-
Edward:
W kufrze ujrzałeś, iż twój pancerz jest na miejscu... lecz grogu ni chuja tu nie ma. Poza tym ostała się tylko kiełbasa. Dan zaś poszedł dalej ignorując kompletnie Twoje krzyki.
Vito:
Kapitan Wulfgar? Dobrze. Spełnię jego prośbę... Adanosie, jako twój wierny sługa proszę Cię, byś tchnął mocą te ciało, aby ozdrowiało ze wszelkich ran, aby uwolniło się od tego bólu i odzyskało ponownie swe siły... - po słowach kapłana poczułeś, jak po Twym ciele rozniosło się przyjemne ciepło, dające ci ukojenie i uzdrawiające Twą ranę. Ból ustąpił, a ty czujesz się jak nowo narodzony...
Falmir:
Nie widzisz na razie niczego podejrzanego. Zauważyłeś jednak, iż Rhen wraca już do Ciebie. Zaś od strony koszar idą w kierunku portu jacyś żołnierze. Po paru chwilach Ci ustawili się pod magazynem. Żaden królewski statek nie przybił jeszcze do portu, więc to zapewne ktoś na zastępstwo. Gdy tylko znajomy ci strażnik podszedł do Ciebie od razu rzucił - Już wiem mniej więcej jak wygląda ten Victor. Piwne oczy, czarne, ciemno brązowe włosy. Wysoki, umięśniony, wygląda, jakby miał 25, może maksymalnie 30 lat. Poza tym co wiemy niczego więcej się nie dowiedziałem. Zawsze coś...
-
Edward
Nagle wydał z siebie paniczny jęk... Ale czemu grog!?
-
Dan
Bogowie i jeszcze akurat teraz muszę znosić narzekania i dziwactwa tego pajaca,ehh.......Dobra,trzeba spróbować go jakoś zmotywować....- A co mnie obchodzi Twój cholerny grog? - mruknął pod nosem po chwili dodając już głośniej tak by te słowa Edward już usłyszał - Im szybciej wykonamy zadanie tym szybciej dostaniesz pieniądze a co za tym idzie szybciej odkupisz swój grog.......
-
Edward
Ale jak wykonać zadanie bez grogu! Porządny pirat... O kurwa. Znaczy porządny marynarz, musi mieć grog. Powiedział zamykając skrzynię, biorąc ją na ręce i jakby nigdy nic kontynuując podróż.
-
Dan
Gdy tylko usłyszał pierwsze słowa niedoszłego kompana natychmiast się odwrócił sięgając zarazem po kuszę,trzyma ją w pozycji umożliwiającej oddanie szybkiego strzału jednak jeszcze nie mierzy nią w Edwarda.....- Pirat tak? Daj mi jeden powód dla którego nie powinienem Cię teraz odstrzelić albo zaprowadzić na posterunek........
-
Edward
Pirat? Korsarz - odparł odwracając się w stronę Dana. 10 cholernych lat służyłem na korsarskim okręcie łupiąc wrogów Myrtany, by teraz ktoś groził mi kuszą. Chcesz strzelać? Śmiało, jestem takim samym najemnikiem jak ty, z tą różnicą że mnie wynajmował król a ciebie przypadkowi ludzie.
-
Falmir:
Dzięki za informacje. Spójrz tam. Wskazuje na magazyn, a potem na żołnierzy. Coś wisi w powietrzu...
-
Dan
Westchnął ciężko - Korsarz? Sam się przed chwilą nazwałeś piratem........a zresztą nieważne,nie mam zamiaru nikogo wydawać straży,mi ani mojej rodzinie nigdy nic nie zrobiłeś....,a gdybym chciał strzelać już dawno bym to zrobił hehe
-
Edward
Otóż to! Porządny z ciebie chłop, a teraz polecam nie marnować więcej czasu i ruszać znów do tej farmy konara czy jak mu tam... Powiedział z uśmieszkiem.
-
Edward i Dan:
Gdy tylko się odwróciliście z daleka, zza drzew i krzewów ujrzeliście coś bardzo niepokojącego... W waszym kierunku zmierzają spokojnym krokiem dwa ludzkie szkielety. Noszą na sobie resztki jakiś zbroi, a przy pasach jakieś jednoręczne miecze. Pomiędzy nimi dodatkowo znajduje się jakaś postać w czarnej szacie. Mimo, iż panuje dzień, to nie jesteście w stanie ujrzeć twarzy tej osoby, ponieważ jakiś nienaturalny cień mu ją zasłania. Dan szczególnie się tym zaniepokoił, bo przypomniał sobie, iż podobna postać przesiadywała w kopalni przed tym odrażającym posągiem, modląc się do swojego boga... bądź czymkolwiek to było. Nie jesteście pewni, czy was zauważyli, lecz czasu na reakcje nie macie zapewne za wiele.
