Arto
Tak, To chyba będzie najlepszy sposób... Teraz jednak chyba będzie najlepiej się zdrzemnąć. Musze być sprawny i wypoczęty.....
Techniczny, Jeśli go nikt nie zaczepi to idzie się przespać.
Wersja do druku
Arto
Tak, To chyba będzie najlepszy sposób... Teraz jednak chyba będzie najlepiej się zdrzemnąć. Musze być sprawny i wypoczęty.....
Techniczny, Jeśli go nikt nie zaczepi to idzie się przespać.
Dan:
Zaśmiał się i Ci odparł - Zawiodę Cię, nie dla straży ale dla wojska. Lord Tymorisin szuka najemników gotowych pracować dla niego. Podobno też dużo płaci. Wulfgar zajmuje się rekrutacją, ma ponoć dodatkowo przeprowadzić jakąś próbę na tych, co się zgłoszą do niego. Wiem wiem, nie jest to zbyt fajna dla Ciebie perspektywa, ale to chyba jedyne, co nie sprowadza się do zadawania się z typami z portu... A nie chcesz chyba ryzykować wylądowaniem w Górniczej Dolinie, co? Albo spróbuj u Vatrasa. Może on by Ci jeszcze mógł dać jakieś zadanie
Falmir:
Czekaj no moment... - sierżant zaczął przeszukiwać swój plecak, chcąc znaleźć jakieś bandaże. Po kilku dłuższych chwilach i rzucaniu kurwami wyjął je. Jeden podał dwóm knechtom zajmującymi się rannym kolegom, drugi Tobie - Umiesz to dobrze zabandażować czy mam Ci pomóc?
Falmir:
Spróbuję sam. Ale jak chcesz, to możesz jednak pomóc, sierżancie Roger.
Techniczny: Staram się zabandażować samemu.
Dan
Nie,nie chcę się z nimi zadawać...., zatem pomówię z Vatrasem powinien jeszcze przemawiać przed kaplicą, współpraca z wojskiem była by ostatecznością....,mimo że to ostatnia rzecz jaką chciał bym robić to dzięki za cynk,trzymaj się na pewno jeszcze do Ciebie zajrzę - powiedział po czym pożegnał go skinieniem głowy i wyszedł na plac świątynny
Dan:
Bywaj - również skinął ci głową i wrócił do swojej pracy...
Po wyjściu z karczmy zauważyłeś jak mocno leje. Szybko przeszedłeś kawałek dzielący Cię od kaplicy maga wody i wszedłeś do niej. Widzisz go modlącego się do jakiegoś posągu przypominającego rycerza. Niedaleko Vatrasa widzisz młodego, strażnika miejskiego. Nie poznajesz go.
Vito:
Mag nie zareagował jakoś specjalnie na Twe przyjście, jedynie zobaczył, kto przyszedł do niego i wrócił do modłów. Po jakimś czasie zobaczyłeś zmierzającego ku kaplicy najemnika Dana, znanego Ci, wszak wielu ludzi z miasta zlecało mu różne zadania, niekiedy niektóre "podkradając" straży.
Falmir:
Ani źle, ani dobrze, chociaż jak na żołnierza bez przeszkolenia medycznego wyszło ci to w miarę nieźle. Krew już nie wydobywa się z Twego ciała, możesz więc możesz być pewien, że nie będziesz ciągnąć za sobą krwi przez całą drogę, ani żadne zakażenie Ci się nie wda. Drugi knecht również został obandażowany. Sierżant wyjął z plecaka kolejny zwój z zaklęciem światła i ponownie go użył, a następnie hardo wam odparł - Dobra, zadanie to zadanie, idziemy dalej. Jeżeli będziemy mieli szczęście to nic nas nie napadnie znowu po drodze. Jesteśmy w połowie trasy, więc nie tak daleko. Ruszać się.
Dan
Z trudem się nie roześmiał widząc jak młody strażnik pilnuje....,właściwie nie wiadomo czego pilnuje,zapewne on sam nie ma zielonego pojęcia - Bezużyteczni durnie,najlepiej się nadają do gapienia w ścianę i stania w drzwiach, w sumie można by ich wykorzystywać przy wichurach do blokowania drzwi hahahaha - stał tak zachowując powagę jedynie ze względu na powagę miejsca,zebrał się w sobie po czym dołączył w modlitwie do Vatrasa klękając obok niego
Falmir:
Tak jest, sierżancie Roger!
