-
Katarina
Rozglądając się dookoła czy jakiś saracen nie atakuje ich... Mości Bertrandzie, ale na Boga I Ty panie Adriano... Proszę nie wydacie nas przed Spytkiem ani Boemundem. Oni by się zaczęli o nas trwożyć i przestali by baczenie na siebie... Po co im zaprzątać jeszcze głowę.. Proszę,,, obiecajcie mi to...
Wiem,że Tak prawdziwi rycerze nie wydadzą dam w potrzebie...
Starała się to mówić tak uwodzicielskim i miłym głosem jak tylko umiała, Gdyby nie hełm który Kasia miała na sobie widziałby jej pełen wyraz twarzy i oczy które tak ślicznie się do niego w tej chwili uśmiechają. Zdawała sobie sprawę z tego ze właśnie ten hełm zakrywa jej urok, więc wlała to wszystko w głos...
-
Spytko, Robert:
Okrzyk polskiego rycerza sprawił, że wielu z saracenów atakujących broniących się w kręgu rycerzy, zaczęła nagle się przebijać wystawiając się pod ostrza. Nacierają z furią, ale wielu z nich poległo pod brzeszczotami wojowników Duncana i św. Łazarza, gdyż ogarnięci chęcią ubicia łotra, który obraził Allaha w ogóle nie baczyli na niebezpieczeństwo. Niestety, w końcu rycerze zostali odepchnięci, ulegli masie, nie poległ wprawdzie prawie żaden ale wielu wypuściło swój oręż i zostało rannych. Macie teraz przeciwko sobie około pięć dziesiątek galopujących na was saracenów, rozwścieczonych wielce, zaślepionych żądzą zemsty za tą zniewagę.
Ale droga do chorągwi europejskiej jest otwarta, tamci wykańczają ostatnich swoich przeciwników a wielu przegrupowuje się do ponownego natarcia. Co ciekawe, słyszycie pośród wrzasków bitewnych też kobiece głosy, oraz słowo wypowiedziane przez Bertranda "Agnes"... Widzicie również całą scenę, jaka się tam rozgrywa - rycerz obok okulawionego konia, obalony uprzednio na ziemię powstaje i wskakuje na jakiegoś rączego konia innego rycerza.
Adriano, Bertrand, Katarina:
Zawrzeć gęby! Dobył się kobiecy głos spod zasłony hełmu. Agnes wskoczyła na rumaka Katariny, krzycząc - łap wodze, to będzie szaleństwo jakiego jeszcze nie zaznałyśmy.
Tymczasem widzicie jak na Boemunda, Spytka, Roberta i kilku Lazarytów zmierza masa rozwścieczonych saracenów na koniach taranując walczących w kotle chrześcijan. Rycerze są już bardzo blisko z was, widać ich twarze.
-
Bertrand
A róbcie co chcecie, nie powiem nikomu że Was tu zastałem, skoro sobie tego nie życzycie... rzekł, po czym ruszył wspomóc szkocką chorągiew.
-
Spytko po polsku
Podniósł dłoń z tarczą do swej twarzy i opuścił ją wykonując ruch, jakby gładził długą brodę, po czym zakwiczał przeraźliwie niczym zarzynany wieprz. Roześmiawszy się po tym, obrócił swą klacz i runął cwałem pochylony nad jej karkiem krzycząc Pędź Trzaskawica! Pędź jakby Cię wszystkie diabły goniły! w kierunku europejskiej chorągwi, tak by przeciąć jej drogę i zaprowadzić niewiernych wprost pod ostrza chrześcijańskich rycerzy.
-
Katarina
Podając rękę Agnes, pomagając jej wskoczyć na konia.... Saraceni nie widzieli jeszcze rozeźlonych kobiet.... Widząc Spytka jak zaczyna jechać na łeb na szyję w ich kierunku odezwała się do Bertranda... Chyba nie musisz panie sie już trwożyć o słowo trzymane w tajemnicy... Mąż mój kwikiem wieprza kpi z saracenów znaczy iż dobrą zabawę z pogańskich psów ma....
-
Adriano
Chyba chce ich na nas skierować... - Do Katariny
Czeka na rozwój sytuacji jednocześnie szukając przeciwników w pobliżu.
-
Katarina
A juści... Nie trzeba mądrych ksiąg czytać by wiedzieć że rozwścieczony wróg błędy popełnia większe niżli spokojny i opanowany...
Techniczny
Jeśli jest możliwość i Saraceni są w jakiejś odległości Kasia wyciąga łuk i strzela do czasu aż któryś nie zbliży się do nich ewentualnie Aga, albo któryś z rycerzy nie będą kazali ruszyć do boju albo do ucieczki ;)
-
Robert
Wariat mi się trafił za kompana.....,obu nas zabić chce? Nie wiem co on tam wygadywał ale na pewno nic pochlebnego....- jednak zapomniał o całej tej sprawie gdy tylko usłyszał okrzyk Francuza o rzekomej Agnes a także inne kobiece głosy....- To jakiś żart?Może omamy mam,albo on je ma....,przecież nie zostawiłaby samej Charlotte....,nie zostawiła by,prawda? -pomyślał i bez dłuższego namysłu zawrócił Boemunda w stronę zasłyszanego okrzyku
-
http://luca-ferrotti-pittura.weebly....43145_orig.jpg
Już jeźdźcy saraceńcy mieli wpaść pod ostrza rycerstwa, rozgniewani przez zachowanie Spytka, gdy zagrzmiały potężne rogi wojenne muzułmańskiej armii, dające sygnał do odwrotu. Na to wiekszość ich sił zaczęła w porządku wycofywać się z walki, ale niektóre półksiężyce ich jazdy zostały rozgromione, nie licząc masy piechurów uciekających w popłochu. Z chrześcijan już tylko piechota toczy boje, hardo się trzyma, a rycerstwo ma chwilę oddechu. Znów zagrzmiały rogi, tylko tym razem jerozolimskie, po chwili też do boju ruszyły chorągwie Templariuszy zaś do reszty przyszedł rozkaz, by przegrupować się, odetchnąć chwilę oraz uderzyć ponownie.
Lazaryci oraz Szkoci, którzy wydostali się z kotła w większości żyją, ale ledwo trzymają się na nogach i zapewne nie wezmę udziału w dalszej bitwie.
Oprócz Charlesa, jesteście teraz wszyscy razem, chorągwie w których walczyliście wycofują się zgodnie z królewską wolą. Boemund jest niespokojny wyraźnie, zapewne słyszał imię swej żony...
Ha! To było dobre wystąpienie Lachu! Poczerwienieli jak buraki, saraceny przeklęte! Wykrzyczał Godwyn do Spytka, podjeżdżając do niego, widocznie widział jego wyczyny.
-
Robert
Dobra,udam że tego nie słyszałem,nie będę denerwował biedaka.... - pomyślał widząc stan Boemunda i szykując się do dalszej walki jednocześnie bacznie patrząc na dwójkę "rycerzy" na zadziwiająco drobnym koniu....- Ale jeśli jeden z nich to naprawdę ona....,co strzeliło do łba tej wariatce?