-
Edward
Nie, tak pogrywasz wredna łajzo!? Zaraz zobaczysz, że Edward jest sprytniejszy od ciebie cholerna wywłoko! Wykrzyczał patrząc się na chmury i zdjął materiał z łoża, jeśli trzeba pomagając sobie kordelasem, i owinął się nim kładąc się na ziemi...
-
Edward:
Chyba coś poszło nie tak, ponieważ nic się nie zmieniło, a jedynie deszcz pada na twoją głowę, która i jednocześnie jest brudzona przez mokry piasek. Prócz tego robi ci się jeszcze zimniej...
-
Edward
Nie, tak nie będzie, nie! "Koc" owinął sobie na głowie, tak że widać mu tylko twarz, resztę okrycia zarzucił na plecy i zaczął biec wysoko unosząc do góry nogi i wymachując rękami w stronę plaży. Trzeba się rozgrzać, tak trzeba!
-
Falmir:
Farciarze mieli więcej szczęścia niż my. Choć.. może nie całkiem. No cóż, ruszajmy dalej.
-
Edward:
Biegając i wymachując nogami i rękoma rzeczywiście powoli robiło ci się ciepło. O dziwo skutecznie omijałeś wszystkie kamienie czy inne "nierówności" będące na plaży. Czyżby powoli szczęście się do Ciebie uśmiechało?
-
Edward
Pobiegał jeszcze chwilę po plaży i wrócił z powrotem do namiotu, gdzie nie bacząc już na nic stara się wreszcie zasnąć...
-
Arto
Postanowił jeszcze zostać w tym miejscu co teraz stoi by sprawdzić czy wojaki pozostawią działo bez straży.
Piraci tu grasują.. to dobrze,, to bardzo dobrze, zacierał rękami jak chciwiec jakiś.... może bałaganu narobią. A jak bałagan będzie to i żołdaki zafajdane będą bardziej zajęci. A jak zajęci będą to i mniej uważni... he he he... Trza by piratom pomóc jakoś się tu dostać... No opuście te działa to się je troszke popsuje.. he he. i nie będziecie mieli czym strzelać.... he he he
Mruczał se pod nosem. Bacznie jednak obserwując czy go kto nie najdzie od tył czy z boku.
-
Arto:
Wojskowi zaczęli nosić do magazynu obok Ciebie jakieś worki i kule armatnie, aż w końcu przepchali same działo do magazynu. Widzisz również, że jeszcze inni wojacy znoszą tu z koszar resztę amunicji. Wszyscy potem rozeszli się, prócz jednego z żołnierzy, który zamknął drzwi magazynu i stanął na warcie. Chyba nie ma zamiaru od tak zostawić całych zapasów na pastwę losu.
-
Arto
Osz w mordę.... Jeden został.... no nic będą musieli piraci jakoś sami się tu dostać... No chyba że.? Gdy upewnił się ze wartownik jeden został. Przygotował sobie sztylet... Udając pijanego wyszedł z ukrycia.. Wcześniej rozpinając swoje ubranie tak jakoś w nieładzie chciał wyglądać na zalanego w trupa...
Oj, Gdzie rum? buteleczki moje gdzieście się schowały?... Idzie w kierunku wartownika chwiejąc się i udając pijanego... Ukrywa przygotowany sztylet...
Ma nadzieję, że uda mu się dostać bardzo blisko wartownika...
-
Arto:
Wartownik wyjął miecz i wymierzył go w Twoją stronę, po czym krzyknął - Won mi stąd portowa łajzo, bo zaraz skończysz w basenie portowym!