-
Catherine:
Dobrze, przedyskutujemy to przy obiedzie, zaraz każę coś przyrządzić i zanieść do mej prywatnej komnaty, gdzie porozmawiamy. Medyka dla tego rycerza! Wrzasnął Ealdred, a po chwili przybiegł człowiek w fartuchu z dwoma pacholikami. Zdjęli ostrożnie Tristana z siodła i ułożyli na noszach.
-
Catherine
Dziękuję panie - odparła po raz pierwszy się do niego uśmiechając,już miała wrócić do swej klaczy i reszty towarzyszy kiedy odwróciła się i znów zagaiła - Jest jeszcze jedna sprawa....,moja mała siostra nie cierpi chodzić w butach,nie będziesz miał panie nic przeciwko by je zdjęła i poruszała się po zamku boso?
-
Catherine:
Ealdred zaśmiał się i odparł - nie, moja Rita też często tak chodzi, nie mam nic przeciwko. Adela ucieszona przytuliła się do Ciebie mocno obejmując za szyję. Dziękuję że pomyślałaś o mnie siostrzyczko...
-
Catherine
Skinęła mu w podzięce głową z uśmiechem i wzięła siostrę na ręce mówiąc - Jakże mogła bym o Tobie zapomnieć?Obiecałam Ci coś,prawda? - i zetknęła się z nią nosami po prostu ciesząc się jej bliskością i tym że wbrew obawom dość łatwo jej poszło.... - Chyba nigdy nie zrozumiem tego człowieka,warknął na mnie a zaraz momentalnie....polubił? No nic,dziwne to,ważne że najtrudniejsze za nami hihi
-
Catherine:
Adela mruknęła również ciesząc się z bliskości. Idziemy odwiedzić jeszcze twojego rycerza? Mam nadzieję, że nic mu nie jest... Rzekła niegłośno, a Margaret zdjęła dziewczynce buty i obie się do siebie uśmiechnęły.
-
Catherine
To nie mój rycerz ale możemy się przejść żeby jakoś zająć sobie czas.... - odparła odwzajemniając ich uśmiechy,nie miała za złe Margo że nie chciała go dotykać i mu pomóc,nie mieściło jej się w głowie kastrowanie mężczyzn ale i rozumiała to że się ich szczerze brzydziła....- Tak już ją po prostu wychowano,nie będę nią gardziła tylko dlatego bo pochodzi z kraju z dziwnymi obyczajami....
-
Catherine:
Oj tam, jeszcze nie twój - odparła Adela przekomarzająco. Po chwili dotarłyście do niewielkiej sali, gdzie zaniesiono Tristana. Musiałyście trochę poczekać, nim was dopuszczono do niego po skończonym opatrywaniu jego rany. Rycerz leży w samych spodniach i butach na łożu, z obandażowanym ramieniem. Drzazga jest już usunięta. Spojrzał na Ciebie i rzekł cicho, z wyraźnym bólem - dobrze cię widzieć, moja pani...
-
Kersijana
Popatrzyła na nią zdziwiona... Dwadzieścia lat temu to byłaś dziecięciem...Uśmiechnęła się gdy księżna powiedziała o wygodzie na koniu. Gdy będziemy cwałować daj mu się samemu prowadzić. wtedy poczujesz co to jest wolność i.... To jest lepsze niż najbardziej wyrafinowany seks... zresztą zaraz sama się przekonasz. Kersi pogłaskała rumaka księżnej i wsiadła na niego.
-
Catherine
Cśś,nie mów nic,tylko leż i wypoczywaj....Nie masz Ty szczęścia mości Tristanie.... - skomentowała jego stan,a dodatkowo mając w pamięci to jak się dostał do niewoli i jak go w niej traktowano,westchnęła ciężko i dodała - Napijesz się wody?
-
Kersijana:
Anna roześmiała się na Twe porównanie i skinęła Ci głową. Ruszyłyście po tym obie cwałem przed siebie. Księżna puściła wodze, zamknęła oczy i zawierzyła całkowicie Twemu rumakowi, który ją dostojnie i z gracją poniósł... Zaczęła Cię sporo wyprzedzać, choć ku Twemu zdziwieniu jej lariański rumak również jest bardzo szybki.
Catherine:
Chętnie, miła panno... Odparł Tristan, patrząc na Ciebie cały czas.