Spytko:
Zbladł ujrzawszy swą żonę, poczerwieniał i nic nie mówiąc runął nagle naprzód ominąwszy Katarinę. Rozpoczął straceńczą szarżę na wroga, bo nie miał już do kogo wracać.
Wersja do druku
Spytko:
Zbladł ujrzawszy swą żonę, poczerwieniał i nic nie mówiąc runął nagle naprzód ominąwszy Katarinę. Rozpoczął straceńczą szarżę na wroga, bo nie miał już do kogo wracać.
Katarina
Gdy Spytko ruszył na złamanie karku Wskoczyła na Ognistą i spięła ją.... pognała za nim... Jak umierać chcesz i do piekła trafić to zabierzesz mnie tam ze sobą... Oj tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz... Gdzie Ty tam i ja.... Wydarła się za nim...
http://2.bp.blogspot.com/-Zzmo2cOBKc...%2BTalento.jpg
Polski rycerz będąc w amoku pognał pędem na armię saraceńską, a za nim jego ukochana żona. Nie tylko jednak oni... Widząc ten zryw, najpierw Agnes dobyła miecza, nawet nie zakładając hełmu, wykrzykując "Bóg tak chce" pognała za nimi. Co oczywiste, za nią też ruszył od razu Boemund, ten z kolei wykrzykiwał jej imię. Zaraz też, Godwyn, Duncan, jego chorągiew i reszta Lazarytów, wszyscy oni z żarem w oczach i sercach ruszyli naprzód. Poderwali do walki wszystkich, których minęli - chorągwie - antiocheńska, trypolitańska, edessjańska, ibelińska, zakonne takoż. Rozległy się gromkie okrzyki bojowe, nadeszła najpiękniejsza ze wszystkich szarż. Nawet królewska chorągiew, a w niej rycerze odziani w błękit w większości, ze swym królem na czele, który dał rozkaz do ataku, ruszyła...
Bóg tak chce - oto ich jednoczesny okrzyk.
I znów dudnienie końskich kopyt, rżenie wierzchowców, wrzask rycerzy i dźwięk rogów wojennych zapanowały nad polem bitewnym. Nikt się tej szarży nie spodziewał, ani saraceni, ani nawet sami szarżujący krzyżowcy. W chwilach takich jak ta, gdy zapał bierze górę nad trzeźwymi myślami, rodzą się najwspanialsze zwycięstwa, najpiękniejsze zwycięstwa...
Potężna armia Jerozolimy runęła z całą swą ogromną siłą na zaskoczonych saracenów. Panika ogarnęła całą niewierną hałastrę. Pierwsze szeregi padały pod kopytami oraz orężem walczących mężnie rycerzy. Bitwa rozgorzała na nowo, z o wiele większą siłą niż dotychczas. Fala za falą napierała muzułmańska nawała na wojowników Chrystusa. Nie było już odwrotów, szarż ani przegrupowań ze strony krzyżowców, każdy walczył bezustannie nie myśląc o własnym żywocie, tylko o wycięciu tylu niewiernych psów, na ile siły pozwolą.
Każde z was odniosło już wiele ran, posłało również do piekła niezliczoną ilość saracenów. Wielu rycerzy również poległo. Walczący na czele król wciąż jednak podrywa wszystkich do walki!
Nagle wydarzyło się coś, co zapamiętane zostanie przez wszystkich świadków tego wydarzenia aż po ich kres... Na króla ruszyło pędem pięciu farysów, wybornie uzbrojeni, w srebrzystych kolczugach, szarżując ze swymi pochylonymi i błyszczącymi w słońcu włóczniami. Widząc to konstabl zakonu świętego Łazarza, Boemund de Moulins, zrobił to, co winien poczynić każdy rycerz na jego miejscu. Podjechał do króla galopem i zasłonił go własnym ciałem, ubijając przy okazji jednego z saracenów. Jednak trzy włócznie wbiły się bezlitośnie w jego pierś, w serce które biło dla Agnes, dla Charlotte, dla Jerozolimy... Potężny Boemund, niepokonany dotąd rycerz, symbol oddania, męstwa, mistrzostwa we władaniu orężem, osunął się ze swego Fryza na ziemię, zalany krwią.
Ale było to ostatnie natarcie armii saracenów. Boemund ugodzony został w ostatnich chwilach bitwy. Nagle zagrzmiały rogi wojenne Mahometan, nakazujące im się wycofać. Wnet wszyscy - mamelucy, farysi, lekkozbrojni wojownicy, zaczęli uciekać jak najdalej. Dojrzeliście również jednego z zabójców konstabla, Katarina oraz Spytko rozpoznali w nim Kasima. Farys uniósł tryumfalnie włócznię w górę, po czym podążył za resztą swoich.
Agnes niczym zaczarowana wpatrywała się we wszystko, również zaszokowany król...
Techniczny
Podczas bitwy wszyscy odnieśliście rany lekkie oraz średnie. Wolałem narracyjnie załatwić sprawę bitwy, niż sprowadzić to po prostu do rozliczenia, uważam że obecnie jest ciekawiej. :)
Spytko po polsku:
Po co obietnicy ode mnie chciałaś, skoro nie miałaś zamiaru dać mi ją spełnić, hę? wyszeptał do Katariny znużony bitwą. Nie miał siły się teraz kłócić. Co prawda cały czas był zły na żonę, ale i uradowany że przeżyła bitwę.
