-
W kaplicy:
Agnes z Boemundem rozmawiali chwilę coś po francusku. Rycerz po tym wyszedł, a jego ukochana podeszła do księdza, zapewne by zająć się ślubnymi formalnościami.
Adriano:
Zapewne... Ehhh gdzie ta Aurora, potem hrabia będzie mi marudzil, żem zabawił za długo na mieście z jego córką.
-
Charles de Tournemire
Kapłan wziął pióro i uzupełnił wszystko co potrzeba, po czym zwinął pergamin i wręczył go rycerzowi - No to tyle, proszę...
-
Spytko po polsku:
Oddał pergamin żonie. Pilnuj go Kochana jak oka w głowie. Nie wiada jak losy bliskiej bitwy się rozstrzygną, a to pismo, jeśli fortuna przeciw krześcijanom się obróci, dowód stanowić będzie iżeś wdową, a dzieci nasze ślubne.
-
Katarina(polski)
A żeś teraz palnął. Przecie błogosławił nam sam patriarcha skoro Cię ze ślubu zwolnił. Do tego w Ziemi Świętej. Głupstw nie gadaj....
Ale Wzięła zwitek do rąk....
łacina
Dziki Ci Ojcze żeś nam ślubu udzielił...Uśmiechnęła się szczerze do księdza....
Wam Panie i Pani szczęścia życzę i za życzenie jeszcze raz dziękować chciałam. Niech dobry Bóg błogosławi... Nam..... powiedziała po lekkiej pauzie.
-
Spytko po polsku:
Możem i palnął, alem martwię się zarówno o naszą jak i o Twoją przyszłość, gdyby się mi coś stało. Obiecałem Ci coś i obietnic chcę wszystkich dotrzymać. Rzecz jasna wcale nie mam zamiaru z ramion świeżo poślubionej żony pchać się prosto w objęcia kostuchy.
-
Katarina
Nie mów tak... moja miłość do Ciebie Cię uchroni.. I może i..... Położyła swe dłonie na swoim brzuchu... Jeśli Bóg łaskaw będzie to i nasz syn... Jej głos był pełen nadziei.
Techniczny
Czy MG robił jakieś losowania czy Kasia przy nadziei jest? :P
-
Spytko po łacinie:
I jam do podziękowań i życzeń żony się przyłączam. Niech Bóg błogosławi nam wszystkim, amen.
-
Katarina
Amen. zawtórowała mężowi.
-
W kaplicy:
Amen - także zawtórowała Agnes, delikatnie kłaniając się Katarinie i Spytkowi. Po tym przeszła na francuski, mówiąc do księdza - co mam uczynić, by formalnościom stało się zadość? Wypisałeś akt, ojcze?
Robert:
Doniosłeś Charlotte do jej komnaty, nie spotkaliście po drodze pachołków. Nie chcę żadnego medyka, on wie kiedy ma do mnie przyjść, by podać mi lekarstwa. Mam prośbę... W mej skrzyni jest Biblia, daj mi ją...
Bertrand:
Znów doprowadziłeś Aurorę do rozkoszy, długo to nie zajęło... Wzdychając, jęcząc i wijąc się z rozkoszy, dała Ci znać że jej się baardzo podoba... Po tym spoczęła znów na łożu, trzymając dłoń na kobiecości.
-
Robert
Oczywiście kochana,jak sobie życzysz, ale chciał bym żeby jeszcze dziś podał Ci przepis naszych znajomych z północy... - powiedział układając ją wygodnie na łożu a następnie zgodnie z zaleceniami sięgając po biblię