Spytko (po polsku):
Otrząsnął się szybko z szoku po zobaczeniu towarzysza, którego już miał za martwego. Ano ładnie, może i im Bóg tak jak i nam pobłogosławi odszepnął.
Wersja do druku
Spytko (po polsku):
Otrząsnął się szybko z szoku po zobaczeniu towarzysza, którego już miał za martwego. Ano ładnie, może i im Bóg tak jak i nam pobłogosławi odszepnął.
Robert
Odwzajemnił uprzejmy ukłon w stronę Polaków i nawet uśmiechnął się delikatnie do Katariny po czym poprowadził ukochaną w stronę stojącej samotnie Agnes...
Również Charlotte ukłoniła się delikatnie w stronę Polaków z lekkim uśmieszkiem. Dostrzec mogli, że jest nieco zarumieniona. Robert wraz ze swą ukochaną dotarł do Agnes, która nawet nie zauważyła ich obecności.
Aurora tymczasem rzekła do sir George'a - tak, mówiłam... Wszystko w porządku panie? Może powinieneś się położyć na chwilę, odpocząć? Źle wyglądasz...
Charles natomiast poczuł energiczne klepnięcie w plecy. Gdy się odwrócił, dostrzegł Godwyna. Witaj ojciec, coś taki ponury jak samobiczownik, ha!
Robert
Witaj Pani,ładny dzień dziś mamy,prawda? - rzekł do Agnes całując ją w policzek na powitanie nie mogąc się przy tym powstrzymać by znów delikatnie nie zagrać ukochanej na nosie...
Wwsystko w porządku. - rzekł jakny fo siebie - niewazne, cieszę się że w zdrowiu jesteście. Rusze z wami, a teraz idę przywitać sie z innymi. Po czym różnym korkiem ruszył w stronę spytka, z podniesioną dłonią.
Katcharina (polski)
Sposobność natrafiła się by Sir George, podziękowania za łaskawość swą, którą kiedyś mi ofiarował dostąpił... Nie wypada mi mężu jako kobiecie pierwszej mi się do Niego odezwać... Proszę mój miły uczyń mi tę przyjemność i podziękuj Mu w moim imieniu....
Robert:
Ładny? Wydaje mi się taki ponury, szary... Odparła z westchnięciem Agnes, dalej wpatrując się w morze. Charlotte założyla obydwie ręce na biodra, nieco zezłoszczona.
Charles de Tournemire
Ani chwili spokoju... - z niewzruszonym wyrazem twarzy odparł mu zwyczajnym tonem - A to źle?
Robert
Może zatem wyda Ci się ładniejszy jeśli spędzisz go ze mną i z Panienką Charlotte? - rzekła posyłając ukochanej niewinne i pytające spojrzenie
Spytko
Wyciągnął prawicę w kierunku rycerza Cieszę się żem Cię w zdrowiu widzę i podziękowania w imieniu mej żony składam za łaskawość, którą Jej kiedyś ofiarował.
Sir George Srogi
Nasze codziennie czyny sprawiają że jesteśmy dobrzy lub... nie. - rzekł z uśmiechem na twarzy - Cieszę się że w zdrowiu jesteście. Miła to odmiana po tym co się działo w Ziemi Świętej, choć kto wie, może Bóg opuścił te ziemie.
Charles:
A bardzo źle, bo ponurakiem być nie można, toż to marnotrawstwo daru Bożego, jakim jest nasz żywot. Masz ojciec, na poprawę humoru, ha! Godwyn wyjął sporej wielkości butelkę z winem...
Robert:
Zostawcie mnie, nie chcę byście i wy cierpieli, cieszcie się sobą - odparła Agnes zamykając oczy i spuszczając nieco głowę. Charlotte natomiast stwierdziła - jesteś okropny, wiesz?
Charles de Tournemire
Nie, podziękuję - odparł mu - No dalej, wiem że zaraz ci się znudzi...
Charles:
Ojciec, krwi Jezusa Chrystusa, która za nas została przelana, nie spożyjesz ku pamięci Zbawiciela? To nie po Bożemu, ha!
Charles de Tournemire
Nie sądziłem, żeś przyjął święcenia panie Godwyn, że to mi konsekrowane wino proponujesz... A gdzie habit?
