Rana mi jeszcze od czasu do czasu dokucza, nie wiem czy dożyję naszego ślubu. odpowiedział chrapliwym ale też i pełnym boleści głosem.
Wersja do druku
Rana mi jeszcze od czasu do czasu dokucza, nie wiem czy dożyję naszego ślubu. odpowiedział chrapliwym ale też i pełnym boleści głosem.
Anna de Loiret
Przestań, przestań Alessio dożyjesz na pewno, musisz... Dla mnie... Rzekła przytulając go mocno, bacząc jednak by rany nie urazić.
Objął Ją jedną ręką, drugą nadal trzymając się za ranę. Anna przytuliwszy się do Ukochanego czuje wyraźnie swym ciałem Jego wyprężoną męskość.
Anna de Loiret
Postanowiła to przeczekać, absolutnie nic nie robiąc poza tuleniem go do siebie...
Zajęło to dłuższą chwilę, tym bardziej, że i Alessio się nie poruszył, chyba by Jej nie przestraszyć. Ubiorę się i zaczekam tutaj aż ten Gruby Gui przybędzie. W moim stanie schodzenie i wchodzenie po tych drabinkach nie jest najlepszym pomysłem wyszeptał w końcu gdy już się uspokoił.
Anna de Loiret
Dobrze najmilejszy, spróbuj zasnąć... Ja już muszę iść, nie chcę by ojciec się dowiedział, że byłam tu z tobą tak długo... Żegnaj, kocham cię, pamiętaj o tym zawsze...
Pocałowała go w usta na odchodne i udała się do elfek.
Gdy dotarła do nich podeszła najpierw do Liothannei i usiadła na jej hamaku. Gdy zobaczyła, że śpi, położyła jej tylko dłoń delikatnie na policzku i rzekła cicho - twa mądrość ogromna a rady bezcenne... Tyle ci zawdzięczam... Śpij dobrze...
Liothannea miała dość delikatny sen, bo obudziła się pod wpływem dotknięcia dłonią. Nic jednak nie odpowiedziała, tylko się uśmiechnęła. Jest wczesna noc, słychać szelest spadających na liście drzew kropli deszczu. Dopiero co zaczęło padać.
Anna de Loiret
Pogładziła swą przyjaciółkę jeszcze delikatnie po włosach i wstała, udając się do swej siostry, obejmując ją oraz próbując zasnąć...
Anna obudziła Arathenę pakując się leśnej elfce do Jej hamaka.
Arathena
Wydawało jej się, że jest gdzieś na jakimś pustkowiu... Sama.... Nie wiedziała jak tam się znalazła i co tam robiła, ale wiedziała że musi się ruszyć... Ciężko jej było się poruszać. Tak jakby jej nogi były związane albo ktoś w jej kości nasypał piachu... Ledwo powłóczyła nimi... Coś kazało jej jednak brnąc dalej...i dalej.... ale gdzie? Zmęczenie i apatia ogarniały ja coraz mocniej gdy poczuła w ramionach i na twarzy, a właściwie na całym ciele przeraźliwy chłód... Chłód przenikał ją całą i czuła go w każdej cząstce swego ciała. Powoli, tak jakby ostatki silnej woli, które kazały jej robić krok za krokiem posuwała się na przód... Nie wiedziała ile czasu jej to zajęło, ale nagle ogarnęła ją ciemność... Myśli się wyłączyły i znalazła się w nicości... Nie było nic i nikogo... Trwało to bardzo długo, gdy poczuła Przyjemne ciepło. Wpierw dłonie i stopy... Powoli wracało do nich krążenie krwi, które rozlewały to ciepło po całym ciele...
Otwarła oczy... Zobaczyła swoją izbę i nagle poczuła Anie koło siebie...To chyba jej objęcie ją tak ogrzały... Jakim cudem ona tu się zmieściła? pomyślała... Mam nadzieję że ten hamak się nie zerwie.....
Pocałowała Siostrzyczkę w czoło i poprawiłą się by również i ją objąć.