Falmir:
Rhen spojrzał na magazyn, po czym odpowiedział - Albo kwatermistrz się wkurzył i to ostro. A tamci z wody chyba nadal nie wrócili, nie?
Techniczny:
W okół Edzia i Dana jest kilka drzew i dosyć wysokich krzaków. Dodatkowo góra przysłania wszystko sporym cieniem. Do miasta biegiem będzie około 10 minut, chociaż w przypadku Edzia będzie to szczególnie utrudnione bo tacha z sobą kufer.
-
Dan
Gestem dłoni nakazał Edwardowi milczenie i szybko schował się w najgęstszym możliwym dostępnym miejscu,dając mu znak by postąpił podobnie....
-
Edward
Szybko uczynił to co Dan. Ale ma fajny szlafrok, przydałby mi się taki do burdelu, rozchylić go, pod spodem nic nie mając i wszystkie moje bez płacenia, aaaahahaha!
-
Dan i Edward:
Widzicie, jak mag wraz ze swymi nieumarłymi sługami przygląda się okolicznym terenom. Zapewne usłyszał krzyk Edwarda i teraz stara się dostrzec kto się tak wydziera. Minęło parę minut, a trójka znalazła się już dosyć blisko waszej kryjówki. Nekromanta stanął w miejscu i począł przyglądać się wszystkiemu dookoła...
Gdzie jesteś? - usłyszeliście po chwili jego głos. Brzmiał on dosyć nieludzko... Zimny, bez emocji, bez jakiegokolwiek przejęcia czy zadrżenia, jednocześnie taki cichy, a jednocześnie tak dobrze docierający do waszych uszu...
-
Dan
Wskazał na Edwarda po czym wykonał gest wstającego z klęczek człowieka a następnie pokazał na siebie,na swoją kuszę i na nekromantę,bacznie uważając by przypadkiem nie zahaczyć ręką o jakiś krzak....
-
Edward
Nagle pirat wstał ukazując się nekromancie. Tutaj jestem! Podziwiałem właśnie twoją szatę! Przyznaję! Zazdrość! Ale na szczęście nigdy ona mną nie kieruje!
-
Vito
Dotknął rany z niedowierzaniem. Przekonawszy się, że zniknęła, wypuścił kija z ręki, przeciągnął się i dodał z uśmiechem podając Vatrasowi 50 złotych monet Dziękuję, dziękuję, przyjmij to w podzięce, magu...
Techniczny
Zostaje 324 szt. złota.
-
Dan i Edward:
Tak, zaiste... A twój towarzysz gdzie się podziewa? Do samego siebie nie krzyczałbyś chyba "Stać, moje ruchomości", czyż nie? - spytał się Ciebie nekromanta wyjmując z kieszeni jakiś zwój i rozpoczynając rzucanie jakiegoś ognistego czaru... Jego nieumarli słudzy dodatkowo wyjęli miecze i ustawili się tuż przed swym panem, by uniemożliwić przerwanie tego zaklęcia. Chyba nie tak to miało wyglądać...
Vito:
Dziękuje... Przy okazji, jeżeli będziesz wracać do koszar to powiadom swojego kapitana, by wysłał na farmę Akila straż. On już będzie wiedział co z tą informacją dalej zrobić.
-
Vito
Dobrze, powiem, dziękuję raz jeszcze. Ukłonił się magowi po czym udał się do koszar szybkim krokiem zabierając ze sobą kij, który uprzednio rzucił na ziemię.
-
Dan
Gdy tylko zobaczył że sprawy przyjmują zły obrót strzela z kuszy w maga zanim szkielety zaczną się przed nim ustawiać,następnie nie namyślając się zbyt wiele atakuje z furią pierwszego z brzegu szkieleta starając się zepchnąć go do tyłu i uniemożliwić magowi jeśli ten wciąż żyje rzucenie zaklęcia.
-
Edward
O tam! Wskazał przeciwną stronę do tej, z której Dan strzela z kuszy i dobywając kordelasa, ruszył na szkielety.
-
Dan i Edward:
Pod koniec walki, gdy dwoje towarzyszy pokonało sługi nekromanty, ten niespodziewanie wystrzelił ognisty pocisk w kierunku Edwarda. Cały zapłonął, przez co pirat panicznie zaczął biegać i krzyczeć z bólu w okół ścieżki. Na szczęście Dan trafił czarnego maga toporem, dzięki czemu padł obezwładniony na glebę. Jeszcze żyje, lecz na chwile obecną nie jest w stanie niczego konkretnego zrobić.
Techniczny:
-10 HP dla Edzia + poparzenia, Dan -28 HP
-
Dan
Rzuć się na ziemię i zacznij tarzać,tak szybciej ugasisz ogień - krzyknął do Edwarda a sam zaczął szybko obandażowywać nieprzytomnego maga w międzyczasie przeszukując jego szatę i co jakiś czas zerkając na podpalonego towarzysza.....
