-
Dagoth:
Tak... Najwyższy czas - odparł mu Dagoth, po czym rozkulbaczył konia i przywiązał go do czegoś solidnego, a swój cały ekwipunek ułożył obok siebie. Następnie usiadł w siadzie skrzyżnym i począł się modlić w duchu do swojego pana - Setrena Byka - Dzięki ci panie, że trwasz przy mnie od samego początku... że dajesz mi siły i wspierasz mnie, bym mógł wykonywać twoje zadanie, a przy tym obdarzasz mnie swymi łaskami. Zła się nie ulęknę, a twą wolę będę dalej wykonywać z wielkim poświęceniem i oddaniem... - gdy skończył ułożył się wygodnie pod jakimś drzewem czy czymś podobnym i po prostu siedział i wypoczywał, przymykając nieco oczy, lecz od czasu do czasu kątem oka obserwując kupca, coby czasem nie przyszło mu do głowy okradać kapłana.
-
Maikh
Rodzina kupca obudzona szybko zakrzątnęła się przy swych obowiązkach, zapłonęło ognisko, zaczęto szykować strawę i zaprzęgać konie, nie minęło wiele czasu jak podeszła do Ciebie córka kupca Panie śniadanie już gotowe rzekła unikając patrzenia na Ciebie. Zjadłeś posiłek i znów ruszyliście, czeka was kolejny dzień jazdy przez zieloną równinę, która kiedyś na Tobie, gdy jeszcze byłeś młody robiła niesamowite wrażenie tą całą zielenią. Rozglądasz się leniwie w koło, gdy nagle rozmyślania przerwał Ci kupiec Wiem, że zgodziłeś się ochraniać nas niemal za bezcen i chcę Ci za to podziękować, co dzień modlę się do Wielkiej Matki, aby pozwoliła nam dotrzeć do Starego Meekhanu i sprzedać dobra które wieziemy, wtedy zdołam Ci zapłacić normalną stawkę i być może po negocjujemy ochronę kolejne wyprawy popatrzył na Ciebie z nadzieją widać w jego oczach żar człowiek, który widzi szansę na poprawę losu i nie zamierza jej zaprzepaścić
Morghar
Zatrzymany wojak popatrzył na Ciebie nieco zaspanym wzrokiem Wartownicy zauważyli jakieś ognie w oddali, to nie pożar, raczej ktoś się zbliża, pewno przygotujemy się do obrony co usłyszawszy zdałeś sobie, z tego że z racji na niepełnienie dziś służby nie masz na sobie ni kolczugi ni hełmu, a miecz leży koło łoża na kwaterze tam gdzie go zostawiłeś przed wyjściem do kantyny
Alda
Rumak jakby Cię zrozumiał, bo parskną, kropelki końskiej śliny zrosiły Ci twarz po czym koń oddalił się nieco i stanął tyłem jakby obrażony. Widać noc przyjdzie Ci spędzić na rozmyślaniu jak przeprosić wierzchowca
Aurelia
Zapytany dziesiętnik wpierw się zaczerwienił, potem odchrząknął i zaczął się powoli jąkać Je je jedziemy z Li Lit Litherew, pse psze pszepatrujemy okolicę do Fortu Sa San Sanders, widzisz jak jego podkomendni zaczynają półgębkiem się śmiać, chyba udało Ci się zdyskredytować dziesiętnika w ich oczach, nie ma co pięknie zaczęłaś nową znajomość
Regina
E nic takiego, tylko nie wiem czy zauważyłaś ale byliśmy ostatnią kompanią jaka opuszczała Belenden, wszystkie inne wymaszerowały wcześniej, a Twój ojciec opóźniał marsz ile się dało cobyś się mogła wyspać machnął ręką, musisz być bardziej obowiązkowa bo kiedyś Onufry takie opóźnianie czy inne zabiegi przypłaci stopniem
Dagoth
Kupiec spał jak zabity, gdyby nie pochrapywanie czasem przysiągłbyś że odszedł do Domu Snów, zbliża się już ranek, górskie szczyty rozświetlają promienie słońca, gdy niedaleko rozległo się wycie wilka, potem do chóru dołączyły inne...
