Arathena
Skoro tak twierdzisz Panie..... Wybacz sprawdzę co u dzieciaków jeszcze......
Oddaliła się w kierunku kupców i wzrokiem odszukała mężczyznę który był ich ojcem... Obudził się?
Wersja do druku
Arathena
Skoro tak twierdzisz Panie..... Wybacz sprawdzę co u dzieciaków jeszcze......
Oddaliła się w kierunku kupców i wzrokiem odszukała mężczyznę który był ich ojcem... Obudził się?
Tak Pani, nie pamięta nic z tego co mówił odparł kupiec.
Arathena
Pożegnać się chciałam zatem.... Nie przywykłam by usługi swej nie kończyć, ale te słowa Twojego syna są dla mnie jak krzyk orła. Ty ich lękać się nie musisz i twoja rodzina bo nie was dotyczą.... Zapłatę zachowaj bo honor swój mam i żądać jej nie mogę......
Odwróciła się i ruszyła kawałek...... jednak po chwili przystanęła...... A i dbaj o nich.... Potem wróciła do swego konia i zapytała Giermka..... Możemy zatem ruszać?
Christophe Leroy
Dobrze pani... Lecz mogłabyś wybrać sobie jednego z luzaków i prowadzić go przy sobie? Z dwójką sobie jeszcze dam radę w trasie, ale z trzema na raz nie chciałbym ryzykować... Ano i wszak jeden z nich miał być dla Ciebie, pani.
Weź Aratheno Libellule, najbardziej wytrzymała, reszta ruszy za nią. Tylko gdy nadejdą jej dni uważaj by Cię żaden z ogierów nie zaatakował z tyłu. rzekł Tankred.
Arathena
W języku elfickim wypowiedziała imię klaczy i pogładziła ją po szyi...... potem po bretońsku już... Tak tez zrobię....
Wsiadła na swoją klacz a Ważkę przywiązała do siodła... mimo że konie były tresowane to zapewne potrzeba troszeczkę czasu by się przyzwyczaiły do nowych właścicieli....
Życz nam zatem Panie powodzenia bo od tego tez zależą lost twej Córki jak i zapewne przyszłości rodu... skinęła uprzejmie głowę w kierunku rycerza..
Szerokiego traktu i do rychłego zobaczenia w stolicy odparł rycerz, skinął głową, dosiadł swego rumaka i ruszył wraz z dziesiątka zbrojnych na północ.
Christophe Leroy
Skinął swemu panu głową na pożegnanie i powiedział mu - Bezpiecznej podróżny, mój panie - po czym przywiązuje uzdy pozostałych dwóch konii do siodła swego wierzchowca i rusza za Aratheną, gdy tylko wyruszy.
O zmroku trafiliście na rozgałęzienie traktu, Jedna odnoga prowadzi w Waszą lewą stronę, na wschód, według mapy do Imperium. Druga zaś nadal biegnie na południe. Christophe ziewnął dość głośno.
Arathena
Zmęczeni jesteście? Nie jest tu bezpiecznie obóz rozbijać, ale tez nie możesz spaść z konia, albo co gorsza po ciemku między drzewa wjechać....
Powiedz kiedy odpoczynku i strawy będziesz potrzebował. Na mnie nie patrz przywykłam do długiej jazdy...
Nie wywyższała się w głosie I nie oceniała giermka.
Chrostophe Leroy
Tak... Zmęczony już jestem, wszak jeszcze wcześniej z mym panem jechałem. Coraz mniej widzę i długo już nie pojadę, więc potrzebowałbym odpoczynku - odparł jej już zmęczonym głosem - Jeżeli tu nie jest bezpiecznie rozbijać obozu to zmuszę się do pojechania jeszcze kawałka i może coś znajdziemy, lecz trzeba by zrobić pochodnię bo bez niej niczego nie będę widział. O strawę się nie martw, pani... Dam sobie jakoś radę.
Arathena
Nie nazywaj mnie tak... Prosiłam Cię... Jeśli jesteśmy sami możesz normalnie do mnie mówić. Nie jestem szlachcianką ani dworną panną... Uśmiechnęła się pod nosem....
Nie jest tu bezpieczniej jak i gdzie indziej na drodze naszej... Możemy tu odpocząć i zjeść zanim ciemniej się zrobi.... Spać możesz pierwszy,,, Ja czuwać mogę. Zbudzę Cie jak pora przyjdzie... Jej głos był delikatny, nawet dość przyjacielski.
Zsiadła z konia i zaczęła się rozglądać za jakimś w miarę wygodnym miejscem.
W miarę wygodne miejsce elfka dostrzegła po drugiej stronie traktu, tam gdzie nie ma rozgałęziania. Co ważniejsze w ten sposób droga odgrodzi Was od drzew zakazanego lasu.
Christophe Leroy
Uśmiechnął się lekko i odparł jej przyjaznym głosem, po czym zsiada ze swego konia i przypatruje się jej - Skoro tak chcesz. W razie czego to obudź mnie jakbyś czegoś potrzebowała...
