzi dalej w stronę Kerak za nim, wątpliwe jednak, by ktoś z nich jeszcze dychał... Pojechali o tam, wprost w stronę zamku księcia. Och Boże... Czemuż to ja przeciw prawemu rycerzowi wystąpiłem, przeklęty Reynald...
Techniczny:
Jakieś ledwo widoczne ślady wiodą wciąż w stronę Kerak, jak się rozejrzeć dokładniej, to po bokach z daleka można dostrzec też ślady sześciu innych koni, widoczne dla was dopiero jak zsiedliście z wierzchowców. Koń rannego jest cały i zdrowy, z pewnością to nie jego sierść tam była, bowiem ma bułane umaszczenie.
-
Surija
Czyli konstabl wyrwał się z matni i ucieka wrogom, nie ma co mitrężyć, niech ktoś zakończy cierpienia tego nieszczęśnika i ruszamy czym prędzej dalej
-
Katarina
Ślady się za chwilę zatrą przez deszcz, ale to nie jest istotne już skoro wiemy gdzie zmierzają. A jeszcze widać jakieś inne które przecinają tę drogę. Jeśli dobrze naliczyłam to sześciu konnych.
Podeszła do konia rannego. Dlaczego przy zwłokach twoich towarzyszy nic nie było. Kiedy czas mieliście by zabrać ich rzeczy skoro z Saracenami żeście walczyli z zaskoczenia?
Techniczny
Przeszukuje jego konia by wiedzieć czy wyszli na wyprawę bez żadnych wartościowych rzeczy, czy maja może w zwyczaju zabierać je poległym. Rannemu by przecież nic nie zabrali a przynajmniej nie zostawiliby go. Albo by go ubili, albo by wiedział że coś mu zabierają. :P
-
Saraceni niemal od razu pierzchli gdy do starcia doszło, nie wiem czy nasi ich z kilku chociażby ubili, widziałem jak czmychają jeszcze zaczynając pościg za konstablem. Lekka jazda to była, szans naszym ustać nie miała. A na wyprawę nie zabieraliśmy nic prócz zapasów na dwa dni. Ehhh jeśli pomóc nie chcecie a dobić to czyńcie to, niechaj to będzie kara za podniesienie miecza na pana Boemunda, przyjmę ją z godnością... Odrzekł ciężko ranny żołnierz.
Katarina istotnie przy koniu nie znalazła nic, prócz prowiantu.
-
Charles de Tournemire
Zaczął go obandażowywać, przy czym odpowiedział Suriji - Skoro żałuje to i należałoby mu pomóc... A może jeszcze coś z niego wyciągniemy.
-
Surija
Zsiadła z wierzchowca i zaszła z tyłu sierżanta, dobyła Swojego sztyletu i szybkim ruchem, lecz z udawanym obrzydzeniem poderżnęła mu gardło Może byśmy wyciągnęli, albo i nie, ale zapewne by Nas spowalniał, a liczy się każda chwila
-
Katarina (polski)
.....A to suka.... w piekle zdechniesz.... Zasyczała z niesmakiem i odwróciła głowę z obrzydzeniem.
-
Surija
A sycz sobie do woli głupia
-
Charles de Tournemire
...A trochę nas tu jest, to mógłby ktoś go zabrać do zamku... - odparł jej beznamiętnie i spojrzał lodowatym wzrokiem - A tu mu chciałem pomóc, a tu Ci ta podchodzi i dobija go... Chociaż żałował za swe grzechy przed śmiercią... A ty na pewno odpowiesz za to przed panem, niewiasto.
-
Katarina
Ojcze, wiem że winni jesteśmy mu to, ale Te ziemie uczęszczane są dość, by kto inny mógł go pochować godnie. Zmów modlitwę jeśli to nie jest przeszkodą i jedźmy już nim ktoś konstablowi takie miłosierdzie okaże.
On ranny był a i koń jego pewnie też.....
-
Spytko po arabsku
Obaczywszy, że grupa się zatrzymała pognał Trzaskawicę naprzód. Gdy zobaczył jak Saracenka podrzyna gardło rannemu rzekł tylko Zuch kobieta, krwi przelać się nie bać w słuszna sprawa.
-
Surija po arabsku
Ano czasem trzeba Swe ręce ubrudzić, coby ważniejszej sprawie się przysłużyć
-
Spytko po łacinie
Proszę waćpanny by słowo zamienić na osobności.
-
Jeden z kawalerów świętego Łazarza widząc egzekucję rannego, rzekł głośno po łacinie patrząc na Suriję - pan Boemund opowiadał mi o pewnej dziewce z saraceńskiego rodu, co ponoć takoż piękna jako i miła. Jeśliś to ty... Chyba wspomnienie o Agnes de Montmirail przesłoniło mu rozum.
Tymczasem baron, reszta lazarytów i farys wyjechali nieco dalej, chcąc dostrzec konstabla z daleka.
-
Surija po arabsku
Dobrze rzekła po czym udała się za rycerzem
Do Lazaryty po łacinie
Nie odpowiadam za niczyje wspomnienia, a konstabla trza ratować, a nie łotrami się zajmować
-
KatarinaTechniczny
Chwyciła wodze klaczy i ruszyła za Bożogrobcem i Saracenką.