-
George:
Dziewkę do klasztoru, a klechę powiesić! Splamił swój honor i nauki Pańskie! Niech zginie! Krzyknął jeden z członków załogi.
Robert:
A w temacie urodzin... Kiedy twoje są? Spytała Agnes.
Spytko:
A to łojca Charlesa tam sądzą Bożo!? Ha! Wiedział żem, że jaki demon w nim siedzi skoro taki ponurak! Wykrzyknął rozbawiony Godwyn.
Adalbert:
Hihi... Jesteś panie dziwny. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że ustępujesz z miłości? Ja słuchałam wiele opowieści o miłości, znam się na tym!
-
Spytko
Demon jak demon. W końcu też chłop i swoje potrzeby ma. Chyba za długo żył w celibacie roześmiał się czekając aż przygotują mu zamówiony posiłek.
-
Sir George Srogi
Jest to statek, więc władza należy do kapitana. Cóż mamy uczynić?
-
Adalbert
Nie zajdziesz daleko polegając jeno na wiedzy z opowieści, panienko. Rzekł uśmiechając się nieznacznie z jej naiwności. A Ty masz już jakiegoś rycerza zabiegającego o Twe względy, jeśli o miłosnych podbojach gawędzimy?
-
Robert
Hmm,co? Ach,moje urodziny...Dopiero w przyszłym roku, wypadają w marcu... - odparł wyrwany z zamyślenia,wiedział że Agnes może się nie spodobać to że pozwolił na przeprowadzenie jakiegoś wyimaginowanego sądu Bożego na jej o zgrozo,przyjaciółce,jednak nie potrafił się przemóc do ratowania tej latawicy gdyż musiał by wtedy postąpić wbrew sobie...
-
Spytko:
Może się trochę rozrusza, ha! Odparł Godwyn. Po kilku chwilach, kucharz przyniósł Ci jakąś przygrzaną zupę. Jest z różnych warzyw, duża porcja, powinieneś się najeść. 5 miedziaków - rzekł.
George:
Kapitan zamyślił się na chwilę i rzekł donośnie - skoroś ty prowadził Sąd Boży, ubij klechę własnoręcznie!
Adalbert:
Nie. Już nie. Było trzech, ale dziwnym trafem wszyscy poumierali w dziwnych wypadkach. Jeden spadł z konia i uderzył się w głowę, drugi zachorował na grypę i zmarł, a trzeci się utopił w czasie kąpieli. Boję się, że zaczną mnie podejrzewać o to, żem czarownica...
Robert:
Nie udawaj że myślisz - rzekła uszczypliwie Agnes, szturchając Cię lekko.
-
Sir George Srogi
Uklęknij - rzekł spokojnie do księdza.
-
Spytko
Dał kucharzowi dziesięć miedziaków. Jak zjem to drugi raz to samo mi dacie. Zajął się posiłkiem.
-
Adalbert
A kto Cię tam wie... Wychodzi na to, żeś trefnych rycerzy miała, albo pijaków, bo o ile grypa się zdarza, o tyle ino nie po trzeźwemu można się w kąpieli utopić albo z konia spaść prosto łbem na kamień...
-
Robert
Phi,odezwała się myślicielka jedna... - odparł z kpiącym uśmiechem obejmując ją czule