-
Vito
Wszedłszy do domu przytulił matkę na powitanie i podał rękę ojcu, po czym wyciągnął zza pazuchy piwo, które miał w ekwipunku i mu je wręczył. Dziś tylko takie mi się udało przemycić tato, ale wiem jak lubisz piwo, to może i to Ci posmakuje... Ujrzał także zaraz swoją siostrę, lecz nie silił się na więcej czułości, by nie budzić podejrzeń u rodziców, więc przywitał ją jedynie krótkim Witaj Annabele. i uśmiechem. Usiadł za stołem, zaczynając opowiadać Ale dziś dzień miałem na patrolu... Piraci jakiś statek kupiecki do Khorinis zagnali. Wszędzie w porcie kręcą się żołnierze.
-
Falmir:
Podążył ostrożnie za Nicolaiem, starając się nie stracić dowodu rzeczowego.
-
Rhen
Wchodzi do domu i wita się z matką i z ojcem. Następnie siada.., Coś dziwnego się na morzu wydarzyło. Piraci zaatakowali statek kupiecki. Nawet oddali salwę z dział lecz widać bez skutku bo statek spokojnie zawitał do portu.
-
Arto
Widząc wielu żołnierzy w porcie postanowił podejść do tych co z handlarzami byli. Starał się coś podsłyszeć. Armata dawała świadectwo tego, że coś się święci....
-
Vito:
Dzięki, synu.. Spróbuje go jutro, dzisiaj już padam z nóg... - wziął butelkę piwa i postawił ją gdzieś na szafce. Rzeczywiście wygląda na zmęczonego, po jego głosie również to słychać. Również chyba nie chciał pić piwa przy Twej matce... - Ehh... Cholerni piraci. Nawet w sztorm nie odpuszczą biednym ludziom. A i nic dziwnego, że ci żołnierze kręcą się po porcie. Pewnie spodziewają się jakiegoś ataku orków, tylko nie chcą nam tego oficjalnie powiedzieć... Jakbyśmy się nie domyślali.
Cześć, Vito - powiedziała przyjemnym tonem Twa siostrzyczka. Choć nie wolno Ci okazywać przy rodzicach dla niej więcej czułości, to masz mimo wszystko dużą ochotę ją przytulić i wycałować. Może czas rano się nią zająć, gdy tylko będzie ku temu okazja?
falmir:
No, idą... - wymamrotał cicho i dodał na głos - Coś ciekawego?
Rhen:
Tacy zdesperowani, że w sztorm wyruszyli? Cóż... Niech tylko wojsko się nimi zajmie, by nam krwi nie psuło. Tak poza tym to coś ciekawego się działo? - odparła do Ciebie matka.
Arto:
Nic nie słyszysz konkretnego. Tyle co zeznają skąd przybywają i inne tego typy pierdoły... Widzisz jednak jak powoli grupa żołnierzy, na których niedawno natrafiłeś powoli się rozchodzi. Żołnierze mający obsługiwać działo nadal stoją i wypatrują czegoś na morzu. Chyba się kogoś spodziewają...
Edward:
Obudziłeś się z twarzą w błocie leżąc plackiem na jakiejś plaży. Od razu począłeś kaszleć i szybko i gwałtownie nabierać powietrza do swych płuc. Nie wiesz na razie gdzie jesteś ani ile czasu minęło od rozbicia się statku. Jedyne co pamiętasz podczas płynięcia to to, iż coś cholernie twardego i z dużą siłą przywaliło ci w tył Twojej głowy.
-
Edward
Wstał jak poparzony i dobył kordelasa wrzeszcząc - do abordażu dranie nikczemne, nieroby chędożone! O... W mordę, zapomniałem... Okręt przepadł, łupy przepadły, co najgorsze przepadł rum... Czemu!?!?! Cholerna załoga, cholerni piraci aarghh, rozkazów nie słuchają. I gdzie ja, do stu wygrzmoconych wielorybów, jestem! Cisnął kordelasem w piach, tak że ten wbił się w ziemię, a następnie zmył morską wodą twarz z błota. Po tym wziął znów swój kordelas w dłoń i chwiejnym krokiem począł iść przed siebie...
-
Edward:
Idąc przed siebie zorientowałeś się, że niedaleko Ciebie jest rozbity stary namiot. Nie wygląda on najlepiej, ale może znajdziesz po omacku coś tam przydatnego?
-
Edward
E, jest tam kto?! Krzyknął, pomrukując też pod nosem - pewno jaki sodomita co mi z armaty w łeb wypali, yo ho, znając moje szczęście ostatnie to niczego lepszego się nie spodziewam, trza będzie fiuta na plasterki pokroić takiemu hehehehe.
-
Edward:
Nic nie słyszysz, ani tym bardziej nie widzisz. Chyba tam nikogo ani niczego nie ma...
-
Falmir:
To była dość dziwna jaskinia. Wyglądała jak jaskinia starego bimbrownika.