-
Maikh
Zobaczymy co los przyniesie. Wyruszyłem na pielgrzymkę do Kan'nolet, choć zanim ją zakończę, chcę wpierw poznać otaczający nas świat. Jeśli ochrona kolejnych Twych karawan może mnie zawieść w nowe miejsca, to możemy po negocjować, gdy już dotrzemy do Starego Meekhanu.
-
Regina
Wiem... Martwię się ino o to, że kiedyś za moja głupotę Mu przyjdzie płacić... A Ty nie mogłeś mnie obudzić.... Przecie wiesz, że bym Cie nie zbrechtała....
Powiem Ci tak po cichu, że czasem miewam myśli by opuścić Górską Straż... Ojciec Przy mnie nie będzie dobrym dowódcą a i ja przy jego ochronie nie mogę w pełni być tym kim chce być.... posmutniała trochę... Ale to się okaże jeszcze...
-
Alda
No kurwa! Mało to mam problemów, żeby jeszcze jedyny przyjaciel się na mnie obrażał? Jestem wredną kurwą, tak, jestem, i co, wyszło na twoje czterokopytna cholero - marudziła w myślach, by zaraz powoli powstać z ziemi i podejść do konia. Asander... Przepraszam, wiesz że cię kocham bracie, nerwowa ostatnio jestem... Rzekła delikatnym głosem, kładąc dłoń na jego szyi. No już, nie gniewaj się... Wyszeptała dając buziaka w czoło.
-
Dagoth:
Kapłan przeciągnął się, po czym szturchnął dosyć mocno ramię kupca, ale i tak żeby mu siniaków nie narobić i powiedział - Czas niedługo ruszać dalej. Zjedzmy coś i ruszajmy.
-
Morghar
Pobiegł do swojej kwatery, ubrał jak najszybciej kolczugę i przypiął pochwę z mieczem do pasa, złapał za hełm i wybiegł z powrotem na dziedziniec zakładając go po drodze.
-
Aurelia
Biedak,nie chciałam tego,ja tylko się uśmiechnęłam....- pomyślała ze smutkiem, po czym odwróciła się w siodle i powiedziała lodowato - A Wy panowie dlaczego się tak szczerzycie? Nieładnie zazdrościć Panu dziesiętnikowi że rozmawia z piękną kobietą.... - po czym znów spojrzała na dziesiętnika choć już z nie tak czarującym uśmiechem a zwykłym radosnym jaki niemal zawsze gości na jej twarzy i powiedziała łagodnie i ciepło chcąc pomóc mu się pozbierać - Dziękuję za informację Panie,w takim razie jedziemy w przeciwnych kierunkach bo właśnie zmierzam do Lithrew po drakwie,zioła i inne medykamenty....- pozdrowiła go,uśmiechnęła się jeszcze przepraszająco i pojechała kłusem w stronę Lithrew
-
Rehlynn
Mag utonął w oczach dziewczyny gdy tylko ich wzrok się skrzyżował. Czuł ogromne zdziwienie, ale i przyjemność, której prawie nigdy nie doświadczył, albo tak dawno, że już nie pamiętał jak to jest. Nie rozumiał czemu mu dziękuje za coś co jej nie dotyczy ani nie niesie jej żadnej korzyści. Ach to nic, każdy musi sobie jako radzić. Pamiętasz o dzisiaj oczywiśćie? odparł z uśmiechem. Ech, co to się dzieje ze mną, utalentowanym, skromnym magiem?
