-
Arathena
Widząc że Ania i Alessio mają ją gdzieś... poszła obrażona szybkim krokiem do Banity przywódcy... Przepraszam Was ale powinniśmy coś zjeść i chyba się przespać.... Domyślam się ze wart nie będziemy trzymać.. Ale jeśli przyda wam się bystry wzrok to mogę coś popilnować.....
-
Dziękuję, mamy cały czas wystawione warty w pewnej odległości od obozowiska. Odpoczywajcie przed czekającym Was zadaniem. Zaraz zorganizuję jadło i napitek. odparł Bertrand. Marie wpatruje się w plecy Anny ze zmarszczonymi brwiami wzrokiem godnym bazyliszka. Jest jednak tylko człowiekiem, więc nie zamieniła Anny w kamień.
Anna czuje potężne mrowienie na środku swych pleców.
-
Arathena
Widząc Rudą wpatrzoną w Annę... Wybacz Pani... młoda i głupia nie wie jescze do kogo jej serce bije... Uwierz mi Pani że za parę dni znajdzie innego rycerza co się w nim zakocha bo to ten jedyny... Ale tak po prawdzie to ten z raną jej wybrankiem i koniec końców Są sobie przeznaczeni... powiedziała tak cicho by tylko Ruda i banita ją usłyszeli...
-
Alessio
Serce mu pękło od tego milczącego potwierdzenia swoich słów,zdołał jedynie powiedzieć nieobecnym głosem - Tak,oczywiście - po czym dodał ciszej - Teraz i na zawsze.......- odwrócił się i począł iść przed siebie - A więc jednak......,to od początku było naiwne....,ta cała miłość........,kocha mnie ale co z tego skoro dzień po dniu żałuje kogo kocha............,muszę się pomodlić,może Shallya mnie wysłucha.....
-
Niech więc pilnuje swego nie rozglądając się za innymi, bo szypa w tyłku może jej nagle wyrosnąć mruknęła Marie spuszczając swój wzrok z Anny i spojrzawszy na Arathenę.
-
Anna de Loiret
Alessio proszę cię... Wiesz, co do ciebie czuję... Przecież... Nie gniewaj się na mnie... Wyjąkała i zaczęła gorzko płakać padając na kolana.
-
Alessio
Na jej słowa zatrzymał się,odwrócił się i powiedział martwym głosem - Wiem......,ale teraz też już wiem,że każdego dnia w głębi swego serca tego żałujesz.......,że nie jestem rycerzem.....i wiesz,że choć bym nie wiem jak się starał to nie będę......,kwestią czasu jest aż znów spotkamy kogoś takiego jak Bertrand......,jak mogę Ci zrobić coś tak okropnego jak ślub.......? Jak mogę spędzić z Tobą resztę życia wiedząc że to nie jest to o czym marzyłaś?
-
Christophe Leroy
Ja pierdziele... Oj Alessio, chłopie, ale żeś sobie kobitę znalazł, współczuję ci - złapał się za czoło widząc co Anka właśnie w tej chwili odstawiła, po czym poszedł i usiadł pod jakimś drzewem i przysłuchiwał się tej rozmowie.
-
Anna de Loiret
Alessio, nie zostawiaj mnie ja cię kocham... Wyjąkała cicho, spuszczając głowę...
-
Jak tak masz traktować mą córkę, to lepiej by do żadnego ślubu nie doszło! wydarł się ojciec Anny dobywając miecza i kuśtykając w kierunku Alessio.