-
Kersijana
Odruchowo przejechała za łuczniczkę.... Od jakiegoś czasu słyszę węże.... to dlatego chciałam uciekać gdy Cię ujrzałam.. Chwilę potrzebowałam by zorientować się kim jesteś.
Myślisz, że on jechał za mną? zapytała cicho.... Jej głos wskazywał na to, że się boi rycerza....
-
Malacath:
Połóż ją na brzuch, a ja zabandażuję tą ranę... - rzucił i udał się do swojego ekwipunku po bandaże.
-
Hallbjorn
Sprawdzić zawsze można- po czym wziął łyk ze swojej manierki z napitkiem i poklepał swego niedźwiedzia
-
Malcolm
Wykonał delikatnie polecenie Malacatha.
-
Malcolm, Malacath:
Wnet dama oprzytomniała i jęknęła z bólu. Nim Malcolm położył ją na brzuchu, chwyciła go mocno za nadgarstek i zaczęła patrzeć na was obydwu swymi pięknymi oczkami, jakby wystraszona.
-
Erilla
Ledwo Kersijana zdążyła skończyć mówić, gdy ujrzałam wyjeżdżającego zza drzew rycerza. Zarówno jego zbroja jak i kropierz konia miały barwę ciemnej zieleni. Nie miał dobytej broni, jednak zza jego hełmu wydobywał się niepokojący syk. Elfka momentalnie znalazła się za moimi plecami. Wyglądała na przerażoną.
Możliwe odpowiedziałam cicho na jej pytanie. Zastanowiłam się przez chwilę czy nie sięgnąć po broń, jednak porzuciłam ten pomysł. Wątpliwe było trafienie go z łuku w jakieś odsłonięte miejsce, żadnego zresztą, oprócz szczeliny w hełmie, nie widziałam.
Witaj powiedziałam zamiast tego przechodząc na sarleoński i unosząc rękę w przyjaznym geście Kim jesteś? Było to drugie pytanie jakie mi przyszło do głowy, z pewnością lepiej brzmiało od "Czym jesteś?"
-
Malcolm
Spokojnie, połóż się na brzuchu pani, opatrzymy ranę. Rzekł miłym tonem.
-
Kersijana
Przerażona czekała na rozwój wydarzeń... W rycerzu nie było nic niezwykłego, ale syk który słyszała, i który ja prześladował nie wróżył nic dobrego....
-
1 załącznik(ów)
Erilla, Kersijana:
Mroczny rycerz zdjął swój hełm powoli, ukazując wam swe oblicze...
http://forum.totalwar.org.pl/attachm...tid=1370&stc=1
Ssssss... Jessssstem Ssssssir Ssssssaenred, podróżuję przez lasssssy by znaleźć... Rycerssssską przygodę hihihi - rzekł do was dziwnym głosem, takiego typowego węża i to tak w przenośni, jak i dosłownie.
Malcolm, Malacath:
Co... Ale... Kim wy w ogóle jesteście? Wyjęczała próbując usiąść, niezbyt jednak skutecznie.
-
Malcolm
My jesteśmy tylko zwykłymi podróżnikami, jaśnie pani, ujrzeliśmy jak cię gonią tamci koczownicy i nie mogliśmy cię tak zostawić, tym bardziej że skończyły ci się strzały. Rzekł pomagając jej usiąść i podtrzymując ją w tej pozycji.
-
Kersijana
Rycerską przygodę, to chyba jesteśmy w miarę bezpieczne...? mam taka nadzieję... Spojrzała na twarz rycerza by sekundę potem odwrócić wzrok... Wiedziała, że patrzenie w oczy może go sprowokować do różnych rzeczy....Założyła pospiesznie swój kaptur na głowę.
Powoli ściągała mocniej wodze konia, ale tak by nie dało się zauważyć, że gotowa jest pognać w cwale jak najdalej z tego miejsca.... Nie chciała zostawiać nowopoznanej koleżanki na pastwę tego (coś jej mówiło jednak, że nie rycerza)...
-
Malacath:
Tak, podróżnikami, pani... Tak jak mój towarzysz powiedział - wędrowaliśmy i ujrzeliśmy tych koczowników Jatu, próbujących Cię dorwać, więc ruszyliśmy na nich.