-
Maikh
Kupiec rozpromienił się niczym słońce nad pustynią, póki co podróż mija bez większych problemów, monotonne dnie do znudzenia przepełnione rutyną przybliżają was do celu podróży, jak widać na razie Pani wam sprzyja. Jesteście około dwóch dni drogi od Starego Meekhanu, gdy powietrze przeszył doniosły gwizd, jeden z koni zaprzęgu szarpnął mocniej i już z urwaną uprzężą zaczyna się w dość sporym tempie oddalać od karawany
Regina
Dziesiętnik pokiwał głową Ano a Straży to nie miejsce dla kobiety, ale tu ojciec może się Tobą poniekąd opiekować, pewno chciałby dla Ciebie innego losu, ale też boi się o to że odejdziesz wywody Borha przerwał Aerys, opiekun psów kompanii podszedł, zadreptał w miejscu Regino dowódca wzywa
Alda
Widać rumak dał się przeprosić, pchnął Cię lekko głową w pierś, a potem położył głowę na ramieniu, chyba już się nie gniewa. Wygląda na to, że w końcu możesz udać się na spoczynek
Dagoth
Czy to przydługa wędrówka czy czuwanie w nocy przytępiły Twój osąd sytuacji, gdybyś był wyspany zapewne nie zignorowałbyś wycia watahy tak blisko. Nie skończyłeś jeszcze mówić do kupca gdy z krzaków wyskoczyło kilka szarych sylwetek, jedna próbowała ugryźć Twego wierzchowca, lecz celny kopniak konia odrzucił napastnika, najpewniej już truchło padło niedaleko wozu. Reszta zwierząt jednak nie zainteresowała się wierzchowcami, trochę to dziwne, ale jako kapłan dostrzegasz po chwili nieco wymuszone ruchy zwierząt i Moc która nimi steruje
Morghar
Wybiegłeś w rynsztunku z kwatery, niestety Twój bieg okazał się bezcelowy poniekąd. Właśnie przez otwartą bramę wjeżdża kolejny pułk imperialnej jazdy, w odgłosach tłumu zdaje się słyszeć słowa bunt i wojna
Aurelia
Twe słowa spotkały się już z otwartym śmiechem, dziesiętnik chyba w tej chwili wolałby się zapaść pod ziemię, jeden z żołnierzy bez ceregieli krzyknął Nasz dowódca chyba się zakochał, chłopaki szykuje się wesele jego towarzysze z radością podchwycili tę myśl, choć wyglądają na rzeczywiście zadowolonych, chyba dobrze życzą swemu dowódcy. Ciekawe czy ich słowa okażą się prorocze i czekają Cię konkury dziesiętnika, który wydusił z siebie tylko Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy
Rehlynn
Nie udawaj widziałam całe zajście, miło że nie wydałeś chłopaka straży, a teraz czy pomożesz mi zrobić zakupy, dopiero teraz dostrzegłeś że Twa luba dźwiga ciężki kosz, najwidoczniej zakup drobiazgu musi poczekać no i oczywiście pamiętam, że jesteśmy umówieni odpowiedziała uśmiechając się radośnie
-
Alda
Westchnęła ciężko, głaszcząc rumaka to po pysku, to po szyi. Teraz mamy tylko siebie bracie... Wyszeptała, na chwilę wtulając się mocno i roniąc kilka łez. Śpij dobrze - dodała po otrząchnięciu się, zaraz też otarła łzy i położyła się znów na boku, bawiąc kosmykiem włosów oraz czekając aż zmorzy ją sen.
-
Rehlynn
Daj ten kosz, chętnie pomogę. A ja nie nigdy nie wątpiłem, że zapomnisz. I podarunek mogę sobie wsadzić w rzyć, co to niespodzianka gdy się o niej wie. Ech to musi poczekać.
-
Dagoth:
Dagoth wyjął szybko swój miecz i równie szybko sięgnął po tarczę, po czym wychodzi naprzeciw wilkom, jednocześnie nie odchodząc zbyt daleko od kupca i wierzchowca. Krzyknął od razu głośno, tak by sam kupiec nawet się obudził - Pokaż się i stań do walki tchórzu, o ile stać Cię na coś więcej niż tylko nasyłanie na nas swoich futerkowych przyjaciół, stary zoofilu!
Techniczny:
Używam prowokowania :D
-
Morghar
Nie wiedząc co się dzieje znów zaczepił kogoś z tłumu. Jaki bunt? Jaka wojna? Sekohlandczycy zaatakowali? Co się znowu stało u licha?
-
Alda
Sen nadszedł z zaskoczenia, teraz niecierpliwe parskanie wierzchowca budzi Cię o świcie, zjadałaś śniadanie, torba z zapasami staje się coraz lżejsza, może warto zapolować?
