-
Katarina nie wie, czy strzała trafiła Kasima. Tymczasem Boemund jeszcze dycha, widać jak straszliwie cierpi, ale stara się jak może, by tego nie okazać... Nie płacz, nie płacz... Wyszeptał rycerz resztką sił. Jego rumak podszedł do swego pana oraz zarżał żałośnie. Zaś Agnes zakryła dłonią usta przyglądając się załzawionymi oczyma na całe wydarzenie, nie mogąc się nawet ruszyć...
-
Spytko po łacinie:
Medyka! Ino chyżo do mości Boemunda! rozdarł się usłyszawszy konstabla, nie dbając przy tym, że mógł tym ogłuszyć Katarinę.
-
Katarina
Uwolniła uścisk dając znać by na chwilę i mąż go zwolnił. Gdy Spytko rozluźni obejmowanie Kasi ta uklęknęła przy Konstablu wycierając twarz z łez... Dobrze mój Panie... dobrze.... Już nic nie mów.. położyła rękę na jego głowie
-
Robert
Gdy tylko włócznie ugodziły Boemunda nie bacząc na własne rany i zmęczenie podjechał do Agnes przytulając ją mocno i nic nie mówiąc,wiedząc że nie słów teraz potrzebuje najbardziej....
-
Spytko:
Gdy żona próbowała uwolnić się z jego uścisku, tylko instynktownie go wzmocnił. Po chwili jednak wypuścił Ją ze swych ramion Nie będę przeca Lubej siłą przy sobie trzymał.
-
Zawołajcie Agnes, zawołajcie ją - wydusił z siebie Boemund. Pani de Montmirail tymczasem rozkleiła się całkowicie w ramionach Normana, mamrocząc coś niezrozumiale po francusku. Robert teraz zauważył, że krwawi ona z pięciu ran.
-
Robert
Siostrzyczko moja najdroższa,Twój mąż chce Ci coś powiedzieć.... - wyszeptał także wzruszony,po czym wciąż ją obejmując począł powoli jechać w stronę dogorywającego konstabla
-
Spytko po łacinie
Odstąpił od konstabla Pani Agnes, mąż woła. Odszedł na bok nie chcąc im przeszkadzać. Przykucnął przy trupie jakiegoś Saracena, wyczyścił ostrze miecza o ubiór martwego, podniósł go do góry Łacnie mi się Tobą dziś gromiło wroga, więc od teraz Pustynny Grom będziesz się zwać na pamiątkę tej bitwy. Pocałował środek brzeszczotu i schował dobyty oręż do pochwy.
-
Katarina
Nadal klęczała przy Boemundzie. Już Panie, zaraz przyjdzie....
Gdy Agnes podejdzie do konstabla, Katarina wstanie i zostawi ich samych wiedząc, że to może być ich ostatnia chwila.
-
Agnes zeskoczyła z siodła i jęknęła z bólu, gdy opadła na ziemię. Zaraz też uklękła nad swym mężem zapłakana, ściskając w dłoniach swój miecz. Porozmawiali chwilę po francusku, aż w końcu Boemund uśmiechnął się do swej najukochańszej wybranki i zamknął oczy, a całe życie z niego uleciało... Dokąd trafi jego dusza? Tylko Bóg to wie...
Widząc to, król zdjął swój hełm i rzekł głośno - choć zwycięstwo dzisiaj odnieśliśmy, to niewielu z nas będzie je świętować. Wielu bowiem rycerzy w tej nierównej bitwie poległo, wielu wspaniałych rycerzy, w tym jeden który był z nas wszystkich najlepszy. Konstabl zakonu świętego Łazarza, Boemund de Moulins, służył wiernie memu ojcu a potem mi, w końcu poświęcił swój żywot by mnie ocalić. Nie jestem godzien tego poświęcenia... Widocznie jednak Bóg uznał, że tak winno być, a ja Jego woli się sprzeciwiał nie będę, choć żałość w mym sercu wielka. Oddajcie hołd temu rycerzowi i pamiętajcie, że tu, 25 listopada roku pańskiego, pod zamkiem Montgisard, odnieśliśmy zwycięstwo, jakiego jeszcze nikt przed nami nie odniósł.