-
Malcolm, Malacath:
Domyślam się, że podróżnikami, ale chyba coś by wypadało? Bo wyglądacie mi na szlachetnie urodzonych, to i pewnie imiona macie - powiedziała nagle kapryśnym tonem i pisknęła z bólu, widocznie rana daje się we znaki...
-
Malcolm
Ja jestem Malcolm, pani, pochodzę z Królestwa Ravensternu, a dokładnie z Poinsbrucku.
-
Erilla
Przynajmniej teraz mam go gdzie trafić w razie czego, przemknęło mi przez myśl, gdy rycerz ściągnął hełm. Na szczęście wyglądał w miarę normalnie, z wyjątkiem...
Dreszcz mnie przeszedł, gdy rycerz przemówił. No właśnie, z wyjątkiem tego syku. Jednakże, póki co nie zachowuje się tak jakby chciał nas natychmiast zabić, można z nim porozmawiać.
Wyprostowałam się w siodle i spojrzałam spokojnie na twarz rycerza.
Rycerską przygodę powiadasz, a co konkretnie masz przez to na myśli? Zapytałam.
-
Erilla, Kersijana:
Hmmm... Walczenie, ratowanie dam, ssssanie ich ssssuteczków... Eeeee, znaczy, całowanie ich ssssssssślicznych rączek które... Do ucałowania dają w podzięce za ratunek ssssss... Odparł rycerz.
-
Kersijana
Widząc, że Erillia jednak nawiązuje rozmowę położyła rękę na jej ramieniu... Jestem z Tobą Erillio,,, nic się nie bój...wyszeptała sama sobie dodając odwagi.
Głośniej jednak.... Przecie nas nie trzeba ratować... widzisz Panie tu kogoś przy kim sławy rycerskiej Tobie przysporzy?
-
Erilla
O bogini, kolejny... Westchnęłam w myślach.
Poczułam na ramieniu dłoń elfki i usłyszałam jej szept. Ciekawe czy bardziej chciała dodać odwagi mnie czy sobie. Gdy chwilę później Kersijana odezwała się do rycerza, ja również z powrotem podjęłam rozmowę.
Może udaj się rycerzu do Larii, tam z pewnością znajdziesz i możliwość do bitki na turniejach i możliwość całowania rączek i nie tylko rączek, pięknych dam.
-
Kersijana
O tak.. Turniej.... udawała że jeszcze się nie domyśliła, że to wojownik "Węża" Musiał zauważyć, że z niej żadna wojowniczka i może nie mieć żadnych podejrzeń z kim ma do czynienia. Jeśli jak to mówisz Panie szukacie sławy to w dobrym kierunku zmierzacie. W pojedynku to u niewiasty najlepiej zyskać podziw i poszanowanie... Każda dama dumna będzie gdy Jej Rycerz uniesie jej dłoń by pocałunek na niej złożyć gdy pokona przeciwnika... Jak widzisz Panie Damy już są ,ino pojedynkować się nie ma z kim... Starała się by jej uśmiech był wiarygodny.
Chciała go zachęcić by se wreszcie pojechał w swoją stronę szukać sławy...
Techniczny
Przypomnienie dla MG... Perswazja (mężczyźni)
-
Malacath:
Ja Malacath. Jestem Jeźdźcem Wiatru z księstw D'sharu, dokładniej to z Torbah. No nic to, co do tej rany... Będę musiał zdjąć tę suknię, pani, by móc zabandażować ją - Lepiej to powiedzieć, niż żeby od razu przechodzić do rzeczy i dostać w łeb przy okazji - jeżeli nie odmawia to bierze się do roboty. Przy okazji daje znać głową towarzyszowi, by to nie gapił się na nią jak jakiś zboczeniec...
-
Malcolm
Wedle zalecenia towarzysza odwraca wzrok od kobiety, jeśli zacznie ją rozbierać.