Rehlynn
Elsa powiodła Cię widać tylko jej znanymi ścieżkami między straganami, kosz dość szybko przybiera na wadze, teraz wiedzie was w jakiś wąski przesmyk między kamienicami, ciekawe dokąd? Choć nie będzie Ci dane szybko się tego dowiedzieć, z cienia spowijającego zaułek nagle wyskoczyło dwóch napastników, obaj o dziwo dopadli do dziewczyny Ty tam paniczyku nie ruszaj się, a Ty jeden z nich zwrócił się do dziewczyny przykładając jej nóż do szyi przekaż ojcu, że ma ustąpić
Dagoth
Jeszcze nie teraz hłehłe rozległ się zniekształcony głos po czym wilki zacieśniły krąg, pytanie czy próbujesz się przebić czy raczej wybierasz wariant defensywny, oby Twe wyszkolenie podpowiedziało właściwy wybór...
Morghar
Andrun widocznie spędził cały ten czas, gdy Ty gorączkowo zakładałeś ekwipunek, na dziedzińcu Verdano się zbuntowali, odparli Górską Straż, przebyli Olekady i dotarli na tą swoją wyżynę, a teraz wojują z koczownikami hehe. Dobrze tak, lać Yawendyra tego suczego syna wyszczerzył się
-
Alda
Co do kurwy nędzy... Wymruczała, gdy zbudziło ją głośne parskanie przyjaciela. Ziewnęła delikatnie, przykładając dłoń do ust i usiadła, wyjmując z sakwy coś do jedzenia. Asander, chodź! Zabrała się za jadło, częstując też konia, a ten choć zapewne pożywił już się trawą, to smakołykiem nie pogardzi. Westchnęła, ujrzawszy że już coraz mniej im zostaje. Współplemieńcy nas nienawidzą, uciekamy przez wielki step, i jeszcze jedzenia brakuje. Chujowo, nie? Spojrzała na swe dłonie, z przerażeniem orientując się, że nie dbała o nie ostatnio. Gładkie jeszcze, ale całe pościerane... Stopy pewnie też, już nawet nie patrzę, tak to jest bracie, gdy kobieta sama na szlaku i nawet cholernego jeziorka nie znajdzie, żeby móc się umyć. Zaczęła marudzić Asanderowi, ale zaraz przyodziała buty, hełm, przypięła pas, założyła wierzchowcowi kulbakę, wskoczyła na jego grzbiet i rzekła - chodźmy na polowanie.
Techniczny
Rozgląda się za jakąś zwierzyną z łukiem w dłoni.
-
Rehlynn
Zadzieracie z gildią magów! Puśćcie ją albo wszystkich pochłonie ogień a nie zostanie nawet pył! krzyknął z furią w głosie, a to nigdy dotąd mu się nie przydarzyło. Zawsze chłodny, opanowany, jednak w tej dziewczynie było coś takiego, że nawet Rehlynn zrzucił maskę. Nigdy nie czuł się taki bezradny i bezsilny, jedyna osoba, która potrafiła zmienić jego życie na lepsze miała nóż przy gardle. Wiedział, że jeśli zacznie inkantację to może nóż pójdzie w ruch, ale nie mógł pochłonąć ich w swej fali żaru bo to zraniłoby albo dotkliwie oszpeciło Elsę, a tego nie chciał. Jednak bardziej obawiał się jej śmierci. Palił się w nim ogień, który odpowiadał jego aspektowi. Zęby zacisnęły się z wściekłości, serce biło szybciej.
-
Maikh
Spojrzał w stronę skąd dobiegł gwizd. Szybko, zaprzężcie mego wierzchowca! Zsiadł przy wozie z jednym koniem, tak by ten osłaniał go od źródła dźwięku. Jeśli w tym czasie nie nastąpi atak, będzie jechał na tym wozie.
-
Dagoth:
Kapłan runął na przeciwnika ile sił w nogach chcąc wyrwać się z kręgu, jednocześnie starając się ochraniać swoją twarz, by jakiś wilk nie próbował mu jej pogryźć.
