-
Edward
O, nie odezwał się, pewno już czyści wyciorem lufę potajemnie, by oddać salwę jak wejdę. Zaraz ci pokażę gnido zawszona, jak sobie radzi Edward Szalony w takich sytuacjach buahahaha. Podszedł do namiotu i przeciął materiał, po czym wskoczył do wnętrza wykrzykując - no dawaj kuśkę sodomito aaarghhh!!!
-
Edward:
Nikogo tam nie było. Ten namiot był pusty. Zorientowałeś się również, że za Tobą stoi stare, polowe łóżko, a przed Tobą jakiś kufer. Nic konkretnego tak poza tym.
-
Edward
Nie ma sodomity, pewno polazł do owiec. Powiedział chowając kordelas, kierując następnie swój pożądliwy czegokolwiek przydatnego wzrok na kufer... Robiąc kurze łapki, uklęknął przed nim i spróbował otworzyć.
-
Arto
Ciekawe na kogo czekacie? poszukał jakiegoś zacienionego miejsca i postanowił trochę poczekać... Korzysta z tego, że zazwyczaj w portach są jakieś pakunki, beczki, worki, skrzynie...
Gdy znajdzie takie miejsce... Coś mi mówi że działo te nie jest tu przypadkiem...
-
Vito
Padam z nóg... Zjem coś i kładę się, co dziś dobrego na obiad przygotowałaś, mamo?
-
Edward:
O dziwo była ona otwarta. Nie widzisz tam niestety zbyt wiele, a jedynie stary, zardzewiały topór, dwie stare pochodnie oraz jakiś magiczny zwój. Nie widzisz czemu on służy, ponieważ jest tu dla Ciebie zbyt ciemno.
Falmir:
I co? Jakiś bimberek znaleźliście może? - spytał z nutką ciekawości.
Vito:
Rosół, Vito - zaczęła wlewać Ci ciepły rosół, pełen marchwi, mięsa i innych warzyw i postawiła ci go na stole. Od razu przy tym podała ci łyżkę cobyś zjadł - A jak tam bycie strażnikiem Ci idzie? Pan Wulfgar jest zadowolony?
-
Falmir:
Owszem. Proszę. Podał Rogerowi Wydaje mi się, że to jakaś nielegalna bimbrownia.
-
Vito
Dziękuję. Rzekł przysuwając sobie miskę i zaczynając spożywać. W międzyczasie począł także mówić Chyba wszystko, w porządku, póki co nie miał do mnie jeszcze żadnych zastrzeżeń. Nawet podoba mi się ta praca, a sami wiecie że trudno takie słowa z moich ust usłyszeć. Pyszna zupa mamo.
-
Edward
Rzyć, kuś, dziurka, jak zwykle dziadostwo samo ehhh... Wziął pochodnię i wbił ją w ziemię, po czym poszedł poszukać dwóch kamieni, by rozpalić ognisko.
-
Edward:
Wychodzisz na zewnątrz. Szukasz po omacku kamieni, wszak niewiele widzisz w tej ciemności. Nie natrafiasz jak na razie na kamienie, ale natrafiłeś na starą, spaloną chatę, oraz zauważyłeś latarnię morską znajdującą się na szczycie klifu. Najprawdopodobniej do tego płynąłeś, gdy okręt miał zaraz przyrżnąć w skały...
Vito:
Naprawdę? - powiedziała z lekkim zaskoczeniem, po czym dodała - No nic synku, cieszę się, że ci smakuje. Ja też kładę się już spać, bo jutro kolejny dzień nastaje...
Twoi rodzicie powoli zaczęli szykować się do spania. Twoja siostra zaś podeszła do Ciebie i spytała się Ciebie po cichu z lekkim uśmiechem - Jak jutro stoisz z pracą, co?
Falmir:
Roger otworzył butelkę i wziął sobie łyka, po czym nieco zniecierpliwiony odparł - No ba... Ale konkrety. Co tam jest dokładnie? Dużo tego bimbru? Aparatury jakieś czy coś?
Arto:
Udało Ci się znaleźć jakieś skrzynie pomiędzy magazynem i chatą kartografa, coby Cię skutecznie osłaniały. Przez dłuższy czas nic się nie dzieje, aż w końcu jeden z żołnierzy przybywa do działowych i oznajmia im, iż piraci zagnali kupców do miasta, więc nie muszą się niczym martwić. Dla pewności zostawią oni działa przy składowisku wojskowym, niedaleko handlarza rybami.
Techniczny:
Vito startuje jutro od rana z patrolami i strażą. Dokładnie to dzielnica mistrzów, plac świątynny i zmienia wartę na bramie wschodniej. Rhen natomiast rynek, koszary, a potem południową bramę.