-
Kersijana
Podobnie jak Elf i Elfka również nakryła głowę kapturem... Nic się nie odzywała ino przyglądała z zaciekawieniem i troszkę z podziwem na mury i bramy i budynki... Ciekawili ją też i ludzie którzy wcześnie wstali i krzątali się w pośpiechu koło swoich spraw....
-
Przed bramą zatrzymał was jeden ze strażników, podniósł przyłbicę swej salady i uniósł dłoń w geście powitania. Catherine rozpoznała w niej Alnurfa, znajomego strażnika który czasem ją gonił za kradzieże, ale po pewnym czasie zaczął przymykać oczy na jej szczwane obrabianie lokalnych, bogatych tłuściochów. A kogoś to znowu przyprowadziła Catherine? Wyglądalibyście jak jakiś królewski orszak hehe, gdyby nie to że ta urocza młoda dama ma całą sukienkę oblepioną czymś fioletowym. Rzekł z uśmiechem, patrząc na Betty.
Na Kersijanę tymczasem przygląda się drugi strażnik. Ma dziwne wrażenie, że gdyby nie hełm to dostrzegłaby napaloną n nią twarz i oczy, rozbierające ją ze wszystkiego co ma...
-
Catherine
Ach,to tylko bogaci klienci,wynajęli mnie do eskorty do miasta,sam rozumiesz.... - odparła nieco się rumieniąc na to niespodziewane spotkanie,bynajmniej nie czuła nic do strażnika,ale nie chciała by wydało się że kradła,nie wszyscy musieli o tym wiedzieć....
-
Kersijana
Dostrzegając przyglądającego się jej strażnika tak pokierowała koniem by znaleźć się za kimś innym. Nie chciała nikogo prowokować a jedyne co to wypocząć po podróży. Spojrzała tez w kierunku Elfa czy widzi strażnika i czy domyśla się tego co i ona...
-
Bogaci klienci powiadasz... Dobrze cię widzieć w Larii Cat, nie wiem czy słyszałaś, ale demoniczny koń jakiego wyhodowali nasi zacni zwiadowcy Stanowczego Wezwania, zgwałcił pewnego śmiałka, który miał go ujarzmić. Rumak przypłacił to jednak życiem, rycerz bowiem odgryzł mu kuśkę. Wiem, brzmi głupio hehe, ale to prawda. Ealdred i jego córcia nie mogli wytrzymać ze śmiechu - rzekł Alnurf. Byliście parą? I nie jesteśmy żadnymi klientami, przecież jestem twoją siostrą! Wypaliła nagle Betty, widząc rumieńce na twarzy siostry.
Elrohir szepnął do ukochanej - widzę... Mam go zabić? Chętnie to zrobię, za samo to, że przygląda ci się w taki sposób, przygląda się tobie, NOLDORCE!
-
Catherine
Aż jęknęła i zaraz odparła coraz bardziej czerwona - Co?My parą?Ehh,nie,co Ty za głupoty wygadujesz dziewczyno.... - i zaraz rzuciła spojrzenie Adele jasno sugerujące że to najwyższy czas by doprowadzić Betty do porządku,od razu dodała do Arnulfa z zakłopotaniem - Hehe,ona tak czasem ma,jest nieco szalona....A teraz pozwolisz.... - kierując wzrok na drogę dojazdową do miasta
-
Adela zachichotała tylko patrząc na siostrę, już miała coś powiedzieć kiedy nagle wtrąciła Lothiriel - przyjaźń czyni cuda, a jak wiesz dobry człowieku, Catherine łatwo obdarzyć sympatią. Nic więc dziwnego że nazywają się siostrami.
-
Catherine
Z trudem nie wydała z siebie głośnego westchnięcia ulgi,rumieniec nieco zelżał jednak wciąż była wyraźnie zakłopotana i czekała z napięciem co odpowie Arnulf.... - Ufff,dobrze że mnie kiedyś polubił,kto inny mógł by zacząć zadawać wiele nieprzyjemnych pytań....Choć to w sumie dziwne że obdarzył mnie sympatią,no ale cóż,nie wnikam hihi
-
Kersijana
Poprawiła swój kaptur na głowie. Nie jest wart Twego miecza mój miły... Nie uchybił mi jeszcze.. A i coś mi się widzi,że nie możemy zwracać na siebie uwagi... Wyszeptała do Lubego kładąc mu rękę na jego dłoni. Może strażnik zrozumie ten gest, że Kersi nie jest wolną osobą....
-
Hehe, no tak, przyjaźń... Wjeżdżajcie śmiało, tylko uważajcie na Ealdreda, bo mimo że się prawie tarzał ze śmiechu to potem zrozumiał, jak świetnego rumaka i wielką szansę stracił hehe - rzekł Alnurf odsuwając się.
Dobrze Kersi, ale niech tylko coś zrobi... Szepnął Elrohir ściskając Twą dłoń. Noldorka ujrzała jeszcze dziwną wypukłość w tunice halabardnika...
Ruszyliście wgłąb miasta. Panuje spory tłok i gwar, ludzie krzątają się wszędzie, ale widząc waszą drużynę rozstępują się. Lothiriel poprowadziła was przed jedną z tawern, do jej stajni, gdzie wjechaliście. Wręczyła stajennemu monetę i kazała zamknąć stajnię na chwilę oraz nie wpuszczać do niej nikogo. Betty, my sobie zaraz na osobności porozmawiamy. A teraz słuchajcie, ja, Kersi, Elrohir i Betty pójdziemy do księcia, by przeciągnąć go na naszą stronę. Reszta pójdzie do marszałka Ealdreda z zakonu Stanowczego Wezwania. Cathy, ty najlepiej się z nim dogadasz. Kersi, ty spróbujesz porozmawiać z księżną, by wpłynęła na męża. Jakieś pytania? Rzekła królowa.