-
Charles de Tournemire
Czy chcecie wytrwać w tym związku w chorobie i zdrowiu , w dobrej i złej doli, aż do końca waszego życia, kiedy ponownie ujrzycie siebie w niebie? Oraz czy ty Katarino i panie Spytko chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?
-
Bertrand
Ekhm, widzę że masz się już lepiej, wystarczy więc. Ubierz się panienko. Powiedział zabierając ręce i odwracając się znów tyłem do niej. Co Ty robisz Bertrandzie?! Pogrzało Cię?!
-
Konstabl spojrzał złowrogo na księdza, który zapewne nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo trafiła ta formułka do serca rycerza... A czy przestałem ją kochać po tym, gdy śmierć zaczynała mną władać!? Czy ona mnie przestała kochać, gdy zachorowałem!? Warknął głośno.
Bertrand:
Dobrze - odparła Aurora po czym założyła swą suknię. Wtem usłyszałeś odgłos walnięcia o coś twardego. Au! Boże co ja zrobiłam, że znowu ból na mnie zsyłasz! Wymówiła zaciskając zęby z bólu.
-
Katarina
Tak Ojcze,, Jeśli Bóg nas nim obdarzy.. odparła z pełna powagą...
-
Bertrand
Usłyszawszy huk złapał się za czoło zrezygnowany. Albo taka nieporadna, albo nie dotarły do niej moje słowa i wciąż próbuje mnie uwieść... Co się znowu stało? Spytał odwracając się.
-
Robert
Uderzył się otwartą dłonią w czoło słysząc słowa księdza - Odbiło mu czy jak? I tak Boemund ledwo nerwy na wodzy trzyma.... - po czym powiedział głośno,ostatnie słowa wymawiając z wyraźnym gniewem - Wybacz mu Panie,nieszczęsny nie pomyślał co mówi, jestem pewien że wszyscy znamy odpowiedź na Twe pytania.....,prawda ojcze?!
-
Charles de Tournemire
Jeżeli Cię to mocno uraziło to wybacz... - powiedział z lekką skruchą, do Roberta zaś kiwął głową na zgodę, pomyślał sobie przy tym od razu - Ehh... Trzeba było nie wymawiać tego początku, to by się tak nie zdenerwował. Choć i tak odkąd trafiłem do tej kaplicy me życie znowu wisi na włosku, a gniewem się Boemund co chwila unosi...
-
Spytko po łacinie:
Tak Ojcze na pierwsze pytanie odpowiem. A na drugie - nie przyniosę ujmy swemu ojcu i postaram się wychować swe potomstwo jako On mnie wraz z braćmi wychował.
-
Kontynuuj - powiedział konstabl, nie komentując przeprosin Charlesa. Charlotte tymczasem szepnęła jakoby do siebie - zachowaj spokój Boemundzie, proszę cię nie rób nic głupiego...
Bertrand:
Walnęłam się przypadkowo - odpowiedziała Aurora syknąwszy potem z bólu, siadając na łożu, jedną stopę opiera o pościel trzymając się za nią.
-
Bertrand
Westchnął zrezygnowany i pokręcił głową, usiadł na łóżku i rzekł biorąc bolącą stopę do ręki. Pokaż panienko - rozmasuję...