-
Edward
Rzucił się na ziemię i zaczął tarzać zgodnie z radą Dana...
-
Dan i Edward:
Dzięki tej poradzie Edward po kilkunastu chwilach w końcu ugasił płomienie. Niestety jego koszula nie jest w najlepszym stanie. Kilka wypalonych dziur i cała osmolona, a na dodatek boli Cię i piecze cała skóra jak jasna cholera. Dan przy czarnym magu znalazł jakieś dziwaczne rzeczy, jakieś szarawo-czarne kamienie wraz z widniejącymi na nimi dziwnymi napisami, oraz symbolami ludzkiej czaszki, jakiejś ognistej kuli oraz z jakimś symbolem przypominającym krzyż. Zapewne ma to jakieś magiczne właściwości... Poza tym widzisz tu żelazny sztylet, 3 małe mikstury many, oraz jedną małą miksturę leczenia.
Vito:
Dotarłeś do koszar.
-
Dan
Zagarnął to wszystko do swojej torby by po dokończeniu bandażowania ran zacząć mocno wiązać maga....
-
Edward
Aaarghh, daj mi tu tą czarną kurwę, już ja się z nim rozprawię, utnę mu skórę, zwinę w sznureczek i zaczepię na nich jego jaja, a potem zawieszę mu na szyję, aaaahahahaah!
-
Dan
Oczywiście....,ale wszystko w swoim czasie,najpierw oddamy go na spytki hehehe......,poszło nam szybciej niż myślałem - rzekł nie przerywając unieruchamiania maga
-
Dan i Edward:
Mag powoli zaczął się znowu ruszać, gdy kończyłeś unieruchamianie. Gdy tylko zrozumiał co się dzieje zaczął się szarpać i mówić - Zostaw mnie, niewierny...
-
Edward
Podniósł jakiś niewielki patyk i wsadził go w nos maga wpychając coraz to dalej, mówiąc - jeden powód, dla którego mam ci nie wcisnąć to w mendę, aaaahahaha!
-
Vito
Poszedł raz jeszcze do biura kapitana Poskładał mnie ten mag szefie, czuję się jak nowo narodzony. Jak odchodziłem to kazał mi jeszcze przekazać, byś wysłał straż na farmę Akila.
-
Dan
Powód jest prosty,jest nam potrzebny żywy bo dzięki temu dostaniemy od Vatrasa więcej pieniędzy....,więc póki co zostaw tą łajzę w spokoju i pomóż mi go zanieść do miasta - powiedział kładąc mocno dłoń na patyku i powstrzymując pirata od dalszego wbijania go w głowę maga....
-
Edward
Musisz targać dziada za obydwie ręce po ziemi, ja kufer mam a zostawić go nie mogę - odparł Danowi.
-
Dan
Burknał coś pod nosem odbierając mu patyk i odrzucając go gdzieś daleko po czym złapał maga pod pachami i począł targać go po ziemi w stronę miasta...... - Ale potem robimy zmianę!
-
Edward
Jak tam chcesz hehe, choć ja proponowałbym pobawić się w "rzut łachmytą na odległość" - rzekł i wziął swój kufer, idąc w stronę miasta.
-
Dan i Edward:
Zrób to skoro tak bardzo pragniesz mej śmierci... No dalej. Ulżyj swej żądzy - odparł nader spokojnie Edwardowi, a Danowi splunął śliną zmieszaną z krwią w twarz...
Vito:
Dobra. To tyle? Jeśli tak to wracaj że do tego śledztwa. I zobacz przy okazji co tych dwoje tam wyrabia.
-
Edward
Mam lepszy pomysł - stwierdził podnosząc palec wskazujący w górę. Podszedł do maga ciągniętego przez Dana i docisnął mu butem męskość wraz z jajami do ziemi...
-
Vito
Tak jest. ukłonił się nieznacznie Wulfgarowi i poszedł do tego nieszczęsnego magazynu, mając nadzieję że spotka Falmira lub Rhena...
-
Dan
Ty bydlaku! - wykrzyczał ocierając twarz i upuszczając bezceremonialnie maga na ziemię,już się zamachnął by mu przyłożyć kiedy wziął głęboki wdech i powiedział do Edwara - Nie dajmy się sprowokować tej gnidzie.....,musimy swoje przecierpieć.....
-
Edward
Jak pocierpi to mu nie zaszkodzi hehehehe - odparł, ale przestał gnębić maga.
-
Dan i Edward:
Gdy tylko Edward przestał naciskać na krocze maga ten odetchnął z ulgą... i próbuje się przetoczyć w kierunku przepaści. Najwyraźniej nie ma zamiaru przyjść do miasta żywy.