-
Beregar
Cóż,choćby do tego,że nasza szóstka może nie dać sobie rady z hordą orków i bandytów,każdy człowiek może być na wagę złota a nie wierzę,że wśród mieszkańców Bree nie ma żadnych wojowników skłonnych do obrony swoich rodzin i domostw,tym bardziej,że będą mieli u nas dług wdzięczności po uwolnieniu ich bliskich. Ale zgadzam się,że nie możemy dłużej zwlekać,proponuję by ktoś zajął się uwolnieniem jeńców kiedy pozostali zaabsorbują uwagę bandytów a następnie uderzył na ich tyły.
-
Geno
Tak, tak nie możemy marnować czasu, skoro Aeline mówi że sobie z nimi poradzimy to atakujmy, tylko niech może jedno z nas przekradnie się do obozu i w razie czego zapewni ochronę więźniom gdy reszta rozpocznie szturm, a najlepiej byłoby uwolnić ich w trakcie szturmu, może by nam pomogli, a przynajmniej zdezorientowali wrogów?
-
Wszyscy
Podróż zajęła wam kilka godzin, na wysokości Staddle Aelin zaprowadziła was w gęsty bór prawdopodobnie dorównywający wiekiem samej Ardzie, potężne drzewa pięły się w górę i zasłaniały światło słoneczne, czego skutkiem był półmrok. Przedzieranie przez gęstwinę było niczym nowym dla elfa i strażników, ale niziołkowi i krasnoludom dało się we znaki, co chwilę się o coś potykali, wyraźnie nieprzywykli do takiego typu spacerów. Po wiekach wydawałoby się dla Gena i Geruda, Aelin zatrzymała grupę gestem ręki, waszym oczom ukazała się mała palisada, widać było jedno wejście, przed którym wartę pełniły dwie osoby. mężczyźni odziani w łachmany, w rękach trzymający drewniane pałki, a ich wyrazy twarzy zwiastowały wyłącznie kłopoty i złe zamiary, niechybnie stanowili zakałę ludzkości, plamę, która plugawiła ten świat swą niegodziwością. No to jesteśmy, proponuję aby elf z krasnoludami i niziołkiem wspierającym ich od tyłu zaatakowali to wejście. Ja wraz z Beregarem, tak jak zaproponował wcześniej podkradniemy się do drugiego, które jest tuż obok. Na miejscu dam sygnał, będzie to dźwięk wróbla, na pewno rozpoznacie, panuje głucha cisza zatem problemu nie będzie. Wtedy rozpoczniecie atak, skupicie ich uwagę, a my zaatakujemy od tyłu. Zgoda? My uwolnimy zakładników i wspomożemy was w walce. wyszeptała Aelin Mi tam pasuje póki ten łucznik będzie mój odpowiedział wyjątkowo cicho jak na niego Balrakk.
-
Geno
Może nie specjalnie się znam, ale plan wydaje się skuteczny, wpierw ustrzelić tych dwóch przy bramie, co zredukuje ich liczbę do ośmiu, potem wybić resztę i odprowadzić jeńców do domostw
-
Beregar
Dokładnie tak uczyńcie,ale nie dajcie się w razie czego wyprowadzić z równowagi tylko cierpliwie czekajcie na znak Aelin. Te łajzy nam nie uciekną,bądźcie o to spokojni - szepnął,po czym spojrzał na kobietę wyczekująco
-
Beregar
Kobieta skinęła ci głową po czym gestem nakazała podążanie za nią, oprowadziła ciebie w około palisady, po chwili byliście przy identycznym wejściu jak tamto, tak samo stało przy nim dwóch zbirów, jednak jako strażnicy przyzwyczajeni do poruszania się w gęstwinie nie wydaliście żadnego dźwięku i nie zwróciliście w żaden sposób ich uwagi. Wkrótce miał nadejść czas odpowiedzi na część pytań, starcie z tajemniczym Kaithurem, twoje mięśnie były gotowe to działania, skupiłeś się jak najbardziej mogłeś. Po głowie chodziła ci jednak dziwna myśl, czy ten cały mistrz był jakkolwiek związany z twoim snem. Aelin wyrwała cię z zamyślenia wydając dźwięk prawie, że identyczny do małego ptaka. Teraz możemy tylko mieć nadzieję, że usłyszeli. wyszeptała. Po sekundzie usłyszeliście jakże to rozpoznawalny krzyk Balrakka. Dwójka zbirów przed wami wbiegła do środka. Teraz Beregarze, nasza chwila. szepnęła Aelin i ruszyła w kierunku wejścia.
