Catherine
No tak....,Lothiriel ma jedną granicę uprzejmości,dobro córeczek,jeśli ktoś ją przekroczy to wszystko inne traci na znaczeniu....A Ty zdejmij buty,będzie Ci wygodniej.... - powiedziała głaszcząc ją policzku
Wersja do druku
Catherine
No tak....,Lothiriel ma jedną granicę uprzejmości,dobro córeczek,jeśli ktoś ją przekroczy to wszystko inne traci na znaczeniu....A Ty zdejmij buty,będzie Ci wygodniej.... - powiedziała głaszcząc ją policzku
Catherine:
Tak... Mam nadzieję, że wszystko się jednak jakoś ułoży, i tak mamy szczęście że książę nie kazał ich wtrącić do lochu za to co powiedziały - odparła Margaret i zdjęła buty, ale natychmiast jakby wstydliwie, wsunęła swoje stopy pod Twoje, chcąc je zakryć czymś.
Catherine
O co chodzi? Przecież są piękne,widziałam je już,nie masz się czego wstydzić,Twoje stopy to powód do dumy nie do zmartwienia czy zmieszania.... - powiedziała szczerze delikatnie ją głaszcząc po stopach swoją własną
Catherine:
Nie wiem... Tak jakoś, po prostu... Nie lubię... Odparła nieco zmieszana Veccavianka ale westchnęła niegłośno, widocznie jednak Twoje delikatne pieszczoty sprawiły jej przyjemność.
Catherine
No dobrze,uszanuję to,ale chociaż przy nas mogła byś się nie wstydzić....Jednak sprawiła byś mi wielką przyjemność gdybyś kiedyś się ze mną przeszła boso,one naprawdę są ładne Margaret,nie oszukuję Cię,tak ładne jak moje.... - rzekła cicho nie ustając w delikatnych pieszczotach przyjaciółki,cieszyła się że to nareszcie ona mogła kogoś pogłaskać stopą,bowiem do tej pory zawsze ją ktoś uprzedzał....
Catherine:
Dziękuję kochanie że tak mówisz... Kiedyś się tak przejdziemy, obiecuję - odrzekła patrząc Ci prostu w Twoje oczy i dając się dalej pieścić. Po chwili usiadła, pochyliła się nad Twymi stopami i ucałowała obydwie, by znów się położyć w tej samej pozycji co poprzednio. Nie przestawaj - szepnęła i przyłożyła swoją głowę do Twojej.
Catherine
Naszła ją wielka ochota by pocałować Margaret,zwłaszcza gdy ta przyłożyła swoją głowę do jej,z trudem się jednak od tego powstrzymała nie chcąc prowokować przyjaciółki dla zaspokojenia własnej ciekawości a może i pożądania....Zgodnie z prośbą nie przestała jednak jej głaskać i powiedziała tylko cicho - Trzymam za słowo....
Catherine:
Margaret wyręczyła Cię i zaczęła delikatnie całować po szyi, obejmując Cię jednocześnie. Wybacz mi, ale... Kocham cię - szepnęła.
Catherine
Westchnęła kilka razy od jej pocałunków i sama pocałowała ją namiętnie w usta zanim zdążyła się opanować jednak zaraz po tym zakryła swoje usta dłonią nieco wystraszona i zmieszana tym co zrobiła i wyszeptała cicho - Ja....,ja sama nie wiem....ale nie teraz Margaret,nie jesteśmy same,musimy o tym na spokojnie porozmawiać a ja muszę to wszystko sobie jakoś ułożyć....Dobrze?Przytul się do mnie,ale przestań....
Catherine:
Margaret była szczerze zaskoczona Twoim pocałunkiem. Odszepnęła z radosnym uśmiechem - dobrze Cathy, dobrze skarbie... Objęła Cię za szyję i mocno się przytuliła całując jeszcze czule w policzek.