-
Kersijana:
Król, mąż Lothiriel nienawidzi ludzi, tak jak ja i wielu Rycerzy Brzasku. Całkiem możliwe, że zapragną wykorzystać wojnę między Beatrice i Gryfami a Sarleonem, by rzucić ludzi na kolana. Nie mogliby tego uczynić, gdyby królowa była obecna w Elacrai, ale że są przekonani o jej śmierci... Odparł Elrohir.
Catherine:
Tristan uśmiechnął się i powoli założył wianek na Twoją głowę. Może kiedyś się tym znudzisz, pani, ale nie mogę przestać ci mówić jaka jesteś śliczna. Twe słodkie oblicze jest mym wymarzonym widokiem w snach, wtedy bowiem najlepiej bym spał. Ale wybacz... Chciałaś pobyć sama... Rycerz pochylił głowę przed Tobą i zaczął się zbierać.
-
Kersijana
Złapała go za rękę... Chodź muszę z nią porozmawiać....A ty musisz być przy mnie.
-
Catherine
Nie miała siły ani ochoty na tą rozmowę więc jedynie skinęła mu głową i znów ułożyła się wygodnie wpatrując w niebo.Coraz bardziej zaczynało ją zastanawiać co on w niej takiego widzi? - Nie jestem szlachcianką,nie jestem też dla niego miła ani dobra,cóż więc on może we mnie widzieć? Ehh....,kiedyś go o to spytam....
-
Catherine:
Gdy Tristan odszedł, zbudziła się Adela. Ojej, jaki ładny wianek! Krzyknęła z podziwem patrząc na Ciebie.
Kersijana:
Poszliście do śpiącej królowej. Elrohir delikatnie ją obudził, a ta mrużąc oczkami jeszcze spytała zaspana - tak? Chcieliście coś?
-
Catherine
Tak,ładny.... - odparła z ciężkim westchnięciem,delikatnie głaszcząc ją po policzku,na chwilę uśmiechnęła się do siostry jednak nie potrafiła tego robić zbyt długo.... - Chcesz go przymierzyć?Dobrze by się komponował z tym diademem....
-
Catherine:
Oj, przecież jest twój od twojego rycerza, nie mogę nosić podarku od serca, który jest dla ciebie. Zmienisz mi opatrunek siostrzyczko? Spytała Adela w znakomitym humorze, obejmując Cię za szyję.
-
Catherine
Dobrze.... - odparła całując ją w policzek,delikatnie z siebie zdejmując i zabierając się za zmienianie opatrunku na jej stopie,mimo że od przebudzenia była rozkojarzona i wyraźnie nie w humorze to do tego zadania się przyłożyła i mocno na nim skoncentrowała by nie sprawić siostrze bólu....
-
Kersijana
W nordolskim opowiedziała jej o śnie...
Myślę Pani, że to nie jest przypadek. Prawie umarłaś wczoraj... Gdy to się stanie Elfy będą zwolnione z obietnicy i przysięgi... Tera już uważają, że nie ma Cię wśród żywych... Jeśli Się nie ujawnisz w porę to Oni chyba nie pozwolą Beatrice objąć władzy... Tylko Królowa..... Ich Królowa jest w stanie zapobiec rzezi... Kersijana Uklęknęła na kolana dając jej pokłon... Tak jakby chciała w niej obudzić to o czym jej Pani już dawno zapomniała. Co pochowała dawno temu....
-
Catherine:
Zmieniłaś opatrunek Adeli, ta podziękowała czułym pocałunkiem w policzek. Widzisz jak przepełnia ją energia i radość, chyba dobrze się wyspała... Czas chyba zbudzić pozostałe dziewczyny i powoli szykować się do wyjazdu.
Kersijana:
Elrohir również uklęknął przed królową, podpierając się na mieczu a drugą dłonią łapiąc Twą rękę. Nie będę kłamał, że darzyłem cię sympatią kiedykolwiek pani, ale dla dobra wszystkich Noldorów, jeszcze raz przysięgam że bez względu na wszystko, będę za tobą. Ta wojna zniszczyłaby i nas...
Macie rację... Dziękuję wam, gdy tylko załatwimy wszystko w Larii, ujawnię się swym poddanym... Choć nie będzie to łatwe... Odparła królowa wstając i kładąc dłonie na waszych głowach.
-
Catherine
Czuła się źle z tym że miała tak fatalny humor przy tak dobrym swej najmłodszej siostry.... - Ehh....,muszę trochę dla niej poudawać,nie chcę by zaraziła się moim smutkiem.... - pomyślała i odwzajemniła pocałunek,poczochrała jej włosy z uśmiechem i rzekła - Obudź tego śpiocha,ja zajmę się Margaret - i podeszła do Veccavianki delikatnie nią potrząsając i mówiąc łagodnym głosem - Kochana,zbudź się,pora wstawać....