-
Kersijana
Przecie nie robię nic złego... to mnie, nas okradziono znaczy się... A moja Mama... Kersi posmutniała nagle na wspomnienie o Mamie i z powodu bury od Królowej....
To gdzie mam ruszać? zapytała cicho... Gdy Tristan się odezwał popatrzyła w jego stronę... Nie chcę być niegrzeczna panie, ale znalazłam się w kłopotliwej sytuacji. Nie masz czasem sukienki jakiejś? zapytała trochę żartobliwie a trochę smutno.
-
Catherine:
Usłyszałaś nagle chichot Betty, która otworzyła oczka patrząc na Ciebie.
Kersijana:
Czasem się zastanów Kersi nad tym co robisz... Rzekła Lothiriel, obejmując Cię na chwilę, jej ton się zniżył, wyczułaś w jej głosie troskę...
W sukienkach nie zwykłem chodzić pani, wątpliwe czy do twarzy by mi było - odparł Tristan uśmiechając się.
Królowa zeskoczyła z konia i przykucnęła z trudem, zaczynając patrzyć w ślady i w kuckach podążać za nimi...
-
Catherine
O,znowu podsłuchiwałaś żmijo hihi - stwierdziła szeptem ze szczerym uśmiechem całując ją czule w głowę - A właściwie to czemu już nie śpisz? - dodała troskliwie - Miałaś zły sen czy cię obudziliśmy?
-
Kersijana
zeskoczyła z konia... Trochę skrępowana obecnością Tristana. Ale nie miała co na siebie włożyć, a jeśli on jest prawdziwym rycerzem to nie będzie na nią patrzył....
Znasz się Panie na tropieniu? zagadała do niego starając się znaleźć w torbie co zawsze przy siodle przytwierdzona jest znaleźć jakiś kawałek materiału który by zakrył co nieco Elfowi przy pomocy bandarzy
-
Catherine:
Jakoś nie jestem śpiąca. I popatrzyłam sobie na piękny romans hihi - odparła Betty, łapiąc Cię za dłoń.
Kersijana:
Nie, pani, jako rycerz uczyłem się od dziecka jedynie walki, jeździectwa, gry na lutni i śpiewu, tropienie nie jest mym talentem - odrzekł Tristan starając się na Ciebie nie patrzyć.
Lothiriel wyjęła powoli swój miecz, dalej w kuckach idąc po śladach, już nieco się oddaliła...
-
Kersijana
Miałeś jej strzec Panie.. A i nie krępuj się tak... Ja najmocniej przepraszam że w zakłopotanie wprowadziłam ale naprawdę nie przejmuj się mną... lubię chodzić nago po lesie... O mam dobry pomysł. Idź Panie za królową a ja za wami będę szła.
-
Catherine
Nie kocham go,ale jest dla mnie bardzo miły.... - odparła także ściskając ją za dłoń,cieszyła się z tego że już nie śpi i ktoś może dotrzymać jej towarzystwa i czuwać wraz z nią w oczekiwaniu na powrót Lothiriel....
-
Kersijana:
Tak, oczywiście... Wybacz, pani - odparł Tristan i zaczął iść za królową. Po pewnym czasie dostrzegliście jakieś obozowisko w małym jarze, na środku którego płonie ognisko. Przy nim jest niewielki namiot, a przed nim siedzi dwóch zbirów odzianych na czerwono. Cśś... I co zamierzasz Kersi? Odbierzesz im siłą czy dyplomacją? Szepnęła królowa.
Catherine:
Oj tam, pokochasz hihi. Daj, pomasuję ci stopy - szepnęła Betty siadając.
-
Catherine
Może pokocham,kto wie.... - odparła cicho siostrzyczce mruknąwszy cicho na jej propozycję - Tylko uważaj by nie zbudzić Adele hihi
-
Kersijana
Siła? zapytała zdziwiona kucając.. przecież ja nie umiem walczyć... Tristanie mam pomysł,, trochę ryzykowny ale powinien się udać. Oni przy ogniu w świetle siedzą już długo chyba to zwabię ich. Ich wzrok do ciemności się długo będzie przyzwyczajał..,,,, No chyba nie oprą się urokowi nagiej nordolki... A Ty panie jeśli byś zaszedł ich od tył to są wielkie szanse....Będę udawała że chcę się z nimi zabawić to odwróci ich uwagę...