Jeszcze jedno takie starcie i będziemy przekąską dla jakichś dzikusów.
Dan:
Kapłan spojrzał delikatnie na Ciebie, po czym znów jego wzrok zastygnął w posągu. Masz wrażenie, iż jakby lekko się uśmiechnął. Być może uradowałeś go tym czynem, widząc, iż młodzieniec przychodzi i klęka obok niego, modląc się do boga harmonii i równowagi...
Falmir:
Deszcz nie przestawał padać, a wy byliście cali mokrzy i zmarźnięci. Szczęście, że buty i zbroja jako tako nie przepuszczały wody. Niedługo po walce dotarliście nad brzeg wyspy. Nie widzicie wzburzonego oceanu, zaś słyszycie doskonale jaki jest burzliwy i niespokojny, jak i sam wiatr. Po chwili przyglądania się okolicy przy klifie sierżant znów odezwał się do was - Dobra, żołdaki. To już koniec naszej trasy. Mamy do przeszukania tylko jeszcze tą część i koniec. Lord Tymorisin zapewnił każdej grupie dla każdego z was po jednym zwoju z zaklęciem "światło". Dobierzcie się w pary i weźcie sobie po zwoju. Ty Henry chodź ze mną, jesteś najbardziej ranny.
Wszyscy jednocześnie odpowiedzieli "Tak jest, sierżancie" i wzieli sobie po zwoju. Dobraliście się w pary, teraz tylko pozostaje wam ustalić kto gdzie idzie.
Dan
Zamknął oczy i zaintonował krótką modlitwę - Panie,nie jestem Twym wzorowym wyznawcą ale staram się postępować dobrze, Twe sługi są dla mnie wzorem,zawsze pomoc tam gdzie jest potrzebna niosą dobro słabych na uwadze mając,proszę byś i mnie na dobrej ścieżce utrzymywał..... - gdy skończył wstał i stanął z boku tak by nie przeszkadzać,cierpliwie czekając aż Vatras skończy swą modlitwę
Falmir:
Rozejrzał się na towarzyszy, po czym spróbował nawiązać rozmowę z jednym z ludzi.
To my idziemy tędy (wskazuje na zachód). Mam dziwne przeczucia, co do tego miejsca. Ale skoro sierżant nakazuje przeczesać ten rejon, to warto by było się rozejrzeć.
Vito
Oparł się o filar spoglądając na najemnika i ziewając przy tym. Orkowy topór? Ilu zielonoskórych załatwiłeś w swoim życiu? Zagaił dla zabicia czasu, widząc broń wojownika.
Dan
Hehe,na szczęście nie miałem okazji jeszcze żadnego spotkać twarzą w twarz,nie wiem czy wiesz ale aktualnie dzięki bogom nie ma ich na naszej części wyspy....,jeśli chciałeś zapytać skąd mam tą broń to pokonałem w honorowym pojedynku poprzedniego właściciela - powiedział cicho stając koło niego,po czym spojrzał na broń strażnika i dodał - porządny oręż, nie to co Wasze wykałaczki....,spróbował byś tym swoim mieczykiem topielca albo zębacza usiec,życzę powodzenia hehehe
Edward
To tak rozmawiamy? Chodźcie tu psie syny, ja wam pokażę co to znaczy ze mną zadzierać, yeaaaahahahahahaha! Zasadził kopa niepokornemu chłopakowi, w miarę możliwości tak by wyleciał za burtę, oraz wypalił z działa w pokład...
Rhen
Chyba czas na zmianę warty... - Ruszył na plac wisielców i stanął pod zadaszeniem tamtejszego hotelu.
Vito po cichu
Z jednej strony gówno, ale z drugiej gdyby strażnicy dostali takie topory jak ten Twój to by ich pewnie nawet nie unieśli... O porządnej kuszy czy łuku nawet nie wspominam, niewielu potrafi strzelać. Tak naprawdę gdyby orkowie rzucili się na miasto to straż uciekałaby z babami i dzieciakami... Sam służę z przymusu. Ojciec mnie posłał...
