-
Catherine
Oczywiście hihi,potem miałam jej wymasować stopy ale równie dobrze możemy to zrobić w czwórkę jeśli Ty i Margaret będziecie miały ochotę by się przyłączyć.... - powiedziała na odchodne i udała się w stronę drzwi bowiem niepokoiła ją Margaret sama w jednym pokoju z mężczyzną.... - Kto wie co tej wariatce do głowy strzeli....
-
Catherine:
Rita zaśmiała się cicho, a Ty dotarłaś do komnaty Ealdreda. Usłyszałaś ciekawy dialog:
- Przestań się mądrzyć, spójrz lepiej na siebie niewykastrowany łajdaku!
- Na szczęście to Laria a nie twoja chora Veccavia hehe.
- Chora!? Gdzie jest brzytwa, zaraz będziesz inaczej gadał!
- E! Uważaj damulko, bo nie pozwolę ci się tknąć, pomyśl o mojej żonie, hah! Nie ucieszy się że jej mąż stracił przyrodzenie!
- Skoro była na tyle głupia, by wiązać się z niewykastrowanym łachudrą, to niech ma!
Wreszcie zobaczyłaś na własne oczy jak się kłócą...
-
Catherine
Westchnęła ciężko - Ehh,czemu wiedziałam że tak będzie? - weszła jak burza do komnaty i stanęła między nimi tak że Margaret miała jej oblicze przed sobą,wiedziała że to ją najlepiej uspokoi i powiedziała łagodnie - Proszę,wystarczy....I tak nie dojdziecie do porozumienia a zaraz komuś stanie się niepotrzebna krzywda....Możecie zakończyć ten bezsensowny spór?
-
Catherine:
Owszem, ale i tak uważam że te jaja mu niepotrzebne - odparła Margaret, obróciła się na pięcie i wyszła z komnaty. Ealdred roześmiał się tylko, mówiąc po tym - wybacz, pani za kłótnię z twą przyjaciółką, ale sama zaczęła opowiadać o tym, że w Veccavii wszystkich kastrują.
-
Catherine
Nie szkodzi,prawdę mówiąc sama uważam to za okrutne i barbarzyńskie ale za bardzo ją kocham by jej to powiedzieć....Wiem że bym ją jedynie zraniła a i tak dalej by obstawała przy swoim.... - rzekła szeptem tak by tylko on mógł ją usłyszeć - A teraz wybacz panie,idę po nią zanim znowu zacznie się z kimś kłócić....
-
Hejcia. Nie wyrobię na 17.... bezpieczna godzina to 20.... przepraszam za klopot
-
Catherine:
Margaret czeka na Ciebie na zewnątrz komnaty, trzyma ręce skrzyżowane na piersiach i tupie nogą w podłogę.
Techniczny do Werki
Nie ma problemu, i tak wam praktycznie osobno prowadzę, więc jak nie o 17 czy 18 to o 20 się pogra bezproblemowo.
-
Catherine
Skarbie,mogę Cię o coś prosić? - podeszła do niej i delikatnie wzięła ją za ręce wpatrując się w jej oczy
-
Catherine:
Veccavianka odwzajemniła spojrzenie w oczy mówiąc miłym głosem - możesz Cathy...
-
Catherine
Pojechała byś dla mnie do nich aby je poinformować o wszystkim? Pewnie strasznie się denerwują,zwłaszcza Lothiriel....