Arathena
Gdy dostrzegła miejsce nadające się na popas udała się w tym kierunku.
Będzie nam tu wygodnie, a jeszcze dobrze mieć patrzenie na drogę. Jestem pewna , że oczy z Lasu nas obserwują, ale będąc z tej strony drogi damy jasny sygnał, że granicy nie mamy zamiaru przekraczać.
Techniczny
Jak zjedli i giermek idzie spać to elfka rozsiodłała konie i swoje i jego...(chyba, że Krzyś rozsiodłał swoje wcześniej sam xD)
Wsłuchiwała się przez chwilę w równy oddech giermka,który świadczył o tym, że zmęczenie dało mu się odczuć...
Spojrzała wysoko. Nad sobą widziała gwiazdy, w których są ukryte marzenia. W języku Elfim zaśpiewała cicho.
Dziwaczne to stworzenie
hoduje owłosienie
a nóżek cztery pary
porusza się bez miary
istota ta kudłata
na sieci swojej lata
białą nić wszędzie przędzie
pułapka z tego będzie
siedzi tam oprych mały
by czekać swej ofiary
wnet wpada mucha gruba
zaczyna się rozróba
pająk ją w sieć oplata
już całkiem jest puchata
potem schrupie ją ze smakiem
pająk cwanym jest robakiem *
Tę piosenkę śpiewała jej matka. Pamiętała ją od zawsze, i choć dziś jest już dorosłą kobietą, która w gruncie rzeczy zaakceptowała swój wygląd i nawet polubiła tę "ozdobę na czole" to nadał miała żal do Swojego ludu... Nigdy jej nie zaakceptowali... Nawet miała wrażenie, że jej się boją. Pamiętała jak rozmowy milkły gdy pojawiała się nagle. Te niby niewidoczne spojrzenia, które mówiły więcej niż słowa......
Siedziała tak wpatrując się w gwieździste niebo...
Jej czuwanie pomału dobiegało końca..... Giermek nadal oddychał spokojnie i równo. Aż miała trochę żalu, że go musi budzić...
Wstawaj... powiedziała kucając nad jego posłaniem... Szarpnęła delikatnie jego ramię, na tyle by go nie przestraszyć.
Też muszę odrobinę się przespać.... Zbudź mnie zanim Słońce wstanie... Powinniśmy ruszać jak jeszcze ciemno będzie. I nie zapomnij osiodłać koni....
Starała się by wyczuł w jej głosie, iż to raczej prośba niż jakiś nakaz..
*źródło
http://wiersze.kobieta.pl/wiersze/pajak-145319
Warta Christopha mija spokojnie, gdy nagle wydało się mu, że to drzewo w lesie gdzie indziej stało. Nie widział co prawda żeby się poruszyło, zresztą drzewa przecież nie chodzą. Ale jest prawie pewny tego, że mu się nie przywidziało.
Christophe Leroy
Cholera... Co jest? Te drzewo gdzie indziej stało... - po czym przykucnął i zaczął szturchać elfkę za ramię, nie za mocno by nie zrobić jej krzywdy, ani nie za słabo, by czasami to nie poszło na nic, jednocześnie obserwuje to drzewo i otoczenie. Zdziwiło go to, a zarazem nieco zaniepokoiło, oraz poniekąd przez myśl przechodziło mu to, iż może tu jakowyś magik się czai, albo inne cholerstwo...
Arathena
Przez sen wydawało jej się jak Giermek z kimś rozmawia. Obudzona nagle, otwarła oczy...
Jakie drzewo? zapytała. Ale gdy spostrzegła giermka starającego się coś dojrzeć w ciemności odwróciła głowę w tym kierunku... O czym Ty mówisz?
Christophe Leroy
Widzisz te drzewo? - wskazał ręką na nie i powiedział - Jestem niemalże pewien, że ono ruszyło się ze swojego miejsca i przeszło na inne, gdy nie przyglądałem się.
Arathena
Jesteś pewien, że nie stało tam cały czas? Cienie w lesie chodzą razem z księżycem.... Wstawała powoli....
Czas ruszać nam powoli.... Osiodłaj swoje konie, nic tu po nas.... Sama zacząła uwijać się ze swoimi....
Po elficku w stronę lasu...
Czemu zaszczyt nas taki spotyka że Enty się spokojnym podróżnym interesują?
Christophe Leroy
Tak, jestem tego pewien - odparł po czym zaczął przygotowywać swoje konie do jazdy, spoglądając jednak od czasu do czasu kątek oka w kierunku lasu.
Przerażony giermek zobaczył jak w drzewie otworzyła się dziupla i dobiegł z niej głos w dziwnym, melodyjnym, choć dość trzeszczącym języku. Arathena zrozumiała słowa, mimo dziwnego akcentu elfiego języka Wami? Interesować? Wysokie mniemanie macie o sobie. Pilnujemy jedynie swego stada.
Arathena
Teraz już wiem, że to Enty. Wcześniej nie miałam pewności. powiedziała cicho by tylko giermek usłyszał.
