Robert
Dziękuję,ale to był taki zły sen.... - wyszeptał,również ją obejmując i starając się zasnąć....
Wersja do druku
Robert
Dziękuję,ale to był taki zły sen.... - wyszeptał,również ją obejmując i starając się zasnąć....
Katarina
Wyrwana z zadumy obróciła się w stronę rozmówcy... A co Cię to..... Och Panie..... Uklęknęła na kolano...
Wybacz Mój Pannie.... I schyliła pokornie głowę, gdy zorientowała się, że to sam Król...
Robert:
Nie śpij, wstawać nam trzeba, wyszykujmy się na spokojnie miast potem na biegu, gdy król każe zwijać obóz i wracać do Jerozolimy, do twej Charlotte... Rzekła Agnes, siląc się na serdeczny uśmiech.
Katarina:
Czemu kłaniasz się przede mną? Nie jestem twym władcą, dzielna niewiasto. Powstań i wysłuchaj mnie uważnie - nie mam zamiaru cię karać, bowiem godziło by to w mój honor. Ale wedle przyjętych przez wszystkie królestwa praw... Winnaś zapłacić głową za swój czyn. Jednak Jerozolima to nie wszystkie królestwa, tutaj prawa są szczególne, a ja jestem jej królem, ja jestem Jerozolimą. Dam ci więc miast tego dobrą radę - przyodziej suknię, szablę schowaj, dosiądź konia i wyruszaj daleko stąd, tam gdzie nie ma wiecznej wojny, tam gdzie nikt nie będzie wiedział o twym "występku"... Czy posłuchasz mej rady? Twoja to sprawa, ale będę się modlił za ciebie, bywaj. Król skinął Ci delikatnie głową i odwróciwszy się, zaczął gdzieś podążać.
Charles de Tournemire
Kapłan zaczął szykować się i zbierać swojej rzeczy, by niedługo móc opuścić te obozowisko. Przyszykował konia i zapakował wszystko do sakw, po czym zatrzymał się na chwilę przy swoim wierzchowcu i delikatnie go głaszcząc przyglądał się całemu obozowi.
Robert
Pogłaskał ją bardzo czule po policzku słabo się uśmiechając i mówiąc - Masz rację....jesteś głodna?
Katarina
Stała przez chwile jak wryta... Lecz nagle jakimś zrywem zawołała..Panie Mój!... i podbiegła do króla chwytając go delikatnie za ramię... Nie miało to na celu jego obrazić.. był to najzwyklejszy w świecie odruch
Masz rację. Tak uczynię jak mówisz lecz czy mogę z czynem haniebnym żyć i w sumieniu zadręczona być... Prawo jest prawo... Kim byśmy byli gdybyśmy mogli je do własnych potrzeb naginać? Jeśli rzekłeś Panie iż mi wybaczasz i mniemam Pani Montmirail to Dziękować ci winnam. Ale zważ, że wiele osobowości nas widziało w walce i występek nasz będzie za nami jak cień podążał... Jeno Ty Mój Panie masz władzę i łaskę okazać bo na Twej Ziemi Czyn ten popełniłyśmy... Gdy rycerze Usłyszą od samego Króla Słowa łaski uznają je za słuszne....
Wybacz mą śmiałość....
Katarina:
Twa odwaga cię kiedyś do zguby doprowadzi, skąd wiesz, że na płaszczu którego właśnie dotknęłaś nie ma plam po piciu, które na niego przez przypadek wylałem, maczając uprzednio usta? Król się zaśmiał i dodał - nie martw się, chyba nie uważasz mnie za głupca, który mówi że jest władcą Jerozolimy i nie narzuca swej woli poddanym po tym?
Charles:
Dostrzegłeś, jak dość niedaleko siłują się na ręce Godwyn z Duncanem, opierając łokcie na prowizorycznym "stołku" zrobionym z kilkunastu saraceńskich tarcz. A wiesz, że ten klecha to nie szanuje rycerstwa wcale? Wykrzyczał Duńczyk do przyjaciela, nie zauważając Cię.
Robert:
Trochę, ale nie mam siły się w ogóle ruszyć... Odparła Agnes.
Robert
Nie przejmuj się,nakarmię Cię i napoję a potem przyjrzę się Twoim opatrunkom czy nie trzeba ich zmienić - powiedział jeszcze chwilę ją głaszcząc po czym wstał z lekkim jęknięciem by naszykować posiłek dla ich dwojga.....
Charles de Tournemire
Stoi i przygląda się Godwynowi zapewne obgadującym go za plecami - Ciekawe kiedy się zorientuje, że ja tu stoję cały czas?
Katarina
Ma odwaga Panie... Schlebiasz mi. Mimo młodego wieku Panie widzę żeś mądrością już seniorom dorównujesz. Domyślać się mogłam iż wola Twa poddanym jest nakazem świętym... Co do trądu to ufam Panu Mojemu co mymi poczynaniami zawsze kieruje i jeśli jego wola taka to nic mi nie grozi.
Dziękuję zatem... Jeszcze jedna prośba. Pozwól Mój Panie, że zostanę tu jeszcze przez chwilę sama i pożegnam się z przyjaciółmi.