-
Catherine
Ehh,no jasne,oczywiście nie mogło się obyć bez problemów....,a ten co? Widoki podziwia,czy jak?! Czemu otaczają mnie sami idioci? - pomyślała wściekła,podjeżdżając z dobytym mieczem do mistrza karawany,chrząknęła uprzejmie a gdy ten odwrócił do niej głowę wydarła się - Długo jeszcze zamierzasz nic nie robić?!Ile mamy czekać?!Aż ta wieś spłonie?!Kretyn! - i nie czekając na odpowiedź pognała w stronę osady
-
Arstan
Kolejna narwana, ale dobrze narwani żyją krócej i nie trzeba się z nimi łupem dzielić co rzekłszy ruszył za Cat, ale nie śpieszy się, zachowuje czujność, w razie przewagi wroga cofa się ku karawanie, niech eskorta zajmie w razie czego wroga, a Arstan dostosuje się do sytuacji
-
1 załącznik(ów)
Catherine:
Pędząc w stronę osady zauważyłaś, że jest ona najechana przez zakonników Lwa. Rycerze i ich giermkowie bezlitośnie wybijają wieśniaków oraz palą domy. Nagle dostrzegłaś młodą dziewczynkę mającą na oko 13-14 lat, uciekającą przed jednym z giermków. Trzyma ona za rękę jeszcze młodszego od siebie chłopca. Jeździec ich dopadł, wjechał między nich... Szarżując, przebił włócznią na wylot chłopca, aż ten wrzasnął padając martwy na ziemię. Dziewczynka krzyknęła przerażona - braciszku!
Wygląd dziewczynki:
http://forum.totalwar.org.pl/attachm...tid=1371&stc=1
Techniczny
Jesteś około 100 metrów od nich teraz.
Arstan, Hallbjorn:
Catherine pognała naprzód, a wy dostrzegliście z daleka masakrę i sztandar zakonu Lwa. Mistrz karawany i strażnicy zaczęli się powoli cofać, a na ich twarzach widać przerażenie...
-
Arstan
Ehh co za parszywy los, ta głupia ściągnęła już pewno ich uwagę na Nas, eskorta nawet uderzenia serca nie zdzierży, no nic może uda się przebić Arstan splunął w dłoń, pewnie chwycił topór jednoręczny prawicą, w lewej ręce dzierży tarczę, popędza wierzchowca coby szarżę wesprzeć pędem konia No to ciekawe ilu psich synów zabiorę ze sobą
-
Catherine
Osz Ty skurwysynu,ja Ci dam rękę na dzieci podnosić! - wykrzyczała wściekle i bez zastanowienia runęła na giermka chcąc ocalić dziewczynkę
-
Hallbjorn
No w końcu jakaś walka porządna będzie po czym z wielkim impetem ruszył w stronę przeciwnika nawet się nie zastanawiając co się stanie z resztą karawany
-
Catherine:
Giermek dobył miecza i ciął dziewczynkę nim zdążyłaś do niego dotrzeć. Mała upadła z raną na ramieniu, krwawiąc i płacząc... Gdy uderzyłaś na zbrojnego rąbiąc go mieczem, wysadziłaś go z siodła nie zadając mu jednak żadnej rany, kolczuga wytrzymała cios.
Arstan, Hallbjorn:
Gdy tylko ruszyliście szarżować na zakonników, dostrzegliście jadących cwałem w waszą stronę, trzech rycerzy Lwa, którzy najwyraźniej oderwali się od palenia wioski. Wszyscy mają zbroje płytowe, hełmy - psie pyski z piórami, żelazne tarcze z symbolem zakonu, oraz potężne brzeszczoty, dosiadają zaś rumaków bojowych z czerwonymi kropierzami. Za króla Ulryka! Wykrzyczeli jednocześnie.
-
Arstan
Hmm za króla srula Za pieniądze i kij Wam w rzyć, jak ginąć to z przytupem, Arstan zaczyna szarżować na tych trzech pyszałkowatych tępaków
-
Catherine
Po prostu przejechała po wysadzonym z siodła giermku a gdy to zrobiła zeskoczyła do martwego już dzieciobójcy i odcięła sprawnym ruchem kawałek jego tuniki po czym podbiegła do dziewczynki mówiąc - Nie lękaj się dziecko,nie pozwolę już Cię skrzywdzić.... - i delikatnie zaczęła bandażować jej ranę,po wszystkim bierze ją na ręce i z powrotem wskakuje na wierzchowca z zamiarem jak najszybszego oddalenia się z tego miejsca - Nic tu po mnie,co za masakra,dawno czegoś takiego nie widziałam....