Adalbert
A śluby zakonne nie wiążą nadto rąk? Baby nie ma, odejść się nie da, nie wiem czy to tak przyjemnie... Odpowiedział również cicho.
Adalbert:
Pochędożyć można, do czego innego się przyda niewiasta. By skrzeczała nad uchem? Jestem Rycerzem Śmierci, Aniołem Zemsty, Zwiastunem Zagłady, czy jak to tam było... Nie dla mnie żona hehe - odrzekł wojownik.
Robert
Cierpimy widząc Cię w takim stanie...Wiem co czujesz ale nie możesz ciągle o tym rozmyślać bo się wykończysz... - odparł poważnym głosem,słów ukochanej zaś nie skomentował jedynie uścisnął mocno jej rękę
Robert:
Już się wykończyłam. Widzisz we mnie tą Agnes, którą poznałeś w Trypolisie? Spytała kobieta, spoglądając na Ciebie i roniąc łzę.
Adalbert
Wzruszył ramionami z nieznacznym uśmieszkiem. No dobra, macie waść zamiar coś jeszcze zamawiać czy się zbieramy? Lepiej dobre miejsca sobie powoli zająć niż nieprzygotowanym się zasadzać, tym bardziej, że sporo wrogów ma być.
Robert
Westchnął ciężko i odparł przytulając ją troskliwie - Tak...To wciąż Ty siostro,mimo że usilnie próbujesz byśmy tego nie dostrzegali to wciąż to widzimy...Ale musisz przestać udawać że jesteś sama,masz przecież nas choć by nie wiem co...
Adalbert:
Zbieramy się, nie ma co marnować czasu, racja - przytaknął rycerz po czym obaj udaliście się konno na miejsce zasadzki. Można się skryć między drzewami, nie dostrzegą was nawet jeśli nie zejdziecie z siodeł. Trakt jest dość wąski. Masz jakiś plan? Nie żeby ktoś taki jak ja nie miał swojego, ale jestem skłonny wysłuchać.
Robert:
Agnes mocno się wtuliła, nieco rozczulona. Tak czy inaczej już mi nie zależy na niczym, chce tylko w spokoju odejść...
Robert
Nie wygaduj bzdur,wiem że zależy Ci choć by na mnie i Panience Charlotte,więc nie rań nas i siebie takimi słowami... - odparł tym samym tonem głaszcząc ją po plecach i zaraz dodał - To jak będzie? Spróbujesz dla nas przestać się bezcelowo zadręczać?
Adalbert
Szczerze powiedziawszy to nie myślałem nad tym. Może ja wyjadę konwojowi naprzeciw z zaskoczenia i zwiążę walką wojowników, podczas kiedy Wy wbijecie się w formację od boku i skierujecie swoje siły prosto na nasz cel?
Adalbert:
Może być. Pamiętaj, nikt nie może uciec. Nikt - rzekł stanowczo, patrząc Ci w oczy swym groźnym spojrzeniem.
Adalbert
Zaraz, a jaki był Wasz plan? Wszak ja to na szybko wymyśliłem, i lepsze się okazało?...
Adalbert:
Mój plan był dokładnie taki jak twój, widać też masz wielki umysł - odpowiedział z przekonaniem.
Adalbert
Ach... No chyba że tak. Tylko po zabiciu syna kupca nie zostawiajcie mnie samego z siepaczami! Rzekł, po czym nie schodząc z konia schował się między drzewami, kilkanaście metrów przed zakonnikiem, zastygając w bezruchu z dłonią na rękojeści miecza.
Spytko
Co też prawisz mości George. Zwyciężylim pod Montgisard nad Saracenami, jak chciał Pan, choć wielu dzielnych rycerzy przy tym padło. Między innymi znany Ci baron Boemund de Moulin i baron de Wayren, który nas gościł w swym zamku po zasadzce nad oazą. Wdowa po nim również znajduje się na tym statku. Inna rzecz, iże niezbadane są Jego wyroki. Ruszając do Ziemi Świętej dumał żem będę strzec Grobu Pana. Nawet się mi nie śniło, iże inne wobec mnie ma zamiary i spotkam tam swą żonę czy suzerenkę.
Sir George
Zaiste niezbadane są wyroki Pańskie. Oby dusze tych dobrych chrześcijan znalazły spokój. Mówicie iż jest tu wdowa po baronie de Wayren? Gdzie ją znajdę?
