Robert:
Daj mi puginał - powiedziała nerwowym tonem, głaszcząc Amalryka po szyi.
Wersja do druku
Robert:
Daj mi puginał - powiedziała nerwowym tonem, głaszcząc Amalryka po szyi.
Robert
Nie dam Ci broni,proszę daj się zaprowadzić do komnaty,nie chcę siły na Tobie używać.... - powiedział wtulając się w nią mocno,myśląc - Ale zrobię to dla Twojego dobra jeśli nie dasz mi wyboru
Bertrand
Dobrze, dobrze, rozumiem. Rzekł wypuszczając ją.
Robert:
Ale z ciebie uparty człowiek! Chciałam tylko uciąć sobie kilka włosów i wsadzić do sakwy Amalryka, żeby Boemund wiedział, że myślę o nim do końca! Co ty sobie myślałeś, za wariatkę mnie masz!? Wykrzyczała zezłoszczona, pierwszy raz widzisz na jej zazwyczaj anielskim obliczu gniew.
Bertrand:
Chyba że... To ty jesteś tym jedynym? Spytała delikatnie gładząc palcami Twą twarz.
Bertrand
Ujął jej dłoń delikatnie, gdy trzymała ją przy jego twarzy i ucałował w jej wierzch. Tak myślisz? Ja tym jedynym?
Robert
Nie....,ja po prostu......,po prostu martwię się o Ciebie,nie zniosę tego jeśli odejdziesz,nie zniosę tego...., a Ty jesteś taka rozpalona i ledwo się na nogach trzymasz - powiedział roniąc kilka łez,ledwo się przed płaczem powstrzymując i delikatnie kładąc jej dłoń na policzku
Robert:
Zatem czy ciebie choroba by powstrzymała by jechać za mną? Czy martwiłbyś się o swe zdrowie, chcąc być przy mnie? Może teraz mnie zrozumiesz... Mówiła, w międzyczasie powoli opuszczając nisko strzemię.
Bertrand:
Może... Trzeba to sprawdzić - odparła Aurora, znów powoli siadając na Twej męskości i wykonując rytmiczne ruchy niczym jeździec poganiający konia do kłusa.
Robert
Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem....,myślisz że wtedy na pustyni łzy bez przyczyny roniłem? Nie,moja droga,nie było to bez przyczyny i nie chcę drugi raz takich katusz przeżywać...., a Ty zobaczysz jeszcze swego brata,i to zobaczysz go dziś - powiedział cicho po czym odciągnął ją od wierzchowca biorąc na ręce
Bertrand
Pozwolił przejąć inicjatywę kobiecie i oddał się przyjemności.
Robert:
Amalryku! Krzyknęła Charlotte, gdy wbrew jej woli wziałeś ją na ręce. Rumak natychmiast podszedł do siostry swego pana spoglądając w nią swymi bystrymi oczyma. Panienka zdjęła z dłoni bransoletkę zapinając ją na pasie od jego ogłowia. Idź, daj to Boemundowi - rzekła.
Bertrand:
W pewnym momencie, zacząłeś czuć że finał bliski... Znajdujesz się u szczytu, Aurora chyba nie będzie zadowolona jak nie wyjmiesz teraz swej męskości...