Edward:
Udało ci się wykopać chłopaka. Niemalże spadł do wody, lecz udało mu się złapać krawędzi statku i powoli zaczął się podciągać. Załoga ruszyła do Ciebie, a kapitan rżnął tylko wesoło widząc, że szykuje się kolejna bitka. Gdy strzeliłeś armatą w sam środek statku ubiłeś przy okazji paru swoich, a zarazem przebiłeś statek na wylot. Woda zaczęła się szybko wdzierać do statku zalewając dolne pokłady. Ujrzałeś na dodatek, że statek kupiecki wcale nie zawraca w Twoją stronę, a tylko ucieka dalej w stronę Khorinis. Nikt nie steruje na dodatek już statkiem, a z daleka widzisz, jakby coś powoli przysłaniało Ci widok na morze. Coś wielkiego...
Większość załogi spanikowała i próbowała ratować się zrzucając szalupy do wody i próbując odpłynąć jak najbliżej stałego lądu, chodź widząc ten sztorm raczej wątpliwe, by ktokolwiek mógł to przeżyć. Paru z nich jednak zaczęło biec w Twym kierunku coby Ciebie zabrać razem do grobu z nimi samymi. Jest ich 4, zwykli piracki, a w tym Wściekły Bill. Chodź inteligencją nie grzeszy, a zamiast rozumu używa fiuta to jest cholernie niebezpiecznym przeciwnikiem. Masa mięśni, wielki topór i szał bitewny czynią z niego istnego rzeźnika.
Andrij:
Nic nowego, leje, mokniesz i jest ci zimno...
Rhen
Techniczny:
Nie Andrij tylko Rhen ;)
Jestem pod zadaszeniem widocznym tu więc nie moknę chyba ;)
Spoiler:
Edward
W mordę, Billy - warknął pod nosem. Spojrzał na swą butelkę rumu i uniósł ją nieco, jakby chciał rzucić. Nie, nie mogę, nie rum! Ale... No, arghhh przecież... Cholera zbliża się! Cisnął butelką w olbrzyma, celując w łeb, po czym uciekając zabawnymi podskokami i machając rękami spróbował dobiec do sznura, dzięki któremu za pomocą przecięcia go, może uda mu się wskoczyć szybko na maszt.
Dan
Było go nie słuchać - powiedział z uśmiechem - nikt Was nie lubi a do tego za marną płacę jesteście narzędziem w rękach możnych....- po chwili dodał wyciągając rękę - Dan jestem
Vito
Vito. rzekł uściskając dłoń najemnika Gdybym miał wybór to bym go nie posłuchał. A zresztą lepsze takie łażenie po mieście i pouczanie innych niż skręcanie cholernych lin do końca życia. No i wikt i opierunek za darmo przynajmniej.
Dan
Tak to prawda,chociaż o to się martwić nie musicie,ja też nie chciałem w domu zostać,pracować w polu do końca życia? To nie było dla mnie,dlatego zostałem najemnikiem,mogę sam wybierać oferty a i zwykle pieniądze z tego są dobre
Vito
No i nie musisz harować w taką pogodę jak ta... powiedział spoglądając w niebo.
Dan
Heh,zdarzało się i w gorszą.... - po czym widząc że Vatras wciąż się modli dodał by podtrzymać rozmowę - Słyszałem że Lord rekrutuje najemników a Twój przełożony przeprowadza jakieś próby.... wiesz może po co to wszystko?
Edward:
Bill musiał wejść po schodach, by Ciebie dorwać, co dało Ci szansę na trafienie go w łeb i powstrzymania go na parę sekund. Drugimi schodami wbiegła do Ciebie reszta piratów. Jeden zdążył wykonać silny cios, po tym jak wskoczyłeś na linę... Niestety, ale nie trafił. Drugi zaś złapał Cię na nogę i próbuje ściągnąć na dół, tak samo jak trzeci.
Techniczny:
Edek ma szansę się wyrwać bo pierwszy pirat dosyć słabo i źle złapał Edka, drugi już zaś troche lepiej. Jedną noge da radę uwolnić, drugą już tak sobie.
Falmir:
Dobra, to chodźmy. Im szybciej przy ciepłym ognisku i kolacji tym lepiej - odparł Ci twój towarzysz i rozdzieliliście się. Użył zwoju z zaklęciem i zaczeliście kroczyć przez gęstwiny i drzewa szukając czegoś podejrzanego. Na razie nic się nie dzieje, ani nie widzicie nic ciekawego, ale i końca tego lasu nie widać...
