Vito
Mam zawalony prawie cały dzień. Chyba tylko noce nam pozostają, kiedy rodzice śpią... odrzekł jej równie cicho.
Wersja do druku
Vito
Mam zawalony prawie cały dzień. Chyba tylko noce nam pozostają, kiedy rodzice śpią... odrzekł jej równie cicho.
Falmir:
Trochę było tam alkoholu. Myślę, że lepiej samemu to ocenić. Nicolaiu, z tego, co wiem, to sprawdzałeś, ile tam tego jest, nie?
Edward
Zagwizdał. Po ciemku wspinać się na klif? Jeszcze tak mnie nie pogrzało hehe, trzeba przeszukać chatę... Dobywając kordelasu, poszedł sprawdzić co znajduje się w spalonej chacie.
Rhen
Raczej nic ciekawego. Macie może coś ciepłego do zjedzenia? Bo chciałbym coś zjeść i położyć się bo jutro o poranku wyruszam na kolejną wartę.
Edward:
Nie widzisz tu nic szczególnego. Samo stare, zbutwiałe drewno, meble i tym podobne rzeczy się tu walały. Twoją uwagę jednak przykuło jakieś ciało mężczyzny znajdujące się w rogu chaty. Nie widzisz dokładnie kto to jest, ale chyba coś nieźle go poturbowało...
Vito:
Szkoda... No nic. Kiedy indziej może zostaniemy sami... A co z innymi dniami? - odparła mu nieco zawiedziona.
Rhen:
Przygotowałam dzisiaj smażoną dziczyznę z przyprawami. Akurat myśliwi upolowali w lesie parę dzików - odpowiedziała ci Twa matka, po czym zaczęła nakładać ci jedzenie. Postawiła ci talerz na stole. Dostałeś porządny kawał mięsa, którym na pewno się najesz. Pachnie wspianiale i smakuje pewnie również tak samo...
Falmir:
Z jakieś 20 butelek włącznie z tą, którą trzymasz, panie. Chyba tam było z przynajmniej 10 butelek bimbru, 6 ginu i 4 wina. Tak poza tym to trochę cukru, winogron czy pszenicy, kocioł i stół alchemiczny.
No no... Jakieś małe zapasy widzę trzyma tu nasz warzelnik. Wulfgar na pewno się tym zainteresuje, hehe. Dobra chłopcy, podnosimy kratę - wydał rozkaz, po czym stanęli przy niej i podnieśli nieco kratę do góry. Nicolai schylił się i wyszedł na zewnątrz.
Dan:
Śpisz jak na razie całkiem spokojnie. Śnią ci się dawne czasy dzieciństwa spędzone tu, na tej farmie. Fragmenty miłych ci wspomnień jak zabawa z dziećmi z innych farm, ganianie owiec na pastwisku czy zabawa z Akilem i resztą farmerów. Niektórzy siedzący przy kominku zauważyli, iż lekko się uśmiechasz podczas snu, lecz nie budzą Cię, by nie przerywać Ci wypoczynku...
Vito
Nie wiem, rozkazy mam póki co tylko na jutro. Dobrze że przynajmniej wojsko odciążyło nas z patroli za miastem, bo jeszcze mniej czasu dla Ciebie bym miał... odpowiedział cicho.
Falmir:
Schyla się i przechodzi pod kratą na zewnątrz. Gdy wstał i się otrzepał z brudu, zapytał się swym donośnym głosem Zatem co dalej, sierżancie Roger?
Edward
Ty tam, żyjesz? Czy ci pirania mendę odgryzła i się pochlastałeś z tego cierpienia? Spytał z kordelasem w dłoni.
Edward:
Najwyraźniej osoba ta już dawno zaznała wiecznego odpoczynku, ponieważ nie reaguje... Lub przynajmniej tak nie zareaguje.
Falmir:
Ruszamy na wschód wyspy do drugiej grupy, z którą mamy się połączyć. Być może już skończyli badać swój rejon. Cholera wie. A dalej kierujemy się do ostatniej już grupy, znajdującej się w lesie niedaleko klasztoru i farm właściciela ziemskiego. To tyle? Dobra, to ruszamy - ruszyliście na wschodnią część wyspy.
Vito:
Chociaż tyle... Wiesz dlaczego oni tu przybyli na wyspę, co nie? Tu chodzi o orków?
Arto:
Przez te kilkanaście minut nie dzieje się nic ciekawego. Masz małą ochotę już się zmywać stąd, gdy widzisz, że jakiś żołnierz powiadomuje działowych, iż mogą opuścić stanowisko. Widzisz jak zaczynają zbierać amunicję. Nie pozostaje ci zbyt dużo czasu zanim się nie odwrócą i nie zauważą Ciebie.
Falmir:
Tak jest, sierżancie Roger!
Za Innosa!