-
Catherine
Położyła dłoń na jej włosach i zaczęła je delikatnie głaskać a drugą ręką wciąż obejmowała Ritę. Mimo że dalej było jej bardzo miło zwłaszcza że wcale nie przestała masować stóp Margaret swoją własną to zarazem czuła wielki niepokój i niepewność a także strach,nie miała zielonego pojęcia jak ona to teraz wszystko poukłada - O nie!Nie,nie,nie!Co ja zrobiłam?Czemu ją pocałowałam?Teraz będzie jeszcze trudniej!To było miłe,aż za bardzo,zwłaszcza gdy mnie zaczęła całować po szyi ale nie powinnam!Muszę porozmawiać z Lothiriel,tak bardzo jej teraz potrzebuję a jej nie ma....Co się ze mną dzieje?!Przecież mówiłam jej nie,tyle razy a teraz sama ją całuje i czuję....podniecenie? Chcę mieć dzieci,a z nią ich mieć nie będę,na pewno też bym utrudniła życie siostrom i jeszcze na dodatek jest kobietą,a mimo to jest mi z nią tak dobrze....
-
Catherine:
W czasie, gdy tak rozmyślałaś, zbudziła się Adela. Zamruczała cichutko, przeciągnęła się i leżąc na brzuchu spojrzała na Twą twarz uśmiechając się. Wciąż mruży oczkami, jeszcze się dobrze nie rozbudziła.
-
Catherine
Czemu zawsze kiedy ona się budzi ja muszę być smutna albo zmartwiona? - pomyślała,lecz mimo to ucieszyła się na jej widok i ucałowała ją czule w czoło po czym objęła obiema rękami i mocno do siebie utuliła Mała Adele pozwoliła jej choć na chwilę zapomnieć o coraz bardziej rozdartym sercu z jakim musiała się zmagać....
-
Kersijana
Z niedowierzaniem spojrzała na Nordolczyka... Zezłoszczona na niego chwyciła rękę Anny... Chodź Aniu,,, Widocznie nas tu nie chcą... Zrobiła obrażoną minę i zaczęła ciągnąć księżną do wejścia na zamek...
-
Kersijana:
Idź z człeczyną, skoro aż tak bardzo pragniesz się z nimi bratać - rzekł jeszcze za Tobą Elrohir. Anna zaś jeszcze bardziej posmutniała i gdy trochę się oddaliłyście zwróciła się do Ciebie - przepraszam, że przeze mnie wdałaś się w spór z ukochanym... To moja wina.
-
Kersijana
Nie opowiadaj głupstw...Przecie to.... uffff..... Kersi zaczęła tupać nogą ze złości... Jak on mógł?... Taki gbur.... Aż mi wstyd...Aniu..... Och... i pomyśleć,że ja z nim chciałam.... Kersijana cała była czerwona na twarzy ze złości...
Aniu ja Cię najmocniej przepraszam... Taki wstyd....Jak ja Ci mam spojrzeć w oczy... Och Aniu... Kersi nagle wtuliła się w nią i zaczęła płakać
-
Kersijana:
Nic się nie stało Kersi, nie twoja wina... Anna przytuliła Cię troskliwie i otarła Twe łzy, mówiąc po tym - no już, uspokój się i uśmiechnij, na pewno między wami sie jeszcze ułoży.
-
Kersijana
Ale jak on mógł? Ja myślałam, że z niego zacny Nordolczyk a przede wszystkim rycerz.... Aniu czuję się jakbym dostała od niego w policzek... Wybacz ale w takim stanie nie mogę z Twym Mężem rozmawiać... Musze gdzieś usiąść i ochłonąć... Przepraszam, że się narzucam ale mogę w Twej komnacie?
-
Kersijana:
Anna zaczęła Cię prowadzić za rękę mówiąc w trakcie - wiesz... Wielu Noldorów nienawidzi ludzi, przecież na pewno spotkałaś się w swej rasie z nienawiścią do nas... Nie wiń go aż tak, ja nie żywię urazy... Po chwili dotarłyście do przytulnej komnaty księżnej.
-
Kersijana
No tak,, wiem... Nordolczycy od kiedy stracili panowanie nad królestwem stali się inni. Bardziej zadziorni i nieufni... Ale... to go nie usprawiedliwia... Wie dobrze,że raniąc Ciebie to zranił i mnie. O jaki ładny pokój.... I jakie piękne masz łoże... Kersi wskoczyła pupą na nie, poklepując dłońmi pościel... Hmmm. jaka miła pościel..... Już nie pamiętam kiedy w takiej spałam... Aniu,,, a powiedz mi szczerze... Tylko nie obraź się jeśli to będzie nietaktowne.. Wy z mężem?....no wiesz..... tu na tej pościeli?... Kersi chwyciła się za usta... hi hi...To takie ekscytujące....