-
Hallbjorn
3 na 2 będzie ciekawie po czym ani na chwilę nie zwalniając wydaje z siebie okrzyk bojowy
-
1 załącznik(ów)
Catherine:
W czasie bandażowania rany płaczącej dziewczynki nadjechał kolejny giermek, pochylając włócznię do ataku. Nagle jednak usłyszałaś okrzyk wydany przez hardy głos - zatrzymaj się Ademar! Jeździec usłuchał i wtem dostrzegłaś rycerza zakonu, który zdjął swój hełm.
http://forum.totalwar.org.pl/attachm...tid=1372&stc=1
- Na kobietę oręż unosisz?! Rycerzem chcesz być!? Ryknął na cały głos wojownik.
- Panie... Ja...
- Milcz, nędzarzu!
Rycerz trzasnął swym hełmem giermka prosto w głowę, aż ten zleciał z konia grzmocąc mocno o ziemię. Uciekajcie, już! Warknął w waszą stronę zakonnik Lwa.
Arstan, Hallbjorn:
Starliście się z trzema rycerzami Lwa... Niestety, wasza decyzja była wprawdzie odważna i honorowa, ale nie sprostaliście trzem elitarnym wojownikom zakonu. Po wspaniałej wymianie cięć, rąbnięć i pchnięć, zadaliście jednemu z nich dość poważną ranę, ale sami zostaliście wysadzeni z siodła, krwawiąc.
Arstan i Hallbjorn po ranie średniej.
Erilla, Kersijana:
Hmmm... A gdzie, jeśśśśśli wiedzieć można, sssssszanowne damy zmierzają? Może essssskorta by ssssssię przydała hihihi - rzekł rycerz uśmiechając się.
Malcolm, Malacath:
Co!? Wy zboczeńce! Nikczemnicy! Łotry! Uratowaliście mnie, by zgwałcić!? Wydarła się kobieta, drygając i odsuwając się od was nerwowo, zaciskając zęby z bólu.
-
Arstan
Ot psie syny umierać nie chciały, splunął tylko nie będzie się dziadów prosił o nic
-
Catherine
Nie wiem kim jesteś ale dziękuję,choć to było niepotrzebne bo bym sobie poradziła....uratowałeś swojemu giermkowi życie! - odkrzyknęła gdy już znalazła się w siodle i pognała jak najdalej od masakry,gdy już były bezpieczne zapytała łagodnie,delikatnie ją głaszcząc - No....bardzo boli?
-
Malcolm
Spokojnie pani, nie chcemy nikogo zgwałcić, nie masz się czego obawiać. Rzekł spokojnym głosem. Nie możesz zawinąć bandaża na ubraniu? Ino rozbieranie niewiast Ci w głowie? Rzekł do Jeźdźca Wiatru marszcząc brwi.
-
Hallbjorn
wyjmuje swoją pamiątkę po ojcu i mruczy pod nosem - ojcze dopomóż mi by ma zemsta się dopełniła
-
Catherine:
Boli... Bardzo... I serce... Zabili wszystkich, rodziców, brata, gdy trzymałam go za rękę i... Powiedziała przez płacz, kuląc się. Jest wyraźnie roztrzęsiona.
Arstan, Hallbjorn:
Jeden z rycerzy podniósł przyłbicę i splunął prosto na Arstana. Szacunku się naucz prostaku - warknął. We trzej was otoczyli, przyglądając się wam. Zaraz też ten sam rycerz, który opluł Arstana spytał - nie wasza to sprawa, że paliliśmy wioskę, czego więc tu chcecie?
-
Arstan
Zleź chamie z siodła to pogadamy o szacunku
-
Catherine
Biedactwo,nie bój się,już nic Ci nie grozi,przysięgam! - wyszeptała tuląc ją do siebie,po dłuższej chwili jazdy zatrzymała się i zsiadła wraz z nią z konia mówiąc - Przemyję Ci ranę i zrobię nowy opatrunek....,masz jakichś krewnych do których mam Cię odprowadzić?
-
Hallbjorn
przywalił Arstana tak że na chwilę padł na ziemią po czym powiedział do tegoż rycerza - może zejdziesz z tego konia i na spokojnie ze mną porozmawiasz