-
Charles de Tournemire
Kapłan usunął stułę z ich dłoni, po czym odsunął się nieco od par, założył na szyję i wrócił za ołtarz i przemówił - "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela." Małżeństwo przez was zawarte, ja powagą Kościoła katolickiego potwierdzam i błogosławię, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego - i uczynił znak krzyża.
-
Boemund i Agnes ujęli się za obydwie dłonie spoglądając w swe oczy, więcej w nich jednak smutku niż radości. Charlotte wyrwała się z uścisku Roberta i o mało się nie przewracając, podeszła do brata oraz szwagierki, przytulając się do kobiety. Oswald z Hugonem przyglądając się temu westchnęli niezbyt skłonni obchodzić uroczystość, bardziej smutną niż radosną. Boemund, Agnes i Charlotte odwrócili się do Katariny i Spytka, rycerz rzekł - radujcie się, żyjcie jak najszczęśliwiej, poproszę o to Pana, jeśli dane mi przed nim stanąć będzie.
-
-
Spytko po łacinie
Objął Katarinę patrząc Jej prosto w oczy. Amen odparł niezbyt przytomnie i pocałował żonę.
-
Robert
Charlotte,najdroższa musimy już iść,dla Twojego zdrowia.... - powiedział podchodząc do nich i kładąc jej dłoń na czole,gdy poczuł jak bardzo jest rozpalona od razu powiedział z przejęciem - masz bardzo wysoką gorączkę,wiem że wolała byś zostać ale muszę Cię stąd zabrać....
-
Spytko po łacinie
Dziękuję z całego serca za życzenia pomyślności na naszej nowej drodze życia. rzekł gdy oderwał już swe usta od ust Katariny.
-
Bertrand
Eee, hehe, wybacz, chyba za długo zachowywałem wstrzemięźliwość... O murwa...
-
Katarina
Gdy skończyła się całować z mężem spojrzała na Boemunda i Agnes. I niech Wam Bóg błogosławi. Tobie Panie za dobroć i serce, które nam okazałeś, a Tobie Pani za miłość do Tego rycerza.... Wierzę, że ona pokona wszystkie przeciwności. Jedną już pokonała... przecie wbrew wszystkiemu stoicie przed ołtarzem. I ja modlić się pokornie będę byście szczęściem cieszyli się jak najdłużej
-
Charles de Tournemire
Przyglądał się wszystkim tu zebranym. W oczach wielu mógł odczytać smutek, lecz nie szczęście... Cóż, skoro Boemund pragnie śmierci, to już jest tylko i wyłącznie jego sprawa. Nie była to dla kapłana wesoła ceremonia, wręcz smutna i prosząca o pomstę do nieba, a z drugiej strony odetchnął z ulgą, że nadszedł już koniec, a on jeszcze żyje... Zebrał się w duchu by powiedzieć coś do Katariny i Spytka, byleby nie stać tak jak kołek - Więc i ja życzę wam szczęścia na waszej nowej drodze życia. Oby wam Bóg błogosławił i sprzyjał... Jak i wam, pani Agnes de Montmirail i Boemundzie de Moulins - po czym uklęknął przed tabernakulum i wrócił do zachrystii szukając tam jakiegoś pergaminu, pióra oraz atramentu, na którym mógłby wystawić akt ślubu - Ciekawe jak ja wypiszę jego pełne imię na tym akcie... Oby potrafił pisać to i złoży mi po prostu podpis.
-
Agnes z Boemundem trzymając się za ręce pokłonili się. Dziękujemy - rzekł rycerz.
- Charlotte, idź z Robertem, ma rację. Powiedział konstabl do siostry.
- Ale... Ja chcę zostać, Boemundzie ja chcę zostać teraz z tobą...
- Przyjdę do ciebie siostrzyczko, wiele chwil jeszcze razem spędzimy przed mym wyjazdem, obiecuję ci.
- Boemundzie błagam cię...
Charlotte rozpłakała się i chciała rzucić się w ramiona brata, ale w porę złapała ją Agnes i mocno do siebie utuliła. Chodź kochana, pomóż mi Robercie - rzekła pani de Montmirail i odciągnęła szwagierkę.
Boemund, rycerz niezłomny, odważny i hardy, uronił na ten widok kilka łez...
Bertrand:
Aurora zamknęła oczy i rzekła - mógłbyś mi to zmyć...?