-
Katarina
Z trwogą patrzyła na hufiec. Trwoga ale i zarazem duma. Ci wspaniali rycerze oddać chcieli w ofierze swoje życie dla idei i wiary. Wiary w Jedynego Boga i jedyną świętość. Dla wszystkich słabych i biednych ludzi... Dla następnych pokoleń...
Spotkała tylu wspaniałych ludzi... Boemunda, Bertranda... Robert równie dumny i rycerski jak i Pan konstabl... Miłość do Charlotty otaczała go wręcz jakąś aurą, a mimo to wsiadł na konia i stanął ramię w ramię z najlepszymi. Adriano również niczym nie ujmował w szeregu. Nie znała go dobrze, ale wiedziała, że gdyby nie pewne perypetie to i on by okazał jej rycerskość.
Gdzieś tam Pan Tomasz, Lazaryta - oddany zakonowi zapewne tez jest. Sir George dawno temu gdzieś odjechał. Miała nadzieję że jeszcze ujrzy tego rycerza.
Rozglądała się za kapłanem, ale nigdzie go nie dostrzegła. Znając go, pewnie modlił się gdzieś za wszystkich, którzy właśnie w tej chwili ruszali.
Szukała wzrokiem Męża.... Od pierwszej chwili gdy tylko go ujrzała jak wjechał przez bramę zakonną wiedziała, że to On jest jej miłością.
Daj Boże im siłę i łaskę by poświęcenie, które właśnie Ci ofiarują nie poszło na marne..
-
Spytko po łacinie:
Jerozolima! Jerozolima! Jerozolima! przyłączył się do okrzyków po czym wyrwało się mu bezwiednie gdzie nadobna czeka mnie Katarina! Położył lewą dłoń na rubinie i z uśmiechem na swym licu ruszył wraz z innymi.
-
Charles de Tournemire
Kapłan ruszając za swoim zakonem przeżegnał się i po cichu powiedział - Dopomóż nam, Panie... I wybacz mi za wszystkie moje winy, które popełniłem w swym życiu - po czym dołączył do śpiewu. Zastanawiał się czy w ogóle wróci żywy z tej bitwy, czy Bóg zechce go w ten dzień wezwać przed swoje oblicze. Czuł zdenerwowanie i strach z jednej strony, lecz z drugiej obecność tych wszystkich rycerzy, pieśń i złoty krzyż dodawały mu jakiegoś pocieszenia... oraz to, że jego życie nie skończy się tu na ziemi, a być może osiągnie życie wieczne w Niebie... Tak jak nauczał Jezus Chrystus, tak nie powinien przywiązywać się do swojego życia na tym świecie...
-
Katarina
Katarina rozglądała się czy gdzieś nie zauważy Agnes. Gdy ją widzi podchodzi do niej. Gdzieś chyba usłyszała swoje imię, Ale okrzyki Jerozolima, Jerozolima, większości rycerzy i zebranych na dziedzińcu były tak głośne że nie była pewna...
-
Katarina po chwili odnalazła Agnes, tulącą do siebie załamaną i płaczącą Charlotte. Pani de Montmirail z trudem panuje nad emocjami, widać to po jej obliczu. Kobieta nic nie powiedziała do Polki, ale spojrzała na nią uśmiechając się lekko.
-
Katarina
Zmusiła się do lekkiego uśmiechu, ale nie dlatego ze nie cieszyła się z widoku obu kobiet. Sytuacja była zbyt doniosła i poważna.
Los kobiet okrutniejszy jest. Gdy ich mężowie walczyć idą to my trwożymy się o nich. Płakać nam pozostaje choć lepiej by łez naszych nie widzieli....Stanęła koło Charlotte wiedząc że choroba jeszcze potęguje jej i tak złamane serce.
-
Katarina:
Tak... Czasem jednak mamy ochotę wziąć sprawy w swoje ręce nie bacząc na to, co inni o nas pomyślą... Prawda? Odpowiedziała Agnes.
-
Katarina
Jej oczy nagle zrobiły się wielkie.... Pan konstabl wspominał mi, ze rozmawialiście o mnie... Czy masz na myśli?... Mężczyźni chcą dla nas jak najlepiej, ale oni nie wiedzą co tak naprawdę my chcemy by się dobrze czuć... myślę że powinnością żony i kobiety jest to byśmy były u boku męża.
Mój koń gotów by wyruszyć choćby i teraz. Nie wiem jak Wy panie, ale ja nie mogę stać bezczynnie i zamartwiać się tu. Wolę zginąć na polu niżli czekać aż wrócą z wojny.
-
Katarina:
Jadą powoli, jeszcze ich złapiemy... Elisabeth! Krzyknęła, a po chwili pani z Wayren podbiegła do was. Obydwie kobiety zamieniły ze sobą parę zdań po francusku, a także z Charlotte. Panienka wygląda na całkowicie załamaną, ale jakieś zapewne czułe słowa i pocałunek Agnes ją uspokoiły. Zaraz też Elisabeth wzięła siostrę konstabla i zaczęła prowadzić na bok. Katarino, jedziemy do cytadeli, bierz mnie na swego konia, pojedziemy do cytadeli, mam pomysł jak zrobić by nas nie rozpoznali - rzekła Agnes.
-
Katarina
Jak każesz Pani...
Dosiadła Ognistej i podając rękę pomogła wsiąść Agnes... Spieszyć musimy się... Charlotte Wypatruj nas z mężami... dodała cicho już.....z tarczą albo na tarczy....