-
Catherine
Także ją przytuliła i ucałowała w głowę,domyślała się że jej nie przekonała,ale także nie chciała ciągnąć tematu....- Ehh,niestety rzeczywistość potwierdzi że miałam rację,ale dla dobra królestwa i jej samej przyda się taki kubeł zimnej wody....
-
Kersijana
Chwilę miała wyciągniętą dłoń, ale ignorancja królowej była zbyt wymowna... Gdy ta dosiadła konia przyszłego zięcia otrzepała rękę o rękę i ruszyła do obozu.Nic nie odpowiedziała elfowi ino niepewnie się uśmiechnęła na jego słowa. Jechała trochę wolniej od reszty bo chciała zastanowić się dlaczego królowa od jakiegoś czasu się na nią boczy....
-
W czasie gdy Catherine z Betty siedziały, nadjechała reszta. Mama rudowłosej siedzi z tyłu Tristana na jego koniu, obejmując rycerza w pasie. Pierścień królowej lśni słabym błękitem.
Kersijana usłyszała w myślach głos Lothiriel mówiący - wybacz mi, że byłam ostra, ale czasem muszę być surowa dla tych, którzy mi drodzy, jeśli pragnę ich czegoś nauczyć.
-
Catherine
Grrr,i po ja się tak o nią martwię skoro ona ma to w nosie?! Znowu mocy używa,świetnie,może niech się wykończy na śmierć od razu,na pewno bardzo nam się tym przysłuży! - pomyślała zezłoszczona i odwróciła głowę a jej oczy wypełniły gniewne iskierki,gdyby nie Adele leżąca na jej brzuchu już by była przy królowej i wykrzyczała jej w twarz co o tym myśli....
-
Kersijana
Usłyszała w głowie myśli królowej... Wiem Moja Pani... Wiem i przepraszam...Ale... Ale czy Sama nie mówiłaś, że cieszysz się też ze szczęścia naszego? Co mam zrobić byś była zadowolona. Myślałam, że radujesz się widząc jak jestem szczęśliwa... Podjechała bliżej królowej i Tristana.... Pani moja Nie forsuj się... Używasz mocy bo twój pierścień to zdradza. Wyśpijmy się a jutro rano porozmawiamy.... Kersi rzuciła jeszcze okiem na Adelę, która była wtulona w Cathe.... Jak one ślicznie wyglądają... Catherina nie powinna być jej siostrą a Mamą... Popatrzyła trochę ze smutkiem na dziewczyny. Zeskoczyła z konia którego rozsiodłała i zjadła coś na szybko. Wtuliła się w rumaka okrywając się płaszczem i starała się zasnąć.... Dzień nie należał do udanych, dopiero gdy poszła z elfem nad jezioro odzyskała radość życia i dobry humor. Nawet gdy zostali okradzeni z ubrań nie straciła go. I już myślała, że tak się ów dzień skończy, aż w końcu królowa ją zaniepokoiła. Nie mogła zrozumieć czego Ona od niej oczekuje i co ma zrobić by jej Pani była z niej zadowolona... Z tymi smutnymi myślami Elfka zasnęła... Nie był to sen spokojny. Gdzieś podświadomie myślała też o Rycerzu Anakondy. Czy los sprawi kiedyś by na jej drodze stanął kolejny i czy będzie miała wtedy tez tyle szczęścia by wyjść z opresji cało? Jedno jest pewne, Tak jak ostrzegała małą Adelę przed nimi tak i sama będzie starała się ich unikać.
-
Elrohir położył się obok Kersijany pod jej płaszczem, przytulając ją mocno i zaraz też zasypiając. Lothiriel z pomocą Tristana zsiadła z konia, a rycerz po tym doniósł ją do córek, sadzając obok nich. Dziękuję zięciu - rzekła żartobliwie puszczając mu oczko i objęła swe córki, szykując się do snu.
-
Catherine
Zabrała jej dłoń ze złością nie odwracając głowy i dalej próbując zasnąć....
-
Catherine:
Lothiriel westchnęła ciężko ale znów mocno Cię utuliła, nie pozwalając się wyrwać...
-
Catherine
Znów zabrała jej dłoń,przytrzymując ją w nadgarstku tak że nie mogła jej ponownie objąć....
-
Catherine:
Oczy Lothiriel zaszły łzami, gdy złapałaś jej rękę w nadgarstku. Wyrwała ją i położyła się nieco dalej, pod drzewem. Od razu podszedł do niej Tristan okrywając ją...