-
Catherine
Zachichotała cicho już całkiem rozluźniona,mimo nieprzyjemnego pierwszego wrażenia zaczynała całkiem lubić Ealdreda i jego córkę,do tego była z siebie dumna i zadowolona że udało jej się w pełni wykonać powierzone zadanie.... - Zależy panie jakie się ma oczekiwania wobec dziewczyny,dla jednych właśnie taka niewiasta wydała by się idealna....A Ty pani masz już może jakiegoś wybranka? - zapytała z uśmiechem
-
Kersijana
Nie wiem Jak Ci to mam powiedzieć byś źle tego nie odczytała... Wraz z przyjaciółmi podróżuję od jakiegoś czasu i w końcu zawitaliśmy do tego pięknego miasta... Dostrzegłam Cię i postanowiłam powitać.. To Ty mnie zaprosiłaś na przejażdżkę. Poznawanie nowych ludzi nie jest niczym nadzwyczajnym. Nigdy nie wiemy czy nie spotkamy Przyjaciela... Kersi wsunęła dłoń w jej rękę... Wydajesz się być samotna i zagubiona.... Może to był impuls bym się pierwsza odezwała....
-
Kersijana:
Może... Nigdy nie wiemy co nam los gotuje. Anna uścisnęła Twoją rękę. Jej dłoń jest przyjemna w dotyku i ładna, choć z pewnością nie tak piękna jak za lat jej młodości. Wiesz... Męża nigdy nie kochałam, a wyszłam za niego bo byłam głupia, chciałam być księżną... I jestem, ale co mi z tego... Jedyne co, że mam wspaniałą córkę.
Catherine:
Nie mam... Ostatni, który mi się spodobał udusił się przyrodzeniem demonicznego rumaka - odparła Rita, a Ealdred aż się zakrztusił powstrzymując z trudem śmiech. No cóż... Chciałem stworzyć nową rasę koni bojowych, nie wiedziałem że będą zboczone - wyjąkał chrząkając, po chwili jednak zaczął normalnie już oddychać. Margaret zasłoniła dłonią twarz i nieco zzieleniała.
-
Catherine
Hihi,och,wybaczcie,ale zmieńmy temat,Margaret źle znosi choć by myśl o....no wiecie.... - rzekła wstając od stołu,podchodząc do przyjaciółki,obejmując ją delikatnie i mówiąc cicho - Już dobrze,myśl o czymś miłym,na przykład o swojej ojczyźnie,albo o nas,swoich przyjaciółkach....
-
Kersijana
Ja nie mam męża, ale mam wspaniałego rycerza.... Jemu oddałam serce i duszę.... Córkę powiadasz? Kersi przyłożyła swą dłoń do swego brzucha...Zamilkła na chwilę wpatrując się na tę dłoń w zadumie i zamyśleniu... Ja nie mam...i nie wiem czy kiedyś będę miała.
Po dłuższym zamyśleniu robiąc powoli parę kroków odezwała się
Nie kochałaś a wyszłaś za mąż... Odważne wyznanie do nieznajomej Ci osoby....
-
Catherine:
A, bo ona z Veccavii... Domyśliła się Rita uśmiechając się do Margaret. Gwardzistka po chwili się uspokoiła a jej twarz przybrała normalne barwy. Już lepiej, dziękuję kochanie - szepnęła do Ciebie. Ealdred zaś szepnął do Adeli coś i oboje się roześmiali głośno.
Kersijana:
Tak nieznajomej... Ale miła jesteś bardzo i czuję jakbyś była moją dobrą przyjaciółką, nie wiem czemu... Usiądziemy nad rzeczką? Spytała księżna opierając głowę o Twe ramię. Skoro masz wspaniałego rycerza to się raduj... Szepnęła jeszcze.
-
Catherine
Tak z Veccavii....Nie ma za co moja droga.... - odparła i ucałowała ją czule w policzek,po czym zajęła z powrotem miejsce obok siostry i zapytała z uśmiechem - Czy powinnyśmy o czymś wiedzieć?
-
Kersijana
Uśmiechnęła się skromnie na słowa księżnej...Kiwnęła z aprobatą Ani i usiadła,,,zanim jednak usiadła ściągnęła swój płaszcz i rozłożyła go jak koc...Dłonią poklepała miejsce obok siebie zapraszając ją by i ta usiadła... Popatrzyła na rąbek swojej sukienki... Wybacz że taka niechlujna jestem by w obszarpanym ubraniu paradować ale nie mam innej... bawiła się jakąś sterczącą nitką z sukienki. Jest wspaniały i taki dobry... Za nic w świecie nie wyobrażam już sobie życia bez niego... Myślisz że miłość?
-
Catherine:
A nic takiego, potem ci powiem - odparła Adela chichocząc. Odwróciła zaraz swoje krzesło w Twoją stronę i położyła Ci nogi na kolanach, przymykając oczy.
Kersijana:
Na pewno miłość, skoro to czujesz... Ważne, że jesteś z nim szczęśliwa. A co do ubrania, nie przejmuj się, normalne że tak wygląda kobieta w podróży - odparła Anna siadając i zdejmując buty.
-
Kersijana
Ale masz śliczne stopy!... Zachwyciła się nagle... Skoro Ty mi wyjawiłaś swoją tajemnicę to i ja Ci wyznam pewien sekret... Nie wiem czy to normalne ale lubię dotykać piękne stopy pięknych kobiet... Mogę Ci je umyć? Kersi zerwała się nagle i przyklękła na oba kolana kładąc jej stopy na swoich udach... Zaczerpnęła odrobinę wody i zaczęła je obmywać... Nie czekała nawet na zgodę.