-
Kersijana:
A więc będę mówiła do ciebie Kersi, jeśli pozwolisz. Ja mam na imię Anna - odrzekła księżna i ruszyła kłusem naprzód. Piękny rumak, marszałek zakonu Stanowczego Wezwania Ealdred, ponoć ostatnimi czasy poszukuje noldorskich koni... By udoskonalić naszą lariańską rasę. Po niewypale z demonicznym rumakiem, dziwię mu się, że jeszcze nie zrezygnował.
-
Kersijana
Będzie mi niezmiernie miło -Anno... Kersi wiedziała, że mówiąc na "Ty" do księżnej może balansować na linie. Jednak Księżna nazwała ją zdrobniale a elfka zaznaczyła przedstawiając się, że tak do niej mówią osoby z którymi jest blisko...
Mirilian Lassi- Lśniący Liść, mój wierny druh i mój przyjaciel nie dosiądzie innej klaczy jak nordolska... Ne żebym Anno uważała się za lepszą od Ludzi, ale wytłumacz to koniowi... No chyba że ów Ealdred będzie na tyle szalony by osobiście spróbował wytrząsnąć nasienie z rumaka... Kersi zaśmiała się na swój żart obserwując uważnie księżną...
-
Kersijana:
Księżna również się zaśmiała, wygląda na sympatyczną. Żebyś się nie zdziwiła, chociaż jak go znam to kogoś innego do tego zatrudni. Jeden śmiałek w czasie poskramiania demonicznego konia skończył z... Wiesz czym, w gardle. Udusił się. Jak wyjedziemy z miasta, to przyspieszymy do galopu a potem do cwału, tutaj uważajmy.
Ludzie ustępują wam wprawdzie widząc księżną, a wielu nawet pochyla głowy, ale rzeczywiście lepiej zachować ostrożnośc.
-
Kersijana
Że co? Kersi w pierwszej chwili zdziwiła się zaskoczona... Mówisz, że ogier go.... Wsadził mu kuś do gardła? Kersi zakryła usta ręką by nie wybuchnąć śmiechem.
A myślałam że bojowe rumaki hoduje a wyszło niezłe ziółko... hi hi hi.... Ruszyła w tempie księżnej chichrając się jeszcze chwilę...
-
Kersijana:
Bo to istotnie był bojowy rumak, ale z charakterem takim, że rycerze ochrzcili go mianem "Pałogrzmot" - odparła Anna i zachichotała. Wyjechałyście za mury miasta, ale nie tam, skąd przybyliście z lasów uprzednio, tylko przez drugą bramę. Znaleźliście się na drodze wiodącej wgłąb Sarleonu, a dostrzegacie przed sobą duże, piękne, zielone równiny na których znajdują się nieliczne drzewa. Wieje dość silny, ale przyjemny w czasie jazdy wiatr, rozwiewający wasze bujne włosy. To co, mały wyścig a potem odpoczynek przy strumyku? Choć nie mam szans z noldorskim wierzchowcem - zasugerowała Anna z uśmiechem.
-
Kersijana
Nie Ty nie masz szans a Twój koń... Ale jak chcesz to możemy się zamienić... On nie zrobi Ci krzywdy.... Zobaczysz co to znaczy mieć prawdziwego ogiera pod sobą... Kersi uśmiechnęła się do Anny...
-
Kersijana:
Oj, prawdziwego konia, wierz mi że dosiadałam - odparła księżna z kokieteryjnym uśmiechem, mrugając Ci okiem. A zatem zamieńmy się - zeskoczyła ze swego rumaka i położyła dłoń na szyi Mirillia Lassi, sprawdzając jego reakcję.
-
Kersijana
Ogier popatrzył przez chwilę na Kersi, potem na Annę... Przyłożył nozdrza do jej piersi i wciągnął powietrze.... wydmuchując je Anna musiała wyczuć jego ciepły oddech.. Zaparskał przyjaźnie gładząc ją łbem po ręce... Jego mięśnie nóg napinały się jakby nie mógł doczekać się by wskoczyła na niego... By się przekonała czy faktycznie miała kiedyś prawdziwego ogiera....
Kersijana
A mówisz o tym.... No nie dziwię się... Twoja uroda jest tak doskonała, że to by było niemożliwe by się żaden nie oglądał... Kersi podała jej dłoń pomagając wsiąść na rumaka..... Gdy księżna wkładała nogę w strzemię połozyła jej drugą rękę w okolicach pupy by pomóc jej w odpowiednim momencie dosiąść konia.
-
Kersijana:
Nie przesadzaj, 20 lat temu można by tak powiedzieć, ale teraz... Mimo to dziękuję ci - odparła księżna z uśmiechem, wsiadając na konia z Twą pomocą. Bardzo wygodnie na nim... Podzieliła się na razie swym pierwszym wrażeniem.
-
Catherine
Uniosła brew ze zdziwienia i nieomal nie zaczęła się chichrać na widok dwóch trzęsących się jak osika dryblasów....Opanowała się jednak i powiedziała najbardziej dumnym głosem jakim potrafiła - Mamy sprawę do marszałka Waszego zakonu,Ealdreda Srogiego....