-
Kersijana:
Dobrze, pani, ale bądź ostrożna. Mógłbym się z nimi od razu rozprawić bez kombinacji, ale nie chcę by pierzchnęli, nie dogonię ich w swej zbroi - odszepnął Tristan.
Catherine:
Dobrze hihi - Betty wzięła Twoją stopę do swych dłoni i zaczęła ją delikatnie masować. Niby niezdara, ale w walce i w dawaniu pieszczot bardzo zręczna i wprawna...
-
Catherine
Och Betty,musimy częściej się masować....,cudownie to robisz.... - odparła szeptem,cicho przy tym pomrukując z zadowolenia
-
Kersijana
Jeśli to będzie możliwe Panie to nie zabijaj ich To chyba oni nas okradli ale nie mam pewności... A i wiedz że Elf na pewno jest też gdzieś w pobliżu to pomoże jak będzie gorąco... Ruszaj panie by ich obejść...
Kersi poczekała chwilę aż Tristan zajmie dogodne miejsce... Położyła rękę na ramieniu królowej... Przepraszam Pani że zakochałam się..... Wstała i poszła w kierunku ogniska... Gdy była już dość blisko zawołała w kierunku zbirów... Szukam prawdziwych mężczyzn co nie straszna im jest upojna noc z niewyżytą Nordolką.. Stanęła z ręką opartą na biodrze. przy czym uśmiechnęła się tak uroczo i słodko, że nie sposób było wyczuć jej intencji i zamiarów.
-
Kersijana:
Tak jak oczekiwałaś, plan powiódł się znakomicie. Dwaj bandyci od razu spojrzeli na Ciebie pożądliwie, jeden nawet odruchowo włożył sobie rękę w spodnie. Zaczęli iść w Twoją stronę gdy Tristan wypadł jak burza z krzaków i z głośnym okrzykiem odrąbał mieczem głowę jednego ze zbirów. Drugi oberwał płazem miecza i padł na ziemię, przytomny. Rycerz Lwa przystawił mu ostrze do szyi.
Catherine:
Z miłą chęcią Cathy... Betty cmoknęła w palce u Twej stopy i uśmiechnęła się, mówiąc - wiesz... Chciałabym, by i we mnie zakochał się taki rycerz jak Tristan... Może na turnieju jakiś nieznajomy, szlachetny wojownik zechce walczyć z mym imieniem na ustach, ja bym mu zawiązała chustę na hełmie... Ale, to dopiero po wojnie.
-
Catherine
Tak,zasługujesz na wspaniałego męża,nie bój się,pomożemy Ci znaleźć odpowiedniego kandydata a jesteś tak urocza i piękna że to nie będzie problemem.... - wyszeptała z uśmiechem nie przestając pomrukiwać
-
Catherine:
Betty uśmiechnęła się tylko spoglądając w Twe oczy. Jej uwaga zaraz znów skierowała się ku masażowi, wzięła do swych dłoni drugą Twą stopę i zaczęła ją pieścić delikatnie, zaczynając od palców. A właśnie, ciekawe o co chodzi z Margaret... Wstydzi się? Spytała nagle.
-
Catherine
Chyba tak....,ale nie wiem czego,przecież ma przepiękne stopy.... - wyszeptała całkowicie odprężona jej masażem
-
Catherine:
Hihi, właśnie, zdejmij jej te buty, zobaczymy jak rano zareaguje hihi - szepnęła Betty.
-
Catherine
Nie....,nie w taki sposób,porozmawiam z nią,ale nie chcę żeby się obudziła spanikowana,wolę żeby jej było miło kiedy się zbudzi....
-
Catherine:
No jak chcesz... Odszepnęła markotnie Betty dalej Cię masując.