Edward
Zabierać łapy prostackie ćwoki, bo będziecie za nimi nurkować do morza jak głuptaki, aaahahahahahaaaa!!!! Ciął jednego pirata kordelasem, tego który go mocniej złapał, po tym próbując wyrwać się od drugiego.
Vito
Słyszałem niewiele więcej jak i Ty. Wulfgar, mój kapitan, zadaje jakieś pytania kandydatom, surowy i wymagający przy tym jest. No i odsunięto strażników od patroli za miastem, żołnierze się tym teraz zajmują. Może coś grubszego się szykuje, naprawdę nic więcej nie wiem.
Dan
Hmm,szkoda,myślałem że wiesz coś więcej - powiedział wyraźnie się zamyślając - Jeżeli wielebny nic dla mnie nie będzie miał to chyba wrócę do rodziców i chłopaków popracuję z nimi trochę,wypocznę,może to nie takie złe? - w głębi duszy wiedział że oszukuje sam siebie i wysiedzi zaledwie parę dni zanim znowu ich nie zostawi
Falmir:
Ze spokojem mówi do swojego towarzysza Cicho, jak makiem zasiał. Swoją drogą, nie wydaje Ci się, że ten las się ciągnie i ciągnie?
Cholera, strasznie tu dziwnie. Czemu w ogóle musimy patrolować ten mały kawałek lasu? Myślałem, że będziemy wracać już do miasta.
Dan:
Mag chyba przestał się modlić, widzisz, iż powstaje i podchodzi do Ciebie - Tak synu? Czegoś potrzebujesz?
Falmir:
No ciągnie, ciągnie. Całkiem spory się być wydaje. Eh... Zaraz coś na nas wyskoczy, mówię Ci - odparł ci, nieco marudnie.
Edward:
Trafiłeś go bez problemu i dosyć mocno poraniłeś w tors. Krzyknął z bólu i odruchowo Ciebie puścił, drugiemu wyrwałeś się i odepchnąłeś butem. Bill chyba ogarnął się i z krzykiem rzucił się z toporem w twym kierunku.
Zaś kapitan chyba się zczaił co się właśnie stało... Stoi chwiejnie nad dziurą, którą zrobiłeś armatą, bełkocząc coś do Ciebie o statku - Edhar ty pizdo.... Zropiłeś mi... dziury w st...atku...
Techniczny:
Wacek - 10 PU za nazywanie mnie Pandą, Jurseks to samo.
Dan
O wielebny prawdę mówiąc nie przyszedłem tu jedynie się pomodlić, może masz jakiś problem z którym mógł bym się uporać?
Techniczny
Oj tam Pando nie bocz się za mówienie prawdy ;D
Falmir:
Oj nie marudź. Jeśli chcesz, to możemy wrócić do oddziału.
Na Innosa, co za tchórz...
Arto
Kręcił się niespokojnie na posłaniu. Miał jakieś dziwne i niepokojące przeczucia. Tylu wojaków w mieście nie było tu od dawna. Tak prawdę powiedziawszy nie przypominał sobie właściwie by kiedykolwiek ich tu było tyle. Paradoksalnie widział właśnie w tym swoja szansę. Ich ilość przy dobrym rozegraniu, może ich czujność uśpić.
Ehh... Wyśpij się chłopie... co ma być to będzie.... Zamruczał pod nosem i kładąc się na bok nakrył się kocem po czubek głowy...
Edward
No to lecimy, jak pocisk z kusi aaahahahahahaa!!! Złapał jedną ręką sznur, po czym przeciął go u dołu kordelasem, licząc na to iż napięta lina wybije go w powietrze i znajdzie się na maszcie, albo w bezpiecznej odległości od przeciwnika.
Dan:
Problem? Hm... Tak, miałbym jedną rzecz dla Ciebie do wykonania, ale zgłoś się jutro. Dzisiaj nie ma sensu zaczynać tematu.
Edward:
Odciąłeś linę i w odpowiednim momencie uniosła Cię w górę zanim Bill Cię dorwał. Wiele nie brakowało... Niestety, nie zaniosła Cię ona na samą górę masztu, lecz jesteś gdzieś w jego połowie. Zwisając widzisz jak Bill stoi pod masztem z innymi piratami i drze się do Ciebie:
- Złaź na dół ty chędożony w dupę tchórzu! Stań do walki jak prawdziwy mężczyzna!
