-
Spytko, Katarina:
Po niedługim czasie, jesteście znów w swej komnacie, szczęśliwi z tej wspaniałej chwili, jaka zaraz nadejdzie...
Robert:
Sama nie wiem... Hiob ozdrowiał, czemu Boemund nie może? Przecież... Przecież on nie jest złym człowiekiem, a Bóg wie, że bez niego ja i Agnes sobie nie poradzimy... Czemu jest taki bezlitosny? Odwrócił się od Boga wprawdzie na jakiś czas, ale to tylko człowiek... Czemu Bóg nie odstąpi od swego zamiaru, czemu go nie uzdrowi...
Bertrand:
Panienka położyła głowę na Twych nogach i przymknęła oczy, dłonią gładząc Cię delikatnie po kolanie...
-
Robert
Nie wiem moja miła,nikt nie wie.....Nigdy nie zrozumiemy jego wyroków, mi też odebrał kogoś bliskiego,anioła bez skazy.... - tu zacisnął dłonie w pięści a łzy spłynęły po jego policzkach,po chwili uspokoił się i dodał - I wiem że bez niego będzie Wam ciężko....,dlatego właśnie chcę wrócić z bitwy i się Wami zaopiekować,zapewne nigdy Wam go w pełni nie zastąpię ale pragnę chociaż spróbować....
-
Robert:
Charlotte przytuliła się mocno też roniąc kilka łez. Po chwili do drzwi rozległo się pukanie.
-
Robert
Kocham Cię Charlotte - wyszeptał odwzajemniając uścisk,gdy rozległo się pukanie nie wypuszczając ukochanej z objęć powiedział - Proszę!
-
Bertrand
Pogłaskał Aurorę po włosach, nachylił się także i złożył pocałunek na jej policzku.
-
Robert:
Do komnaty wszedł Boemund, dźwięk jego kroków jest dość złowrogi, powolny i ciężki, ale zarazem zdecydowany, stawiany kolczymi butami z ostrogami. Jedną rękę ma opartą na rękojeści niewydobytego miecza, spojrzał na was oboje przez chwilę stojąc, jak zwykle w dumnej postawie. Ale zdawało się, że już coraz mniej siły trzyma go na nogach. Podszedł zaraz do łoża i uklęknął, chwytając dłoń swej siostry. Czemu się lękałaś, obiecałem... Rzekł. Panienka nie może wydusić z siebie żadnego słowa.
Bertrand:
Zmęczona Aurora zamruczała tylko, a po chwili zasnęła...
-
Robert
Mówiłem Ci,że przyjdzie - powiedział do lubej czule całując ją w policzek, po czym zapytał - Chcecie pobyć sami?
-
Robert:
Nie, zostań... Odparł Boemund, po czym usiadł na łożu i spostrzegł Biblię otwartą na stronicach z przypowieści o Hiobie. Tyle razy ci mówiłem, przestań robić sobie nadzieje Charlotte, tyle razy. Powiedział denerwując się i zamykając księgę, ale za chwilę pogłaskał siostrę po dłoni. Robercie, będziesz gotowy służyć królowi Francji, jak ja niegdyś? Zapytał Normana.
-
Bertrand
Choć nie miał sercia jej budzić, potrząsnął lekko za jej ramię i rzekł spokojnie Nie zasypiaj teraz panienko, w cytadeli się wyśpisz...
-
Robert
Oczywiście Panie,ze wszystkich sił jestem gotów służyć memu suwerenowi ktokolwiek by nim nie był.... - odpowiedział mu wpatrując się w niego z zaciekawieniem lekko przy tym głaszcząc Charlotte po ramieniu - Mogłem się spodziewać że Charlotte i Agnes kiedyś zechcą do Francji powrócić ale nie sądziłem że tak szybko, no i co ma na myśli o tamtejszym królu mówiąc? Ziemię mi chce darować......?