-
Catherine
Uśmiechnęła się tylko odwzajemniając spojrzenie i objęła ją tuląc do siebie,drugą rękę położyła na włosach siostry i zaczęła ją delikatnie głaskać,przez chwilę przemknęła jej przez głowę myśl że Rita może być podobnie zorientowana jak Margaret jednak szybko wyrzuciła ją z głowy.... - Nie wygłupiaj się Cat,ona po prostu potrzebuje ciepła....A ja chyba mam kolejną przyjaciółkę,och jakie to wspaniałe być takim kochanym!
-
Catherine:
Po niedługim czasie Rita usnęła w Twym objęciu i tak znalazłaś się między dwoma śpiochami...
-
Catherine
Sama zaczynała się robić senna jednak troska o Margaret nie pozwalała jej zmrużyć oka....Postanowiła czekać cierpliwie aż ona wróci w międzyczasie głaszcząc obie wtulone w nią dziewczyny dla zabicia czymś czasu.
-
Kersijana
Jesteś przeurocza... A może Twój mąż mógłby Beatrice pokłon złożyć? Przecie to szanowany człowiek a za nim pójdą inni... Kersi wytarła łzy z twarzy Anny. Wtedy będzie szansa że nie zginę... Uśmiechnęła się do księżnej, by po chwili jednak znów zwiesić wzrok. E, to na nic...Kim ja jestem by zechciał mnie wsłuchać choćby nawet... A gdzie jeszcze bym mogła go namówić na to... Kersi chwilę stała zamyślona... Chyba pora by wracać... Nie sądzisz? zaczęła wyciągać ubrania z torby.
-
Kersijana:
Jest zbyt uparty, wątpię by pokłon złożył komukolwiek, poza Ulrykiem... A nawet ja sama nie znam tej całej Beatrice, która jest prawowitą następczynią tronu jak mówisz... Mogłabym wam pomóc, wykorzystać swoją znajomość mojego męża by Laria przeszła na stronę Beatrice, ale chciałabym najpierw wiedzieć, kim ona właściwie jest... Jaka jest... Znasz ją dobrze? Spytała Anna, odbierając od Ciebie swe ubrania i powoli, niechętnie je zakładając.
-
Kersijana
Ulryk siłą przejął władzę. Podstępem, mordem i przelaną krwią, ale to nie jest nic nadzwyczajnego. "...Po trupach do celu...." nie on pierwszy i nie ostatni...wiesz jak to mówią...
Kersi mówiła powoli ubierając się. Jednak los, mimo jego siły i przewrotności spłatał mu figla. Ocalała Beatrice. Nie łudź się, że jest Ona mężna i odważna jak na prawdziwego przywódcę przystało. No można pomylić jej brawurę z odwagą, ale to pozory... Dziewczyna nie ma ogłady jak na królową przystało. Bym powiedziała, że jest niezdarna i często roztargniona.... Ale to dlatego, że tak naprawdę jest jeszcze dzieckiem.
Mimo wszystko, wedle prawa to do niej należy tron, a od nas zależy czy prawo ma jeszcze jakieś znaczenie... I jeszcze ma coś co jest bardzo ważne.... I chyba nawet najważniejsze....Kersi zamilkła na dłuższą chwilę. Ma czyste serce. Serce, które nie jest zbrukane korupcją i zarażone jadem przez chciwych i rządnych władzy doradców.
Kersi ubrała się i pomogła ubierać się Annie.
Twój mąż może i jest uparty,ale nie jest głupcem... W tej chwili Ulryk go potrzebuje, ale tacy ludzie gdy tylko przestaną kogoś potrzebować zaraz go po cichu usuwają. Urlyk nie potrzebuje Twojego męża a jego wojska i ludzi... Jak myślisz kiedy zechce go zastąpić swoim poplecznikiem? My nie tylko u Was szukamy sojuszników... Niedługo wieści się rozejdą, że jest coraz więcej zwolenników Beatrice... Laria w tej chwili ma władcę, ale Ulryk prędzej czy później zechce się pozbyć świadków i tych co pamiętają prawdziwych królów....
Myślisz,że to przypadek że Nordolczycy zawitali do Waszego miasta?
-
Kersijana:
Anna słuchała Cię w milczeniu, wydaje się że rozmyślała nad każdym Twym słowem. To na pewno nie jest przypadek, wierzę ci Kersi. Pomogę ci, spróbuję namówić męża... Choć nie jestem dla niego nikim ważnym... Nawet łzy by nie uronił gdybym zmarła. A twe słowa o Beatrice nie napawają mnie optymizmem... Księżna po ubraniu się, złapała Cię za rękę i oparła głowę na Twej piersi.
-
Kersijana
Dla mnie jesteś kimś ważnym Anno... pogłaskała ją po włosach. Dziękuję Ci że w ogóle zechciałaś ze mną porozmawiać.... A teraz jeśli możemy to wracajmy. chciałam Ci kogoś przedstawić.... Pocałowała ją w głowę...
-
Kersijana:
Wróciłyście z Anną do lariańskiego zamku. Na dziedzińcu zauważyłaś, że właśnie z wnętrza wyszła królowa Lothiriel z Beatrice i Elrohirem, obok Ciebie śmignęła też konno Margaret, skinąwszy Ci głową. Dziewczyno, dziwisz się, że odmówił nam pomocy, jak poślizgnęłaś się w sali rycerskiej przewracając jego przy okazji? Spytała zezłoszczona Lothiriel swą córkę, z nerwów nawet Cię nie zauważywszy.
Catherine:
Po jakimś czasie wróciła Margaret, siadając na łożu obok was. Uśmiechnęła się tylko do Ciebie a potem spojrzała na śpiące dziewczyny...
-
Kersijana
Równie skinęła głową Margaret....
Zeskoczyła z konia i pomogła Annie zejść ze swojego, dając znać ewentualnym sługom czy stajennym co pewnie wyrwali się by usłużyć swej Pani by odstąpili.
Kersijana zmieszana.... To Beatrice,,, Anno, ale proszę Cię nie oceniaj jej zbyt pochopnie... Skinieniem głowy pozdrowiła przyjaciół i powoli ruszyła w ich kierunku