- Bill, zostaw tego idiotę, spieprzajmy stąd. Wyspa niedaleko, coś widzę! - odpowiedział jeden mu próbując zobaczyć ile jeszcze im zostało do dopłynięcia do wyspy. Coś widzi, jakiś zarys stałego lądu.
- Odetnę mu jajca i wsadzę do mordy i będę sobie razem z kapitanem patrzył jak lata jakby go goniły zastępy Beliara Ghahahah! Tak!
Bill chyba kompletnie odpłynął i zaczął walić toporem w maszt próbując go ściąć... Reszta piratów postanowiła desperacko zaryzykować i rzucić się za burtę próbując dopłynąć do stałego lądu. Jeden z piratów twierdzi, iż coś widzi... Ty zaś widzisz, że to coś jest coraz bliżej i że to chyba pieprzona góra na środku oceanu.
Falmir:
Zadanie to zadanie, trza je zrobić do końca... - odparł Tobie. Idąc dalej przez las nie zauważyliście nic podejrzanego. Prócz co najwyżej stada śpiących ścierwojadów bądź krwiopijców. Dochodzicie w końcu do jakiejś groty. Nie widzicie co jest w środku. Może jakaś bestia tam śpi? A może jakiś mag renegat się tam czai?
Falmir:
Dziwna ta jaskinia. Czuję coś, że w środku coś się czai. Może lepiej wezwijmy sierżanta Rogera?
O Innosie, cóż za okropieństwa samego Beliara muszą być w środku.
Edward
W mordę, niedobrze. Pirat schował kordelas za pas i postanowił rozbujać linę tak, by mógł skoczyć do wody dając efektywnego nura. Jedna butelka, kobita stęka, druga butelka, męskość strzela, chędoż i chlej, a potem w pełne morze wiej ieeeehaaaaaa!!!
Edward:
Skok udał ci się i wylądowałeś w wodzie. Fale zalewają Cię ze wszystkich stron i ciężko Ci utrzymać się na wodzie czy nabrać powietrza do płuc. Ze statku usłyszałeś tylko głośny krzyk wściekłego Billa, któremu najwyraźniej nie spodobało się to, że zwiałeś mu w takim momencie... Nie widzisz w okół siebie niczego prócz statku pędzącego, choć powoli zatapiającego się w morzu i małego światełka na niebie. Wygląda jak ognisko jakieś.
Falmir:
E tam, jaskinia jak jaskinia. Tu na Khorinis pełno takich. Zawracać chyba nie możemy, bo nie wiadomo gdzie sierżant polazł, a tak czy inaczej ktoś tu musi wejść. Wchodzimy razem?
Rhen:
Nuda zaczyna Ci doskwierać. Pragniesz już skończyć służbę, ale zostało ci jeszcze trochę czasu... Albo chociaż coby coś się zaczęło w końcu dziać. Chociaż masz wrażenie, iż ktoś przeszedł między blankami na murach koszar. Może to strażnik z innego patrolu, a może Wulfgar szykuje się do powrotu do domu... Na dodatek słyszałeś niedawno jakieś dziwne huki zza morza... Olśniło Cię, że to były chyba armaty.
Vito:
Przysłuchujesz się rozmowie maga wody i najemnika. Szuka najwyraźniej jakiegoś zlecenia u kapłana. Pogoda natomiast była taka jaka jest, czyli bez zmian... A jeszcze zostało ci trochę warty tu i na rynku. Zaczyna Cię to powoli denerwować.
Edward
Aaaahahahahaha!!! Złaź na dno tłuku przez meduzę chędożony! Wykrzyczał jeszcze w stronę okrętu do Billa i zaczął płynąć w stronę domniemanego lądu.
Vito
No nic, żegnaj Danie, żegnaj magu. Nie będę tak stał, jeszcze pomyślą że podsłuchuję... Ech, jeszcze pieprzony rynek. pomyślał, po czym udał się na rynek, znów szukając wzrokiem jakiegoś daszku pod którym mógłby się schować.
Rhen
Działa??? Cholera, trzeba zawiadomić Wulfgara. - Szybkim krokiem udaję się w stronę biura by zawiadomić kapitana po drodze spoglądając w dwie odnogi koszar.