-
Catherine
Stopniowo zbierała się w niej złość i żal że młodsza siostra tak zrujnowała jej wymyśloną naprędce przykrywkę,gdy tylko znaleźli się w stajni i zsiadła z konia wyrzuciła z siebie - Betty jak mogłaś!Myślisz czasem?!Zastanów się co by się stało gdyby mnie nie znał i nie lubił! Powiem Ci co by było,dalej byśmy stali pod tą cholerną bramą i wysłuchiwali czemu nazywam klientkami własne siostry! - gdy skończyła tyradę podbiegła do Lothiriel i po prostu wpadła w jej objęcia tuląc się mocno w podzięce za to że uratowała ją przed kompromitacją....
-
Kersijana
Do strażnika zanim ruszyły w drogę... Mości rycerzu, zapasowa halabarda ino króciutka taka jakoś... Hmmm tym to jedynie w piasku dołki podłubać... Nie słuchając czy klnie za nią czy cokolwiek ruszyła w drogę.
Z Księżną... hmmm... Nie ma problemu... odparła Królowej głaszcząc konia gdy dotarły do stajni
-
Przepraszam - powiedziała niegłośno skruszona Beatrice, stojąc jak ofiara losu i patrząc błyszczącymi oczkami. Cśś, nieważne, na szczęście wszystko dobrze się skończyło, nie gniewaj się na nią, wiesz że ona najpierw gada a potem myśli - szepnęła Lothiriel przytulając Catherine. No już, zbierajmy się, Adelo pójdziesz z Cathy, Margaret i Tristanem.
Nagle pierścień Lothiriel zalśnił, a Kersijana usłyszała w swej głowie - księżna znana jest z wszelakich wybryków, wiesz o czym mówię... Uważaj na nią.
-
Kersijana
Mówisz pani o tym, że Ona lubi... hi hi....Kresi zaśmiała się pod nosem... To lepsza by Margaret tam była...
-
Catherine
Westchnęła ciężko i odparła,szybko łagodniejąc gdy tylko ujrzała siostrę na skraju płaczu- Wiem....,już dobrze Betty,ale naprawdę postaraj się czasem pomyśleć zanim coś powiesz,mogli byśmy mieć kłopoty.... - po chwili dodała przenosząc wzrok na królową - A skąd pewność że ja się z nim dogadam? Dyplomatką to ja nie jestem i dobrze o tym wiesz....
-
Kersi... Ja cię proszę, pomyśl czasem... Kersijana usłyszała głos królowej. Lothiriel po tym odparła córce - matczyne przeczucie Cathy. To mało?
Betty natomiast mimo tego zaczęła szlochać, chyba wolałaby by siostra ją przytuliła...
-
Catherine
Wiele,ale jak zawalę przez swój niewyparzony język to nie miejcie pretensji.... - odparła i podeszła do Betty by ją przytulić i otrzeć jej łzy - No już,nie płacz kochanie,wybaczyłam Ci przecież,tak?
-
Kersijana
Dobrze już dobrze... Pożartować zawsze jest miło... hi hi.... dam sobie radę.... Cathe nie przejmuj się tak... Straż Cię zna to przynajmniej nie musisz czuć się obco w tym mieście.... Kersi powiedziała do wojowniczki całkiem przyjaźnie.. Od dłuższego czasu obie się unikają nie wiedzieć czemu... Kersi nie zależało na jakiejś wielkiej przyjaźni z Catherine, ale jak na razie razem podróżują to wypada od czasu do czasu zamienić jakieś słowo.
-
No dobrze Cathy, a wiesz, myślę, że ładna by była para z ciebie i tego strażnika. Mimo, że nie ze szlachty, to na przystojnego wyglądał hihi. Ale jednak Tristan będzie dla ciebie lepszy, to taki dzielny rycerz, idealny dla mojej siostrzyczki hihi - rzekła Beatrice, a jej humor od razu się zmienił na lepszy. Tristan uśmiechnął się na te słowa, ale raczej z zachowania królewny,
Adela na pożegnanie przytuliła się do Kersijany, mówiąc - żegnaj ciociu, mama mówiła że zanim wszystko załatwimy, kilka dni może potrwać...
-
Catherine
Zażenowała się na jej słowa i po raz kolejny westchnęła mówiąc zirytowanym głosem - Tak,tak,oczywiście siostrzyczko.... - jednak zaraz spoważniała,utuliła mocno ją i Lothiriel,obydwu składając całusy na policzkach - Uważajcie na siebie.... - odsunęła się ledwo powstrzymując narastające wzruszenie i odpowiedziała Kersijanie by czymś zająć myśli - Tak,znam je jak własną kieszeń,ale jakoś wątpię by Ealdred mnie polubił,dziwny to człek....