Geno, Aldarion i Gerud
Chwilę po zniknięciu strażników w krzakach usłyszeliście sygnał, w tym samym momencie Balrakk zaszarżował na zbirów Balrakk ai menu! wykrzyknął krasnolud. Dwójka bandytów z początku zdziwiona po ułamku sekundy doszła do siebie, i przygotowała się do walki Atakują południowe wejście! wrzasnął jeden z nich. Usłyszeliście krzyki z środka i tumult. Co robicie?
-
Geno
No to ściąganie napastników na nas mamy z głowypomyślał po czym napiął łuk.
Techniczny
Hobbit jeśli nie ma ryzyka strzela do któregoś z wartowników, jeśli takowe jest to czeka żeby ustrzelić jakiegoś bandytę który wybiegnie przez wrota
-
Beregar
Co prawda,wolałby od razu zdjąć tych dwóch przy pomocy łuku jednak nie można było cofnąć czasu,dlatego cicho dobył brzeszczot,skinął kobiecie głową i ruszył w ślad za nią do wejścia.
-
Beregar
Gdy przekroczyliście progi wejścia waszym oczom ukazało się kilka namiotów, a przy jednej ze ścian palisady poustawiane były prymitywne klatki pełne mizernie wyglądających ludzi,którzy z nadzieją się w was wpatrywali, po przeciwnej stronie rozgorzała bitwa. Ruszyliście biegiem w stronę zakładników, lecz nagle jakby znikąd wyrosła przed wami postać, przeszyło was lodowate spojrzenie, mężczyzna odziany był w czarny płaszcz, na głowie miał kaptur tego samego koloru, jego lico zakrywała żelazna maska, nigdy takiej nie widzieliście. W dłoni dzierżył dziwny dwuręczny miecz Wydawało wam się, że będzie tak łatwo? Żałośni potomkowie ruin, tym razem dopilnuję tego aby dzieło zostało dokończone do końca, jak nie ja to mój mistrz. Ale skupmy się na chwili obecnej, Jesteście z tymi krasnalami, nawet nie wiecie jak zabicie tego ich młokosa dało mi przyjemność powiedział lodowatym tonem po czym roześmiał się, a od tego śmiechu dreszcz przeszedł wam po plecach. Północ, zapłonie raz jeszcze rzekł i zaczął powoli się do was zbliżać z bronią łaknąca krwi, sama ostrze było nietypowego koloru, matowego, nie odbijało światła, ale wyryte na nim były pewne znaki. Spojrzałeś się na Aelin, na jej twarzy widać było nutkę strachu, ale także determinacji, słowa zapewne Kaithura wywarły na niej wrażenie. Mocniej chwyciła miecz i przygotowała się do walki.
-
Beregar
Nie odczuł strachu ani niepewności,uderzyła go jednak nagła wizja niedawnego snu i przez chwilę wyraz jego twarzy był wyraźnie nieobecny. Otrząsnął się jednak i przyjrzał z zaciekawieniem jego masce,po twarzy kobiety poznał że w tajemniczej postaci ujrzała coś więcej od niego - Będę musiał z nią o tym po wszystkim pomówić... - pomyślał jednak chwilę po tym skupił się na czekającej ich walce. Wiedział że broń mężczyzny daje mu przewagę zasięgu,dlatego postanowił zaatakować go od strony w którą miał skierowane ostrze,starając się jak najszybciej skrócić dystans i wykorzystać nieporęczność jego broni w bliskiej walce w zwarciu licząc przy tym,że w jego ślady pójdzie towarzyszka i we dwoje szybko zasypią go gradem ciosów których nie będzie w stanie sparować.