Spytko
Nie widzę Jej tutaj, więc pewno nadal przebywa w swej kajucie.
Zatem pójdę do niej, bywajcie.
Robert:
Ja siebie sama nie zadręczam... Bóg swymi wyrokami robi to za mnie - stwierdziła niemrawo Agnes. Wiesz ile razy miałam ochotę wyskoczyć za burtę stojąc w tym miejscu? Spytała nieco podłamana.
Charles:
Oj tam ojciec, ja tak symbolicznie mówiłem! No pij, bo nie godzi się tak wina odmawiać! Odpowiedział zachęcająco Godwyn.
Spytko, Katarina:
Nagle podszedł do was Oswald i spojrzał na was z powagą w oczach. Gdyście byli w potrzebie i obrączek nie mieli, pomogłem wam. Mam nadzieję więc, że przystaniecie na pewną prośbę, którą teraz ja mam?
George:
Udałeś się do kajuty, gdzie przebywa wdowa po baronie z Wigan. Kobieta otworzyła Ci drzwi i spytała - tak, z czym przybywasz, nieznajomy panie? Widocznie Cię nie pamięta.
Adalbert:
Po kilku chwilach dostrzegłeś dwóch kupców, jednego starego, drugiego młodego, powożących spory wóz. Wokół powozu jest sześciu zbrojnych z włóczniami oraz toporami. Jeden ma kuszę.
Katarina
Usmiechem i skinieniem głowy przytaknęła Oswaldowi,gdy ten ich zagaił. Z oczu można jej było wyczytać, że zaciekawiła ją bezpośredność rycerza.
Adalbert
Kiedy konwój przejeżdżał obok, ruszył na strażników, kierując się najpierw na tego z kuszą.
Adalbert:
Strażnicy kupców dobyli oręża na Twój widok. Kusznik wycelował w Ciebie ale nie zdążył wystrzelić, kiedy padł ścięty mieczem. Pozostali szybko zbili się w kupę, nie bardzo interesując się losem eskortowanych kupców, na których wnet napadł nieznajomy Lazaryta. Młodzikowi szybko zarzucił sznur na szyję oraz za jego pomocą ściągnął go z powozu prosto w błoto. Kim jesteście, że napadacie na kupców! Warknął głośno ojciec ofiary.
Tymczasem zaczyna padać śnieg, rzadko spotykany na południu Francji.
Adalbert
Nie zwracając uwagi na jego słowa, dopadł także z mieczem do starszego kupca, ciągle mając jednak na oku grupę zbrojnych.
Robert
A wiesz ile razy ja chciałem skoczyć z muru kiedy zabrał mi żonę? - syknął,westchnął ciężko i zaraz dodał już znacznie spokojniej i łagodniej - Nie popełniaj moich błędów Agnes,zadręczanie się nie przywróci nikomu życia a jedynie przysporzy Tobie i nam dodatkowego cierpienia...Wiem przez co przechodzisz ale nie możesz się poddawać,on też by tego nie chciał i dobrze o tym wiesz,wciąż możesz być szczęśliwa ale musisz spróbować się z tym pogodzić,zostawić to co się stało w ziemi świętej za sobą bo teraz przed Tobą i nami wszystkimi nowy rozdział w życiu i tylko od Ciebie zależy jak go rozpoczniesz...My Ci możemy tylko pomóc ale ostateczna decyzja należy do Ciebie...
Adalbert:
Dorwałeś kupca, przebijając go mieczem. Ten krwawiąc spojrzał na Ciebie i syknął ledwie - oszczędź chociaż mojego wnuka... Dostrzegłeś wtem, że we wnętrzu wozu jest młody, wystraszony chłopak. Tymczasem Lazaryta wywlókł swoją ofiarę i przywiązał do drzewa. Zbrojni natomiast zastanawiają się, co mają robić...
Robert:
Kobieta przytaknęła Ci głową i spuściła ją... Chyba w końcu ją przekonałeś, chociaż ta milczy.
Robert
Delikatnie uniósł jej głowę do góry tak żeby spojrzała mu w oczy po czym powiedział - Agnes,daj mi słowo że skończysz z tą samotnością i zostawisz to za sobą...