-
Arathena
Widzisz Pani? zaśmiała się.. I powiedz mi teraz szczerze czy ktoś taki jak ona ma szansę skraść serce Twemu wybrankowi? mówię Ci Pani takie komedie mamy codziennie...Spójrzcie na giermka.... Ale nadal cicho by tylko ją Banita z rudą słyszeli.... Do liny coby Ojciec Anny nie zalagopował sie za mocno....
Ściśnij się odrobinę..... pomyślała
-
Tankred de Loiret zajęczał nagle przystając, spojrzał na linę, która utrzymuje opatrunek i ją rozciął swym orężem. Lina opadła w kawałkach razem z opatrunkiem.
-
Anna de Loiret
Zostaw go ojcze, to moja wina, to wszystko moja wina... Nie jestem godna niczego... Niczego... Wstała z klęczek i zaczęła powoli iść do Marie i Bertranda. Pani... Wybacz mi, twój wybranek swą szlachetnością, mądrością i oddaniem przypomina mi mego zmarłego brata... Wiem, jak patrzyłaś na mnie, czułam to... Prawda, marzę o takim mężu od zawsze, ale nigdy, przenigdy nie próbowałabym ci go odebrać... Głupia jestem poza tym, właśnie straciłam swego ukochanego... Pokręciła głową i z płaczem znów zaczęła się oddalać od wszystkich.
-
Ojciec Anny tylko sapnął i schował do pochwy dobyty miecz.
Cóż, trzeba pilnować co swoje by nikt Ci tego nie zabrał. Ale jak sama to odrzucasz. Marie wzruszyła ramionami.
-
Alessio
Odwrócił się i począł szukać ustronnego miejsca,jedyne czego w tej chwili pragnął to pomodlić się do Shallyi i to aby jego modlitwa została wysłuchana.....
-
Arathena
Podeszłą do kawałków liny które ojciec Anny tak pięknie porozcinał i je pozbierała. odeszła kawałek coby jej nie siegnął tym swoim mieczem ... a pozabijajcie się... Widać jesteście siebie warci... Wkurzona nie na żarty poszła w cholerę... Możesz Pani wskazać naszą izbę? zapytała rudą....
-
Marie wskazała Arathenie nieduży szałas na jednym z drzew. Liothannea, która tak jak giermek się tylko przyglądała całej sytuacji, ruszyła tam bez słowa. Od wyruszenia z polany nie odezwała się do Aratheny.
-
Anna de Loiret
Poszła też do szałasu wskazanego przez Marie... Siostrzyczko... Wiem, że pewnie żałujesz, że... Że obiecałaś mi być starszą siostrą... Jak nie chcesz mieć nic wspólnego ze mną, to... To niech tak będzie, nie zasłużyłam na twoją miłość... Rzuciła z ciężkim sercem do Aratheny.
-
Alessio
Pani,błagam przemów do mnie,moje życie nie ma sensu,jestem w obcym kraju,w dziczy,ciężko ranny,do niczego się nie nadaję a kobieta którą jeszcze kilka godzin temu nazywałem miłością swego życia złamała mi serce......i już wiem że nigdy nie będzie między nami tak jak dawniej!Nie wiem co robić.....proszę,odezwij się do swojego skromnego sługi.....- pomodlił się w myślach w międzyczasie rozklejając kompletnie bowiem zdał sobie sprawę w jak beznadziejnej sytuacji się w tej chwili znajduje....
-
Arathena
Dziękuje Pani.... Weszła do izby którą wskazała jej Marie.... Mam nadzieje że nie będziemy tu czuli się jak w wiezieniu....
Wszystko Aniu w porządku... Ja jestem Twą siostrą nie dla kaprysu a dlatego ze serce moje tak bije w rytm jak i Twoje... Pocałowała ja w policzek..... Nie chcę Ci mówić, że wszystko miedzy Wami się ułoży, ale chcę byś wiedziała, że życzę Wam tego z całego serca. Ale obojętnie co będzie sie działo jestem z Tobą... Przytuliła ja do siebie......
W języku elfim powiedziała do niej Kocham Cię Siostro....Umiesz tak powtórzyć?