Techniczny:
Pierwszych przeciwników stara się wypchać po prostu/przebiec po nich albo i zabić, jak to tam wyjdzie xD Gdy tylko się wyrwie stara się trzymać z dala od przeciwnika by go wilki znowu nie osaczyły, jednocześnie tak trafiać by unieszkodliwić wroga lub utrudnić mu walkę. Nie odchodzi też z dala od obozu i jego ekwipunku, bo nie wiadomo gdzie zoofil się czai :P
-
Aurelia
Ehh....Ci wojskowi....,banda idiotów,muszę pamiętać żeby się tak do nich nie uśmiechać....,nawet ten dziesiętnik już sobie myśli nie wiadomo co,a to był tylko jeden uśmiech....ehh....- pomyślała zezłoszczona i nie odwracając głowy ani nic nie odpowiadając pognała w stronę Lithrew
-
Alda
Widać Pani Losu postanowiła się do Ciebie uśmiechnąć, przemierzając step trafiłaś na spore jeziorko, są na nim również kaczki, więc i jakaś pieczeń może się z tego wyklaruje. Jedyna kwestią pozostaje to, że uśmiech Eyfry bywa zmienny...
Rehlynn
Wzbierający płomień niemal doprowadził Cię do szału, nagle usłyszałeś świst i łotr trzymający Elsę osunął się na ziemię, jego upadające ciało odsłoniło dziewczynkę z procą, rozpoznajesz w niej towarzyszkę małego złodziejaszka. Widocznie za srebrnika kupiłeś życie ukochanej, niezbadane są wyroki Eyfry. W momencie gdy pierwszy bandyta runął na ziemię, jego kompan stracił na chwilę animusz, masz szansę dać ujście gniewowi...
Maikh
Pomysł z wierzchowcem może i byłby dobry, tylko skąd weźmiecie drugą uprząż? Córka kupca rozglądając się z lękiem wkoło dostrzegła na kopcu ziemi świstaka, czyżby to właśnie on swą nadgorliwością spłoszył konia z zaprzęgu? Na wasze szczęście szkapa przywykła do mozolnego stępu, widać galop szybko obiera jej siły, zwalnia...
Dagoth
Wilki zapewne z racji tego, iż sterowane, a nie działające instynktownie straciły sporo ze sprawności, a atak na opancerzonego wojownika nie miał zbyt dużych szans, bez trudu pokonałeś pięć zwierzaków, które was osaczały. Nie była to ciężka walka, lecz daje sporo do myślenia...
Aurelia
Dziesiętnik odprowadził Cię smutnym wzrokiem, galop szybko zmniejsza odległość pomiędzy Tobą, a miastem. Już na horyzoncie widzisz jego zarys, zmierzcha, ale zapewne zdążysz przed nocą, choć już dziś z nabycia sprawunków nici, będziesz musiała przenocować
-
Maikh
Westchnął ciężko i znów dosiadł swego wierzchowca. Ruszył szybko by przyprowadzić z powrotem tą płochliwą szkapę.
-
Morghar
Ehh, tom niepotrzebnie się zbroił, straszą a nikt nie atakuje...
-
Rehlynn
Uśmiechnął się złowieszczo. I błyskawicznie zaczął inkantację grotu wymierzonego w rzezimieszka. Umysł maga powoli uspokajał się wraz z wypowiadanymi słowami, a energia krążyła po nim, wypełniając jego ciało, płomień tak silny, który musiał znaleźć ujście.
Techniczny
Grot w niego za 6 PM ;D
-
Alda
Żywot jest chujowy... Nie koniku? Ale czasem nie tak bardzo, jak zazwyczaj - mruknęła do Asandera dalej będąc w podłym nastroju. No chodź tu dziobata szmato, twoje szczęście właśnie dobiegło końca... Wzrokiem upatrzyła jedną z kaczek i runęła na swym koniu do jeziorka, by zagonić ją na brzeg.
-
Aurelia
Czemu moje dobre serce zawsze obraca się przeciwko mnie? Uśmiechnęłam się,myślałam że będzie miło ale oczywiście biedak się musiał nieszczęśliwie we mnie zakochać....,pewnie by chciał żebym została jego żoną,rodziła mu dzieci, gotowała i całe dnie przesiadywała w domu a w nocy rozkładała nogi i tak dzień po dniu....,gdybym chciała takiego życia nigdy bym tu nie wyjechała - pogrążona w takich myślach dojechała pod zajazd Verdon,zostawiła w stajni konia i wyjątkowo smutna jak na siebie weszła do środka by wziąć jakiś pokój wraz z gorącą kąpielą,normalnie nie pozwalała sobie na takie luksusy ale potrzebowała odrobiny relaksu....
