-
Kersijana
Nic nie rozumiesz.... Muszę niebawem ruszyć dalej by pomóc prawowitej władczyni objąć tron. Problem w tym, że ona nie ma poparcia. Twój mąż by mógł jej pomóc ale to nie jest takie łatwe... Obróciła się w kierunku księżnej przyłożyła sobie jej dłoń, którą wcześniej pieściła się po swej kobiecości i pocałowała jej palce.
Popatrzyła w jej oczy. Tak bardzo bym chciała cofnąć czas i nie składać obietnic bym mogła tu zostać na zawsze z Tobą... ale Obietnica Nordolki nie zostanie złamana nigdy... Nie chcę ranić tez i Ciebie... Gdybyśmy to zrobiły, tu i teraz a ja ruszę dalej w drogę by misję i obietnice mą spełnić... Kersi popłynęły łzy z oczu... Beatrice... Prawowita królowa nie wygra tej sprawy. Nastały czasy, że prawo działa po stronie silniejszych i tych co mają poparcie... Ona jego nie ma...
Zginę Anno.. polegnę przy jej boku.... I nigdy nie wrócę.... To dlatego nie chcę Cię ranić.... Lepiej byś nie miała za czym tęsknić i usychać z tęsknoty....
-
Kersijana:
Annie łzy już zaczęły spływać po policzkach, gdy tak słuchała Twych słów. Brak ci nadziei w to, w czym wzięłaś udział... Chcesz odejść, chcesz zginąć, i nie chcesz mnie ranić... Ale nie rozumiesz, że to już za późno? Teraz czuję że każda twoja rana byłaby także moją... Już teraz...
Catherine:
Rita roześmiała się znów uroczo i usiadła, nie wyrywając stóp z Twych dłoni. Popatrzyła chwilę na nie, a potem jej twarz jakby posmutniała. Nie chcę wojny... Nie takiej, powiedz mi... To będzie tylko szaleńczy atak na uzurpatora, czy mogę mieć nadzieję, że się uda?
-
Catherine
Możemy mieć nadzieję,musimy mieć....Jeżeli mamy szansę uczynić ten kraj lepszym miejscem uważam że powinniśmy zaryzykować....A samą królową na pewno polubisz,jestem pewna że zostaniecie dobrymi przyjaciółkami.... - powiedziała kładąc się obok niej i delikatnie przytulając
-
Catherine:
Rita nim się ułożyłaś obok niej, podłożyła Ci pod głowę swoje piękne, czarne włosy. Ich dotyk na Twym policzku jest bardzo miły... Dziewczyna mocno się wtuliła, kładąc też swoją stopę na Twojej i szepnęła - mam taką nadzieję... Ale czy ona mnie polubi?
-
Catherine
Mruknęła,równie mocno ją przytulając i rzekła cicho - Nie martw się,nie zdziwiła bym się gdyby tak się stało od razu,zwłaszcza że jej powiem jaka byłaś dla nas dobra....
-
Catherine:
Rita uśmiechnęła się znów i spytała - a jakie one są? Powiedz mi coś jeszcze o Beatrice, o Adeli i tej Noldorce...
-
Catherine
Adele zaraz sama poznasz to nie będę Ci nic mówić hihi. A Beatrice i Lothiriel....Cóż,obie są tak samo dobre,z tym że Lothiriel jest przy tym bardzo troskliwa,otacza nas wręcz matczyną troską,i to taką idealną,wymarzoną....A przy tym jest bardzo mądra i szlachetna.Beatrice? Jest nieco młodsza od Ciebie,pewnie od razu będzie prosiła żebyś mówiła do niej po imieniu,albo nawet jego zdrobnieniu jak się zapomni hihi. Jest naprawdę kochana,obie są.... - odparła a w pewnym momencie po prostu nagle się zamyśliła i urwała.... - Minęło kilka godzin a już za nimi tęsknię,niepojęte,ehh....
-
Catherine:
Chciałabym mieć takie przyjaciółki jak ty, zazdroszczę... Odrzekła z uśmiechem i położyła swoją dłoń na Twojej.
-
Catherine
Niepotrzebnie,sama będziesz takie miała....Rito - powiedziała delikatnie biorąc jej dłoń do ręki i głaszcząc ją palcem
-
Catherine:
Oczy Rity skierowały się ku Twoim, zaczęła spoglądać na Ciebie uroczo aż w końcu ucałowała czule w policzek szepcąc - dzięki Cathy...