Katarina
Bom i jemu obiecałam, że Panią Agnes opiekować się będę. Powiedzaiła do Spytka wyciągając swój łuk i strzałę.
Konstabl, ten surowy i bardzo zaborczy człowiek stał się w jakiś niezrozumiały dla niej sposób jak ojciec. Obdarzyła go wręcz miłością za jego oddanie i poświęcenie. Gotów był oddać za nich życie i je oddał. Jedną z włóczni która bezlitośnie przeszyła jego pierś była włócznia Kasima....
Przypomniała sobie jego słowa jak radził by Ognista była jej usłużna i oddana.....
Dobrze ją traktowałam i wiele z nią rozmawiałam... A miłowaniem ponad wszystko obdarzyłam....
Trzymając łuk w jednej ręce zaczęła nakładać na niego strzałę. Spięła nagle ognistą i pognała cwałem za Kasimem...
Nie myślała i nie słuchała nikogo. Jej umysł się wyłączył od tego co działo się w około. Skupiała swój wzrok tylko na jednym na sylwetce Saracena...
Przed oczami mignęły jej tylko obrazy konstabla. Na dziedzińcu gdy pierwszy raz go ujrzała. Gdy bezlitośnie wymierzał karę karczmarzowi. Wtedy myślała, że Jest okrutnikiem, teraz rozumiała że kara za taki czyn musiała być surowa. To Boemund wymierzając ją musiał być męczennikiem. Wiedząc jak straszna jest ta choroba skazał na nią innego człowieka.
Inny obraz na pustyni gdy sam walczył gdy ona wraz z innymi szukała schronienia w zamku Barona.
Poświęcenie i oddanie. Dla sprawy, dla nich.....
Wszystkie obrazy z konstablem przelatywały jej w głowie... A oczy nadal skupione były na jednym tylko i nic w około nie istniało... Sylwetka Saracena i jego kark...
To właśnie w niego Katarina wymierzyła swą strzałę... Spokój i opanowanie... W chwili gdy palce dłoni wypuszczały strzałę to własnie nią zawładnęło... Włożyła w ten jeden jedyny strzał wszystkie swoje wspomnienia o Najwspanialszym Rycerzu na świecie...
Gdy strzała leciał na wprost Kasia zwalniała powoli konia.....
Spytko po łacinie:
Podjechał do ciała konstabla, zsiadł z Trzaskawicy i uklęknął wbijając ostrze miecza w ziemię. Oparł na nim lewą dłoń a prawą uczynił znak krzyża, po czym dołączył do lewej i przymknął oczy:
Nakłoń, Panie, ucho ku prośbom pokornie przez nas zanoszonym do Twego miłosierdzia i umieść w krainie pokoju i światłości duszę Twojego sługi, której kazałeś odejść z tego świata, oraz włącz ją do społeczności Twoich Świętych!
Spraw, prosimy Cię, Panie, aby ta modlitwa wyjednała zbawienie duszy Twojego sługi, za którym pokornie błagamy!
Prosimy Cię, Panie, uwolnij od więzów grzechu duszę Twojego sługi, aby wskrzeszony żył w chwale zmartwychwstania wśród Twoich świętych i wybranych!
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen!
Zastygł nieruchomo Choć tyle mogłem dla Niego uczynić.
Bertrand
Choć chciałem zginąć w boju, to Ty pozwoliłeś mi przeżyć, Panie, czyżbyś co innego dla mnie planował? Dzięki Ci, żeś dał zwycięstwo Twym gorliwym wyznawcom, a tym poległym pozwól dostąpić Twego królestwa. Amen. Trza teraz coś zrobić z tym. Może ksiądz Charles będzie w stanie to opatrzeć. pomyślał, dotykając dosyć głębokiej rany w boku, sycząc przy tym lekko z bólu. Odjeżdża na tyły i rozgląda się za Joannitą.
Katarina
Nie patrzyła już czy strzała dosięgnęła celu.. Wraz z opuszczeniem cięciwy zeszły z Katariny wszystkie emocje. To tak jakby właśnie w niej umieszczona była cała frustracja i złość...
Gdy koń gnany w ostatnim podrywie zwalniał Kasia zatoczyła nim szeroki łuk i wracała do swoich... Ogromne łzy wielkości grochu spływały jej po policzkach. W takim stanie dojechała do ukochanego, który najwidoczniej dawał ostatnia posługę konstablowi... Zsiadłą z wierzchowca....
Przytul mnie...proszę...
Spytko:
Usłyszawszy głos Katariny otworzył oczy, powstał z klęczek i przytulił żonę bez słowa. Trochę mu co prawda niezbyt wygodnie to czynić, bo nadal nie odłożył swej tarczy i oręża.
Katarina
Poczuła jak Coś mocno gniecie ją w bok.. Domyślała się tylko, że to nie jest ten oręż, którym z nią często władał.