-
Dagoth:
Nie dość, że tchórzliwy to i marny ten czarownik! I cóż to teraz wykombinuje? A może jednak się odważy tu do mnie przyjść? - odparł kapłan rozglądając się dookoła, jednocześnie pokazał głową kupcowi, by również się rozglądał i uważał.
Techniczny:
Zastraszenie xD
-
Maikh
Chabeta zatrzymała się jakieś pół mili od wozów, Issar spokojnie ją złapał i odprowadził z powrotem, czeka was przerwa związana z naprawą uprzęży, może by tak zemścić się na świstaku i opiec go nad ogniskiem? Ze wschodu daje się słyszeć delikatny pomruk wiosennej burzy...
Morghar
Skończyłeś mówić, gdy padł rozkaz do wymarszu Szykować się, na stepach już się gotuje, nie pozwolimy by jakiś akeer wdarł się na ziemie Imperium
Rehlynn
Zaskoczony bandyta nie miał szans, zaułek wypełnił swąd palonego ciała. Elsa zapewne od owej woni zemdlała, drugi bandyta jest nieprzytomny, dziewczynka nadal stoi u wylotu przejścia, ciekawe na co czeka...
Alda
Eyfra nie musiała się nawet wysilać, żeby zadrwić z Ciebie, pamiętałaś że kaczka ma dziób, zapomniałaś że ma też skrzydła, pierwszy chlupot wody i już całe stado wzbiło się do lotu, no i woda też nie jest ciepła, ale przynajmniej masz okazję się wykąpać i zrobić pranie...
Aurelia
Wynajęłaś pokój, kąpiel już się szykuje, karczmarz zaprasza na kolację
Dagoth
Moc zniknęła ze śmiercią ostatniego wilka, wygląda na to że rzucasz wyzwanie krzakom i kamieniom...
-
Alda
Wracaj pierzasta dziwko!!! Wydarła się za uciekającymi kaczkami i zaczęła strzelać do nich, jednocześnie wiodąc Asandera ku brzegowi.
-
Aurelia
Zeszła ze smutkiem na kolację siadając w wolnej ławie w najdalszym kącie zajazdu,w tej chwili nie miała ochoty na niczyje towarzystwo....
-
Regina
Może masz rację... Może.... Odpowiedziała łagodnie dziesiętnikowi, obracając się jednocześnie w kierunku Strażnika Psów i kiwając mu na znak że zrozumiała ..... Nie pasuje?..... Bo co? bo mordy już nie jednemu obiłam? psia mać.... Kobieta w Straży Górskiej im się nie podoba....Ale w myślach była wściekła.. zresztą jak zawsze gdy ktoś, nawet mimochodem podważał jej bycie w śród nich....
Zobaczymy co Tatulek ma do powiedzenia.... Oddaliła się energicznym krokiem do ojca....
-
Rehlynn
Natychmiast rzucił się by pomóc Elzie i sprawdzić czy nic jej nie jest. Próbuje ją ocucić cicho do niej mówi Elso, już nie ma się czego bać. Jesteś bezpieczna. Jeśli nie reaguje dotyka ją za bark i lekko lecz stanowczo ją potrząsa. A tamta ocaliła Elsę, ale co robi, czeka na coś albo kogoś? Ten mówił coś o ojcu Elsy, ech nie tylko takie gierki u mnie się toczą.
-
Maikh
Głupie zwierzę, pewno przestraszyło się nas tak samo mocno, jak ta chabeta jego. Lepiej jednak, że to zwierzę a nie ludzie. Tak blisko Starego Meekhanu chyba już koczowników nie spotkamy, robię się przewrażliwiony na starość.
-
Dagoth:
Kapłan nie uzyskawszy odpowiedzi podszedł do kupca i rzucił do niego - No to chyba po wszystkim. Zbierajmy się i ruszajmy w drogę. Zjemy trochę później jak się oddalimy od tego miejsca. Może ten czarownik zostawi nas teraz w spokoju... A jeśli nie to już się tym zajmę - po czym bez czekania na odpowiedź schował swój miecz ruszył pakować swoje rzeczy.
