-
Katarina:
Obydwie pognałyście do cytadeli cwałem. Po chwili tam dotarłyście, a Agnes zeskoczyła z konia i podbiegła do zbrojowni, a stojącemu na straży wartownikowi wręczyła mieszek ze słowami - nic nie widziałeś, a co wyniosę to oddam, przysięgam. Katarino, chodź! Wbiegła do wnętrza.
-
Katarina
Katarina gdy weszły już do środka uchyliła trochę drzwi tak by tylko wystawić za nie głowę.. Tak, tak, nas tu wcale nie było..powiedziała do wartownika... A i najlepiej jak byś w ogóle o nas zapomniał...dodała już zamykając.... A... a najlepiej to,że nas nigdy nie widziałeś... wyszczebiotała szybko...uchylając jeszcze raz drzwi.
-
Katarina:
Dobrze pani, dobrze, nie znam was! Odrzekł wartownik. Gdy znalazłyście się obydwie z zbrojowni, Agnes wzięła długą normańską kolczugę i zaczęła ją zakładać. Pomóż mi, zaraz dla ciebie coś znajdziemy.
-
Katarina
Dotykając Agnes gdy jej pomagała się ubierać... Ale ma ciało... ufff...
Oby tylko ruchów nie krępowała ta kolczuga. Ja w łuku obyta jestem a nie w szermierce... Wprawdzie żywego człowieka jeszcze żem nigdy nie ubiła i mam nadzieję że nigdy nie będę musiała.... Ale jeśli potrzeba taka najdzie to nie zawaham się... Gadała by odwrócić swoją uwagę od ciała Agnes...
-
Katarina:
Po chwili Agnes przywdziała kolczugę z Twoją pomocą. Zaraz też wzięła inną kolczugę z kolczym czepcem, dość lekką i niedługą, oraz pomogła Ci ją zakładać. Ta będzie zatem dla ciebie dobra, na głowę założysz czepiec, jakiś hełm z nosalem co głęboko na głowę opada i cię nie poznają.
-
Katarina
Ubrawszy się w kolczugę przy pomocy Agnes. Nasze konie. Mój jak widziałam może się odróżniać. Arabka jeszcze nie jest przywykła do mnie zupełnie i ino Spytko ja rozpoznać może... Ale Wasz Pani nie jest nieznany.... Amalryka każdy w Jerozolimie zna.. Pewnie i Waszego znają....
-
Katarina:
Wiem, dlatego jak możesz osiodłaj go, jest tu w stajni obok, a ja pobiegnę do swojej komnaty po kropierz, mam dwa, mogę wziąć dla twojej arabki też - Agnes położyła Ci dłoń na ramieniu na chwilę i od razu wybiegła ze zbrojowni, uprzednio jeszcze zakładając hełm garnczkowy.
-
Katarina
Tak zróbmy... Niech mężowie spokojni będą...
Pani,,, zawołała jeszcze zanim Agnes wybiegła... Dziękuję Ci.....
-
Katarina:
Po chwili przybiegła znów Agnes z kropierzami, które założyłyście na wasze konie. Uzbrojone, niemożliwe praktycznie do rozpoznania przez waszych bliskich, jesteście gotowe do drogi.
-
Katarina
Mości rycerzu. ukłoniła się w kierunku Agnes... czyń honory... powiedziała dostojnie zabierając jeszcze hełm garnczkowy. w jej głosie było wyczuć zadowolenie..