(elficki)
Wybacz, nie miałam zamiaru obrażać i was i innych mieszkańców lasu.
Christophe Leroy
Przyglądał się temu całemu "entowi" wydający z siebie jakieś odgłosy, których ni cholery giermek nie rozumiał. Czuł we wnętrzu przerażenie nie wiedząc co się dalej stanie, lecz nie chciał, by ujrzała to elfka, dlategoż pokiwał jej w ramach odpowiedzi, lecz nie utrzymywał kontaktu wzrokowego. Starał się też uspokoić i zapanować nad swymi emocjami.
Wierzchowce giermka zaczęły parskać podrywając swe łby, pewno udzielił się im nastrój siodłającego je człowieka.
Arathena
Weź głęboki oddech..podeszła do giermka.... One słyszą Twoje serce.... Uspokoisz je, to i one będą spokojne... Położyła rękę na ramieniu giermka..
Zakazany Las, ma wiele tajemnic, ale jeśli będziesz dobry dla niego to on będzie dobry dla Ciebie.
Miała nadzieję, że uspokoiła towarzysza podróży...
Christophe uspokoił się dość szybko. Nie wiadomo ile w tym Jego zasługi, a ile Aratheny. Wierzchowce również się uspokoiły i dały do końca osiodłać.
Christophe Leroy
Giermek opanował się tym samym uspokajając swoje konie - I już... Dzięki za troskę. Ruszajmy zaraz, nie podoba mi się to miejsce...
Techniczny:
Jak już wszystko zrobione z konikami, osiodłane, zapasy zabrane i teges to wsiada na swojego konia i rusza za elfką. Jak jej coś jeszcze zostało to wtedy jej pomaga i dopiero wsiada na swojego.
Arathena
Wsiada na Ważkę i rusza powoli na południe....
Świt zastał Was w drodze, minęliście po lewej stronie pasmo jakichś gór ciągnące się na wschód. Arathena zauważyła że przed nimi również są bardzo odległe szczyty gór. Pewno przez nie ma wieść przełęcz do Tilei.
Arathena
Póki nie dojedziemy do przełęczy to można pognać trochę, a w górach zobaczymy czy jakiś niespodzianek nie ma tam.
Christophe Leroy
Miejmy nadzieję, że nie. Im szybciej i bez żadnych problemów dotrzemy do Miragliano tym lepiej dla nas odparł jej, przy okazji przyglądając się okolicy.
Techniczny:
Jedzie w tym samym tempie co elfka dopóki do tej przełęczy nie dotrą.
Sporo przed południem, choć słońce już mocno grzać zaczyna, Arathena zauważyła po lewej stronie traktu, dość daleko od drogi, jezioro. Taflę wody częściowo przesłania posąg ludzkiej kobiety trzymającej w obu dłoniach duży kielich:
Spoiler:
Arathena
Wskazała giermkowi jezioro i posąg.... tam na chwilę się zatrzymamy by odpocząć...
Christophe rozpoznał w posągu wyobrażenie Pani Jeziora. Niedaleko rzeźby widać dość duży okrąg wypalonej ziemi. Na tafli wody zaś unoszące się kwiaty lilii, niechybny znak dla Bretońnczyka, iż Jego Bogini zwykła się tu ukazywać wybranym.
Christophe Leroy
Posąg mej bogini... Pani Jeziora. Widzisz te lilie na wodzie? Legendy mówią, iż rosną tylko tam, gdzie zwykła się ujawniać. Podjedźmy tam, lecz nie uraźmy bogini swym zachowaniem, coby nas nie pokarała...
Arathena
Isha jest największą boginią chciała powiedzieć Elfka. Ale widząc entuzjazm Christopehera powstrzymała sie.
A czym można uradzić Twoją boginię? chyba nie chcesz powiedzieć że tej wody nie możemy pić nie wspominając już nawet o wykąpaniu się.. zażartowała...
Christophe Leroy
No ja bym nie ryzykował, nie wiem jak ty... A bogini ma pewno nawet nie chciałaby oglądać mnie kąpiącego się pod jej posągiem - zażartował również
Arathena
Elficki
Isho moja Pani dzięki Ci,że pogodę piękną i słoneczną dziś nam dałaś....
Bretoński
Rozluźniła nieco swój ubiór... ( tzn rozdekoltowała się troszkę ;) )
Gorący dzień dziś jakiś.... myślę że Pani jeziora nie obrazi się gdy jej wierny rycerz zechce napić się wody.
Christophe Leroy
Gdy Christophe ujrzał to zrobiło mu się duszno i gorąco, wszak mimo iż to elfka to widok ten był dla niego całkiem ciekawy, lecz powstrzymał się przed przyglądaniem się jej coby Arathena tego nie widziała, a zarazem nie obrazić Pani Jeziora - Ano gorący. Jam jednak niestety nie jest rycerzem Pani, a co do tej wody... Nie jestem pewien. Nie chciałbym jednak urazić jej, choćby i nawet nieświadomie swym czynem.