-
Sir George Srogi
Przeżegnał się - Ta oto tutaj dwójka, dopuściła się paskudnego przestępstwa przeciw prawu Bożemu i ludzkiemu! Ona oskarża tego tutaj Charlsa o wszetectwo, złamanie ślubów zakonnych i wyrzeczenie się zakonu. On oskarża ją o rozpustę i atak na jego osobę. Żadne nie chce się przyznać. - wskazał na koksownik z obcęgami - Bóg tylko jeden wie które ma rację, a tylko człowiek czystej duszy będzie przez Niego chroniony. Każde z was weźmie w ramach próby rozżarzony węgiel i pokaże go na widok wszystkich na otwartej dłoni. Tylko tak możemy dojść do prawdy! Czy możemy zaczynać? - demonstracyjnie przegrzebał w koksowniku i wyjął czerwony węgiel pokazując go wokół.
-
Robert:
A tak w ogóle to... Dziękuję ci za wszystko. Za to że mnie nie zostawiłeś - szepnęła Agnes, patrząc Ci w oczy.
Spytko:
Ach... To nie ma sensu rzeczywiście, mój kochany, nad tym się rozwodzić. Może miast tego zaniesiesz mnie do kajuty i...? Katarina mrugnęła okiem.
George:
Tak! W imię Boga, niechaj się stanie jego wola! Rozległy się okrzyki zadowolonej z rozrywki załogi. Toż to barbarzyństwo! Krzyknął ksiądz, a wystraszona Aurora zaczęła ronić łzy.
-
Robert
Nie masz za co dziękować,jakże mógł bym zostawić swoją siostrę? - rzekł z uśmiechem całując ją czule w policzek po chwili jednak kolejny ryk załogi zburzył jego dobry nastrój i dodał nieco poirytowany - Zaraz wracam,sprawdzę tylko z czego ci durnie tak się cieszą...
-
Adalbert
Na przykład zleceń z góry skazanych na porażkę, pokładając jednak nadzieję w Bogu, że się uda. Tak nabawiłem się choćby tego. Rzekł pokazując palcem bliznę na twarzy. Pan mnie jednak wysłuchuje i chroni od śmierci.
-
sir George Srogi
Które z was chce zacząć? A może przyznacie się? Jeśliś pewny swego, chwyć ten węgiel - wyciągnął ku niemu obcęgi, czekając czy się zgodzi.
-
Spytko po polsku
Wziął żonę na ręce i ruszył do ich kajuty. Trza by było poprosić naszą suzerenkę o pozwolenie na wyruszenie do Foix. Może Tobie będzie łatwiej je zdobyć od Pani Agnes bez podawania prawdziwej przyczyny czemu nam tam mus jechać.
-
Robert:
Dotarłeś na pokład widząc odbywający się Sąd Boży.
Spytko:
Spróbujemy razem, mężu, wszak to nasze wspólne zadanie, czyż nie? Spytała z uśmiechem Katarina. Po chwili doniosłeś ją do kajuty.
George:
Kapłan zaczął odsuwać się od Ciebie przerażony... Nie, nie! Wrzasnął.
Adalbert:
Dziewczyna uśmiechnęła się serdecznie. A więc pod dobrą pieczę trafiłam na czas powrotu do miasta. Taki przystojny rycerz jak ty, panie, z pewnością ma już wybrankę?
-
Robert
Co tu się dzieje do cholery? - rzekł mocno zaskoczony widokiem jaki zastał na pokładzie
-
Sir George Srogi
Czyli przyznajesz się żeś się sprzeciwiał zasadom zakonnym?
-
Spytko po polsku
Odwzajemnił uśmiech Prawdę prawisz, spróbujemy razem. Położył żonę na koi i ułożył się obok Niej. Po prostu żem dumał, że łatwiej to osiągniesz tocząc z Nią rozmowę jakie czasem toczą jedna kobieta z drugą. Po prawdzie to wystarczy nam nawet pozwolenie na podróż do Tulonu, lub odłączenia się na kilka dni jeśli będziem przez niego przejeżdżać. Trza tylko wymyśleć dobrą przyczynę, ale to od mości Oswalda dowiemy się z czego słynie ów Tulon.