-
Morghar
Nosz ja pier... Dobrze że nie rozkazali tego jak już bym zbroję zdjął, a miałem tako zamiar. Kurwa zaraz pewno znowu się rozkazy zmienią i człowiek w końcu zgłupieje. machnął ręką i udał się do swojej kwatery by zabrać resztę ekwipunku, potem odebrał swego ogiera ze stajni i stawił się na dziedzińcu czekając na wymarsz.
-
Alda
Gniew nie jest dobrym doradcą, strzały poszybowały w niebo po czym z cichym pluskiem znikły w toni, wracając do brzegu jednak natknęłaś nie na małże, ciekawe czy da się je zjeść??
Aurelia
Goście widząc Twą minę omijają ławę przy której siedzisz szerokim łukiem, dziewka kuchenna przyniosła Ci posiłek, jakiś gulasz, kilka pajd chleba i kufel piwa
Regina
Podeszłaś do Onufrego, ten spokojnie chwilę popatrzył na horyzont rozmyślając po czym nagle wypalił To nasz ostatni wspólny patrol, jeszcze w twierdzy odwiedził mnie pewien stary znajomy, poprosił mnie o przysługę, a konkretnie o dobrego tropiciela, gdy wrócimy do Belenden wyjaśnię Ci wszystko
Rehlynn
Dziewczynka widząc jak cucisz ukochaną podeszła bliżej i wyciągnęła dłoń Srebrnika, za srebrnika uzdrowiciel powinien przyjść
Maikh
Jakby na przekór Twym rozmyślaniom świstak znów dumnie ogłosił swą obecność Wszechrzeczy, pewnie zaczął okres godowy, nic to niedługo ruszycie pozostawiając go w tyle. Właśnie to niedługo może się zmienić w długo, jeśli kupiec nadal będzie tak nieporadnie naprawiał uprząż
Dagoth
Kupiec otrząsnął się jakby właśnie wynurzył się po nurkowaniu Co to było? wystękał
Morghar
Rozkaz się nie zmienił, karne szeregi trzech pułków jazdy zaczynają opuszczać fort, w powietrzu czuć podniecenie, ale i lęk przed nieznanym, Andrun podjechał do Ciebie strzemię w strzemię No to mamy szansę zyskać chwałę hehe
-
Maikh
Raz Ci się upiekło, ale skoroś tak durny, że miast się schować znów się drzesz, to przekonamy się czy Twa nora dłuższa od mego yphyru warknął podchodząc do zwierzaka i dobywając miecza.
-
Dagoth:
Wilki kontrolowane przez jakiegoś czarownika. Chyba miałeś szczęście panie, że mnie napotkałeś. No nic to. Pomóc ci to z tym pakowaniem się?
-
Alda
Na brzegu zeskoczyła z rumaka i uklękła przy małżach, biorąc jedną z nich w dłonie. Nie... Nie mam sumienia, nie mogę tego zabić... Wyjąkała i nazbierała kilka z nich, wsadzając je do sakwy z zamiarem zjedzenia, gdy głód stanie się nie do zniesienia a wszystkie zapasy wyczerpią. Zdjęła hełm i otarła czoło z potu, rozdrażniona. Asander, pij, bo nie wiadomo kiedy będziesz miał okazję - rzekła napełniając bukłaki wodą do pełna. Po tym zaczęła myć swe włosy dokładnie. Jebany piasek... Potem znowu jakiś kutas mi powie, że nie wyglądam jak kobieta, bo piach we włosach. Sam sobie chuju zobacz, jak to jest tyle czasu na szlaku. Gdy skończyła zdjęła buty i wymoczyła sobie w wodzie stopy, odprężając się... Jednocześnie baczyła na kaczki, czy aby nie wracają...
-
Aurelia
Dziękuję.... - powiedziała do niej,pozwalając sobie na słaby uśmiech,westchnęła ciężko i zabrała się za posiłek, w jego trakcie mimowolnie popłynęło jej po policzkach kilka łez bo zdała sobie sprawę że tak naprawdę nie ma w tej chwili nikogo bliskiego....- Wszyscy odeszli,czemu tych którzy mnie kochają spotyka taki straszny los....,tylko Lisiczka mi została,tylko ona....