-
Kersijana
Położyła głowę na rancie bali dając się masować... Masz bardzo delikatne ręce... Uwielbiam gdy mnie dotykasz. Powiedziała zamykając oczy. Swe ręce przewiesiła przez balię i leżała odprężając się. Byłeś tu już kiedyś... Opowiedz mi o tym miejscu.
-
Kersijana:
Czasem tu bywałem, owszem. Laria to miasto na pograniczu, strzeże sarleońskich ziem od stron naszych lasów i stepów Jatu. Tutejsi jeźdźcy walczą na modłę koczowników, sprowadzają rumaki z D'Sharu i krzyżują je z sarleońskimi, tworząc rasę szybką oraz silną. Zakon Stanowczego Wezwania zrzesza tutejszych rycerzy, którzy zamienili kopie na łuki by lepiej stawiać czoła szybkim Jatu. Ogólnie Laria opływa w dobrobyt, a większość mieszkańców dobrze obchodzi się z orężem, bo koczownicy często zapuszczają się w pobliże murów.
-
Kersijana
Ziewnęła... Oj wybacz mój miły... Przy Twych dłoniach tak mi dobrze, że odpływać zaczęłam...Kersi powoli wstawała coby wyjść z bali. Muszę odnaleźć księżną... Ciekawa jestem czy królowa już się wypindraczyła.
-
Kersijana:
Elrohir wyszedł sam z balii i pomógł Tobie, chwytając Cię za dłoń. Zaczął Cię po tym wycierać ręcznikiem, pytając - mam tylko nadzieję, Kersi, że będziesz uważać? Nie chciałbym, by ta księżna cię zwiodła...
-
Kersijana
Uff... też mam taką nadzieję. Ale nie przejmuj się,,, Ufasz mi, prawda? Kersi odwróciła się w jego stronę i spojrzała mu w oczy.
-
Kersijana:
Ufam, ale martwi mnie reputacja księżnej - odparł rycerz, kładąc dłoń na Twym policzku. Zatem chodźmy, do zamku udajemy się razem, potem dopiero się rozdzielimy.
-
Kersijana
Poprawiła swoje ubranie. Płaszcz założyła na tę stronę w której wyglądała wytworniej. Zależało jej na tym by zrobić dobre pierwsze wrażenie. Wiedziała, że tak jak Cię widzą tok Cię piszą.... Jak wyglądam najdroższy? chwyciła spodnią część spódnicy i zrobiła kółko w okół własnej osi... śmiejąc się kokieteryjnie....
-
Kersijana:
Urodą naszej królowej nie ustępujesz, jesteś równie śliczna i okazała co ona - odparł Elrohir szczerym głosem, chwytając Cię za dłoń.
-
Kersijana
Pochlebca...klepnęła go w pierś uśmiechając się usatysfakcjonowana i pozwoliła się poprowadzić za rękę do zamku
-
A więc udaliście się w swoją stronę, po czułym i wzruszającym pożegnaniu matki ze swymi córkami. Kersijana z królową, Elrohirem i Betty ruszyła o zamku, po drodze jeszcze wstępując do krawcowej po nową suknię dla królewny. Po tym znaleźli się na dziedzińcu lariańskiego zamku... Dostrzegli po tym, jak pewna bogato ubrana, ciemnowłosa, 40-letnia kobieta dosiada konia, a jeden ze sług przytrzymuje jej strzemię. Owa kobieta jest całkiem ładna, zwłaszcza jak na swój wiek. To księżna, idź do niej - szepnęła Lothiriel Kersijanie.
Catherine zaś ruszyła z Adelą, Margaret i Tristanem do siedziby zakonu Stanowczego Wezwania. Oczywiście miała miejsce mała sprzeczka dotycząca założenia przez małą butów, ta jednak po pewnym czasie uległa. W czasie drogi przez miasto, wciąż siedzi wielce obrażona na koniu siostry...