-
Kersijana
Jest.... Nawet bardzo... Kersi pomogła księżnej wejść na siebie.. Cieszę się, że się spotkałyśmy.... Anno a może... Pojechałabyś nami? pomyśl ile wspaniałych chwil razem możemy spędzić? Elfka uśmiechnęła się na ten swój "genialny" pomysł....
-
Catherine:
Gdy usnęłaś w ramionach swej ukochanej opiekunki, dostrzegłaś przed sobą tylko cudowny błękit, jakim lśni jej pierścień. Po tym zaś znalazłaś się na łące... Na zielonej łące pełnej pięknych kwiatów, których barwa jest rozjaśniana przez promienie słońca. Po chwili podbiegła do Ciebie mała, ruda dziewczynka i pociągnęła Cię za rękę mówiąc - chodź mamo, pobaw się ze mną i z ciocią! Pobiegłyście razem do Beatrice i od razu się roześmiałyście, gdy ta zbierając kwiaty zwróciła na was swą uwagę i w tym czasie się ukuła kolcem róży, krzyknąwszy znajome auć! Rzuciłyście się po tym we trzy na ziemię i zaczęłyście tarzać, łaskotać i ogólnie się bawić, ciesząc się swą bliskością. Zaraz też dołączyła do was Adela... Trwało to długi, długi czas, aż dostrzegłaś Lothiriel na białej klaczy, która rzekła do Ciebie - chcesz znać swe przeznaczenie córeczko? Oto i one... Ale też od ciebie zależy, czy ono się spełni czy nie...
Zbudził Cię potężny dźwięk rogów wojennych i dzwony bijące jak oszalałe zdaje się ze wszystkich stron.
Kersijana:
Chętnie pojechałabym z tobą ... Ale czy moja córka wtedy będzie bezpieczna i szczęśliwa? Spytała Anna, lecz nagle zaczęły bić dzwony i rozległ się głośny, przeciągły dźwięk wojennych rogów...
-
Catherine
Mamo.... - jęknęła przez sen,wciąż nie do końca przytomna,dopiero dzwony podziałały na nią jak kubeł zimnej wody,usiadła gwałtownie na posłaniu i....dopiero wtedy zdała sobie sprawę że to nie był najlepszy pomysł bowiem wciąż czuła ból głowy,odruchowo przyłożyła sobie do niej dłoń i znów wyjęczała - Auć....
-
Catherine:
Od razu złapała Cię Lothiriel i przytuliła z całej siły, a po jej policzkach spływają łzy... Córeczko, naprawdę nazwałaś mnie...? Wyjąkała patrząc Ci w oczy.
-
Catherine
Spojrzała na nią nieprzytomnym wzrokiem i wymamrotała - Jak nazwałam?Mówiłam coś przez sen?
-
Catherine:
Wyjąkałaś "mamo"... Lothiriel spuściła głową opierając ją o Twe ramię i nie bacząc, że dzwony wciąż biją zewsząd a z zewnątrz słychać jakieś krzyki.
-
Catherine
Poczuła nagłą falę gorąca i odparła nieco się jąkając - Och....Ja....Eee....Długo spałam?I co się dzieje?Chyba powinnyśmy pójść to sprawdzić....
-
Catherine:
Lothiriel nie zważając już na Twe słowa opadła zapłakana na łoże. W tym samym czasie Betty mocnym kopniakiem wyważyła drzwi i wpadła z mieczem do środka komnaty z okrzykiem. Gdy jednak was ujrzała, uśmiechnęła się głupkowato i rzekła - bałam się, że coś wam się stało... Eeee, no wiecie...
-
Catherine
Nie wiedziała co ma powiedzieć więc jedynie mocno się do niej przytuliła roniąc kilka łez i ignorując Betty,nie chciała zranić elfki ani nie wypowiedziała tych słów celowo,cóż jednak mogła poradzić na to że dalej nie potrafiła nazywać jej swoją mamą?
-
Catherine:
Do komnaty wpadła też Rita, która rzuciła do królewny - Betty, jest coś takiego jak klamka, nie musiałaś mi wyważać drzwi! Dziewczyna zabrała po tym swój łuk, założyła go na ramię, a następnie przypięła pas z kołczanem. Zbierajcie się, zwiadowcy donoszą że Jatu są jakąś godzinę drogi stąd, ogromna armia!
Lothiriel dalej płacze, nie odwzajemniła uścisku, wygląda na całkiem załamaną...