Catherine:
Byłam tam już raz... Catherine proszę cię jedźmy tam, nie będzie dla nas lepszego miejsca. Uwierz mi, że ona jest szlachetną kobietą i na pewno nam pomoże - odparła Adela.
Wersja do druku
Catherine:
Byłam tam już raz... Catherine proszę cię jedźmy tam, nie będzie dla nas lepszego miejsca. Uwierz mi, że ona jest szlachetną kobietą i na pewno nam pomoże - odparła Adela.
Catherine
Już to widzę....,dobra,zrobię to i odwiozę Cię tam ale potem ruszę w swoją stronę,skoro tak bardzo chcesz,nie dla mnie takie rzeczy.... - odparła markotnie wsiadając na konia wciąż trzymając ją w rękach i tuląc do siebie - Zatem mów jak mam jechać....i niby w jakiej sprawie tam byłaś?
Catherine:
Nie! Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj! Krzyknęła Adela wtulając się mocno i wybuchając płaczem.
Catherine
Kurwa!Ehh....,i co ja najlepszego narobiłam?!Wychodzi na to że jesteśmy na siebie skazane.... i na tą głupią pindę z koroną przy okazji.... - pomyślała poirytowana po czym westchnęła ciężko i odparła zdenerwowanym głosem - Dobrze,już dobrze!Nie zostawię!Obiecuję!A teraz prowadź i mów po co tam byłaś?
Arstan
Inaczej byś śpiewał jakby tu więcej było moich braci zakonnych, ale zemszczę się jakiem Arstan
Catherine:
Jedź w tamtą stronę - Adela wskazała palcem w głąb lasu za Larią, gdy otarła swe łzy. A zabrała mnie tam raz pewna Noldorka o imieniu Lothiriel, gdy byłam ciężko chora trzy lata temu. Podała mi jakieś lekarstwo... Po którym na następny dzień byłam już zdrowa.
Catherine
To się robi coraz gorsze....,jeszcze elfów tam brakowało.... - pomyślała i zaczęła jechać w kierunku wskazanym przez dziewczynkę i będąc wciąż w kiepskim nastroju nic już nie powiedziała....
Catherine:
Czemu się smucisz... Cathy? Spytała dziewczynka spoglądając na Ciebie.
Catherine
Cathy?Niech Ci będzie,mogę być i Cathy....,i nie udawaj głupiej,przecież wiesz czemu....
Hallbjorn
dosiada wierzchowca i rusza za rycerzem