Bertrand
Złapał ją za biodra i zdjął ze swej kusi tuż przed zbliżającą się rozkoszą. Czekaj, zaraz koniec...
Wersja do druku
Bertrand
Złapał ją za biodra i zdjął ze swej kusi tuż przed zbliżającą się rozkoszą. Czekaj, zaraz koniec...
Robert
Włosy też możemy mu dać teraz jeśli wciąż tego sobie życzysz - powiedział z ciężkim westchnięciem wyjmując sztylet jednak drugą ręką wciąż mocno ją trzymając - Co za uparta kobieta,przecież jeszcze dziś go zobaczy....
Robert:
Charlotte wzięła puginał z Twej dłoni i zręcznie ucięła sobie kilka włosów, po czym podała Ci je ze słowami - wsadź je do sakwy Amalryka. Problem w tym, że do otwarcia zawiązanej na sznur sakwy potrzeba użyć obydwu dłoni, a Ty masz do dyspozycji jedną trzymając ukochaną.
Bertrand:
W porę zdjąłeś Aurorę ze swej kusi, bowiem ta wystrzeliła niczym balista. Córka hrabiego co chwila wzdycha z rozkoszy.
Robert
Sama to zrób kochanie, w końcu to prezent od Ciebie - powiedział całując ją czule w policzek i odbierając od niej sztylet
Robert:
Ale ja nie mogę, Amalryk przecież głowę trzyma przy mnie, sakwa daleko - odparła panienka z niewinnym spojrzeniem, kładąc dłoń na czole rumaka.
Robert
Masz rację kochanie.... - powiedział po czym gdy już pomyślała że odpuścił dodał biorąc ją znów na ręce - Zaniosę Cię więc by Ci to ułatwić...
Robert:
Gdy tylko wziąłeś Charlotte na ręce i dałeś kilka kroków w stronę siodła a zarazem sakwy Amalryka, ten stanął tak, że jego głowa jest wciąż przy panience. Albo to przypadek, albo oboje rozumieją się lepiej, niż mogłoby się wydawać...
Bertrand
Opanował po chwili nierówny oddech i rzekł powstając z łoża Chodź, pomogę Ci się ubrać.
Robert
Roześmiał się widząc zachowanie wierzchowca mówiąc do niego - Mądre z Ciebie zwierzę, jesteś taki sam jak Boemund - po chwili zaś dodając do ukochanej poważniejszym tonem - Najdroższa proszę Cię, wiem co chcesz uczynić ale porzuć ten zamiar....
Robert:
Ja chcę tylko przejechać się konno, nie wyzdrowieję w łożu rozmyślając o Boemundzie, to mnie tylko dobije. Przecież ja nie chcę galopować, powoli stępa tylko jechać, możesz być obok mnie przecież... Powiedziała wpatrując się w Ciebie słodkimi oczkami.
Bertrand:
Aurora nic nie odpowiedziała, zaczęła się ubierać w czym jej pomogłeś. Po chwili już znów w swej sukni, powiedziała - och... Obiecałam Oswaldowi, że się z nim spotkam gdy zawitamy do Jerozolimy.