Hallbjorn
hmm ciekawe co nas obeserwuje
Wersja do druku
Hallbjorn
hmm ciekawe co nas obeserwuje
Catherine
Z całej siły kopnęła jeden z kamyków leżących na brzegu i aż zazgrzytała zębami ze złości jednak delikatnie ścisnęła jej dłoń i powiedziała całkiem spokojnie jak na to że gotowała się w środku - Nie chcę żebyś się pochorowała....,droga jest aż tak trudna? Jak nie to wolę jechać w nocy....,zaraz lunie i przemokniemy do suchej nitki bo oczywiście żadna z nas nie ma płaszcza......
Catherine:
W nocy lepiej tędy nie jeździć, droga jest trudna a ja w nocy mogę orientację stracić, wtedy się zgubimy... Musimy przeczekać Cathy... Powiedziała nieco wystraszona, może przelękło ją Twoje nerwowe zachowanie?
Arstan, Hallbjorn:
Nagle od strony lasu wyleciała długa strzała, która trafiła jednego z giermków przebijając jego szyję, a kolczuga jakby nie stanowiła przeszkody... Zaraz też od waszej prawej strony wyłoniło się dziesięciu rycerzy w czarnych tunikach ze złotymi gryfami na zbrojach płytowych, dosiadających potężnych ogierów. Prowadzi ich tak samo uzbrojony rycerz, co jednak dziwne, zza wizjery hełmu wydobywa się czerwona poświata... Z jego tyłu zaś powiewa czarny, długi płaszcz. Ruszają na was z obnażonymi mieczami.
Arstan
No nareszcie, nie można było wcześniej tłumoki wydarł się do rycerzy Gryfa, jak byście się nie lenili to by wieś z dymem nie poszła, po czym atakuje najbliższego mu lwiego giermka
Cathy
Nie przejmuj się,przecież to nie Twoja wina....,myj się jeśli chcesz ja przygotuję obóz najlepiej jak się da.... - powiedziała uspokajająco,prowadząc klacz pod najbardziej rozłożyste drzewo,które da im największą osłonę przed deszczem,zdjęła z niej siodło a następnie przywiązała za uzdę do solidnej gałęzi aby nie uciekła,gdy skończyła poczęła rozpalać ognisko - Może się uda zanim się rozpada a deszcz nie będzie aż tak mocny i będziemy miały choć trochę ciepła....
Hallbjorn
no ciekawie się zapowiada
Catherine:
Udało Ci się rozpalić ognisko, a Twoja mała podopieczna, kiedy zaczyna zrywać się wiatr i padać deszcz, umyła sobie włosy przez ten czas...
Arstan, Hallbjorn:
Arstan od razu zabił jednego giermka, który był przy nim. Rozpętała się walka zakonu Lwa i Gryfa, wy zaś wspieraliście tych drugich. Po dość długiej potyczce, jako że wszyscy byli wprawnymi wojownikami, odnieśliście wraz z lojalnymi królewnie rycerzami zwycięstwo. Jeden rycerz Lwa został wzięty do niewoli, ten który ocalił Catherine oraz małą dziewczynkę (o czym wy jednak nie wiecie), drugi, który napluł Arstanowi uprzednio w twarz, uciekł, a reszta poległa.
Rycerz Gryfa, z którego wizjer hełmu wydobywa się czerwona poświata stanął przed wami na swym rumaku i zaczął obserwować...
Arstan
Obejrzał się za uciekającym Tfu śmieć uciekł, ale jeszcze kiedyś się spotkamy hehe, a Ty czego się gapisz? rzekł do rycerza Gryfów
Catherine
Adele do ogniska ale już! Aj Ty niemądra,czemu głowę umyłaś?Myślisz czasem? Ehh.... - gdy dziewczynka do niej podeszła natychmiast złapała ją za rękę i przyciągnęła do ogniska po czym złapała za koc i obwiązała go jej na mokrych włosach tak aby zmniejszyć ryzyko przeziębienia,następnie usiadła pod drzewem,jedną ręką mocno ją do siebie tuląc drugą zaś opatuliła je obie czaprakiem - Oby się nie zaziębiła,nie dość że ranna to i chora będzie,ehh....
Catherine:
Adela nie opierała się przy żadnej Twej czynności. Chciałabym mieć taką siostrę... Powiedziała cicho.
Arstan, Hallbjorn:
Bo mam oczy wyrywny człowiecze - odparł rycerz nie zdejmując hełmu. Co robiłeś z tymi przeklętymi Lwami? Byłeś jeńcem?