Charles de Tournemire
Ten Polak? Znowu z nim są jakieś problemy... No nie ważne. Życzę powodzenia w pojedynku. Ja muszę się zaraz zająć kolejnymi rannymi. Nas jest ledwo kilkunastu, a was parę setek. To będzie długi i męczący wieczór...
Wersja do druku
Charles de Tournemire
Ten Polak? Znowu z nim są jakieś problemy... No nie ważne. Życzę powodzenia w pojedynku. Ja muszę się zaraz zająć kolejnymi rannymi. Nas jest ledwo kilkunastu, a was parę setek. To będzie długi i męczący wieczór...
Spytko po polsku:
Już ci, nie mówmy o tym więcej. Wybaczam. A teraz poszukajmy tego medyka.
Robert
Włożył sobie prawą rękę pod kolczugę dotykając lewego ramienia,gdy ją wyjął cała była we krwi....- Heh,nie sądziłem że tak mocno oberwałem,ale są sprawy ważne i ważniejsze - otarł ją o zbroję i zapytał Agnes - Chcę udać się do króla i prosić go bym już dziś do Jerozolimy mógł wrócić,nie zniosę myśli że Charlotte całą noc będzie oczy za nami wypłakiwać,jedziesz ze mną czy wolisz zostać?
Katarina
Dziękuje Pani... Wysiliła się do niej na lekki uśmiech, Ale starała się włożyć w niego jak najwięcej wdzięczności i współczucia. Następnie ruszyła ze Spytkiem w poszukiwaniu medyka
A on? Chcesz go zabić? Na pewno nie dotrze do Jerozolimy w tym stanie - odparła Agnes i położyła dłoń na szyi konia Roberta. O Charlotte się nie martw, Elisabeth dobrze się nią na pewno zajmuje, zostań ze mną, nie chcę być sama, jak będzie mnie jakiś medyk opatrywał.
Spytko z Katariną tymczasem znaleźli namiot, w którym Charles opatruje Bertranda.
Robert
Tak,masz rację....,przepraszam - powiedział choć to ostatnie słowo było bardziej skierowane do konia którego podrapał za uchem na co ten odwrócił łeb i pokazał język swojemu Panu.... - Ehh,jak zawsze humor się Ciebie trzyma,co? - odparł na to nie mogąc powstrzymać uśmiechu po czym dodał do Agnes - Oczywiście,że będę przy Tobie,chodźmy zatem
Bertrand
Dziękuję, ojcze. odparł Charlesowi, ubrał na powrót zbroję i wyszedł z namiotu.
Agnes uśmiechnęła się, ale po chwili osunęła się z siodła bezwiednie i grzmotnęła mocno o ziemię...
Robert
Natychmiast zeskoczył z konia jednak okazało się to fatalnym pomysłem bowiem odezwało się kilka cięć jakie otrzymał w bok i nogi....,jęknął z bólu jednak na tyle szybko na ile to było możliwe przypadł do niej i podniósł z ziemi gorączkowo rozglądając się za namiotem medyka
Robert nie widzi nigdzie namiotu medyka. Na szczęście jednak jeden z rycerzy obok widząc że Agnes spadła z konia, rzekł - ojciec Charles jest najlepszym tutaj medykiem, idź w tą stronę a dotrzesz do jego namiotu, prędko zauważysz - po czym wskazał palcem odpowiednią stronę.